poniedziałek, 2 marca 2015

ślepa ulica...


zdj:flickr/bennylin0724/Lic CC
(Mk 9,2-10)
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi wybielić nie zdoła. I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni. I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie. I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Mili Moi...
I oto niedziela ku końcowi zmierza. Przedpołudnie jak zawsze dość pracowite. Dziś pierwsza niedziela miesiąca, więc spotkanie z Żywym Różańcem, a że chcemy trochę ruszyć Różę Męską, to dziś pierwszy raz pogawędziliśmy na temat roli mężczyzn w Kościele, na podstawie jakiegoś zacnego artykułu, który panowie dostali do przeczytania miesiąc temu. Na razie jeszcze trochę nieśmiało, ale wierzę, że będzie lepiej...

Wczesnym popołudniem zaś miałem zamiar obejrzeć Oscarowe propozycje, czyli nasze dwa polskie dokumenty. Wyświetlane były w nieodległym od nas polskim klubie. Ale ostatecznie postanowiłem zebrać siły na spotkanie z Bożą duszą z Manhattanu, która dziś dotarła na spowiedź furtek. Nasze spotkanie trwało cztery godziny, ale mam nadzieję, że wyda Boże owoce w jej życiu. Ja natomiast czuję się odrobinę zmęczony :)

A poza tym u nas zaśnieżenie pełne... Nie wiem kto ten śnieg zamawia, ale ja mam go już serdecznie dość. A tu sypie i przestać nie zamierza. Jutro pewnie więc podczas Mszy porannych nie będzie specjalnie tłoczno. Zobaczymy czy kolejna Boża dusza dotrze. Bo kolejna spowiedź furtek zaplanowana na jutro. Jeśli zechcecie, to proszę o modlitwę w intencji tej mojej posługi, bo przekonuję się, że tej, właśnie tej, demon szczególnie nie lubi...

A ja staram się wpatrywać w Jezusa... Bo to wystarczy. Słowo mnie o tym zapewnia dziś... Ojciec powiada - to jest mój Syn Umiłowany, Jego słuchajcie... Otworzyli oczy i już nikogo nie widzieli. Poza Jezusem. On ma im wystarczyć. Pomyślałem sobie dziś, czy ja nie czynię sobie takich alternatywnych "Jezusów", na miarę moich pragnień i oczekiwań? Czy ja na przykład nie planuję sobie przyszłości z Jezusem po swojemu? Czy ja nie mam planu na życie, w który Jezusa wklejam? Bo może to właśnie przydarzyło się Apostołom. Wszystko było przemyślane. Zmierzali do wyznaczonego celu. Mieli jasno sprecyzowane oczekiwania. Z każdym dniem widzieli wszystko coraz jaśniej.... A tu nagle On im mówi o swojej męce i śmierci. Jakaś koszmarna katastrofa. To musi być jakaś pomyłka. To się nie wydarzy...

Ale oni wiedzą... Wiedzą już, że On nie rzuca słów na wiatr. I doświadczają wielkiego przygnębienia. Tym większego, że zdają sobie sprawę, że przekonywanie Go jest na nic. Stąd idą na górę ze zwieszonymi głowami. A On właśnie wówczas im pokazuje takie rzeczy. Kiedy nie spodziewają się ich zobaczyć. Niczego się już nie spodziewają. A On właśnie wtedy...

Czasem to oczyszczenie jest konieczne, żeby przejść na inny poziom rozumienia, żeby nie utknąć w ślepej uliczce własnych planów i pragnień. Jezus mówi - chcę cię poprowadzić do czegoś więcej. Pokażę ci coś, czego nie umiałbyś sobie sam nawet wyobrazić.... Tylko posłuchaj mnie... I bądź gotów... Bo wkrótce wyruszymy na górę...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz