środa, 4 marca 2015

avatary...


zdj:flickr/David W. Johnson/Lic CC
(Mt 23,1-12)
Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.

Mili Moi...
No i czuję się chory... Nie wiem jeszcze wprawdzie na co, bo jeśli to przeziębienie, to rozwija się ono arcydziwnie. Trzeba mi się wybrać do lekarza i pewnie to zrobię wkrótce. W każdym razie nastrój mam raczej wisielczy...

Ale działam jak mogę... Dziś był dzień żelazka... Mój proboszcz zapewnia mnie, że z cała pewnością jestem w naszym zakonie jedynym, który robi takie rzeczy. Nawet jedna zacna niewieścia dusza dziś zapewniła mnie, że ona od wielu lat żelazka w ręku nie trzymała... A ja jakoś tak nie umiem w niewyprasowanej pościeli... Nie mówiąc już o habicie... Więc macham tym żelazkiem...

Ale przy okazji obejrzałem sobie film. Dawno już miałem zamiar, ale... "Avatar". Tak, śmiejcie się :) No co ja poradzę, że jestem tak niesłychanie zacofany jeśli chodzi o kino. Nie mam czasu i nie fascynuję się. Dziś raczej dla zabicia nudy i monotonii prasowalniczej wpatrywałem się w ekran. Ale i powzruszałem się nieco. A przy okazji...

Pomyślałem sobie o czymś, co dziś Pan powiedział w Ewangelii. Mówi o potrzebie bycia podziwianym, którą faryzeusze i uczeni w Piśmie realizują na swój sposób. Czynią wszystko, aby się ludziom pokazać. Wydaje mi się, że dziś cofnęliśmy się o krok, czy też zeszliśmy piętro niżej (żeby to obrazowo jakoś określić). Mianowicie wydaje mi się, że potrzebę bycia podziwianym coraz częściej zastępuje jakaś szalona potrzeba akceptacji. W tej dziedzinie jest dziś tak biednie, że częstokroć ludzie są w stanie zrobić wiele, żeby właśnie tę najbardziej wstępną formę miłości uzyskać.

Właśnie ów film uzmysłowił mi jak wiele jesteśmy dziś w stanie oddać, czy "stracić", żeby tylko czuć się kochanymi, czuć się dla kogoś ważnymi. Zanim jednak ktoś nam da to, czego tak pragniemy, najpierw musimy na siebie jakoś zwrócić uwagę. I to jest ten punkt, w którym można samego siebie sprzedać za przysłowiową miskę soczewicy. To znaczy można wejść w jakieś szaleńcze udawanie, w jakąś grę, można stać się jakimś avatarem samego siebie. Właśnie po to, żeby mnie ktoś zauważył, zaakceptował, a może nawet pokochał... Jak wielkie jednak rozczarowanie towarzyszy odkryciu prawdy...

Gdyby w czasach Jezusa lud mógł zajrzeć w sumienia faryzeuszy. Gdybyśmy dziś mogli zajrzeć w siebie wzajemnie... Ale nie możemy. To dobrze... Bo pewnie znacznie trudniej byłoby miłować się wzajemnie... To źle... Bo być może miłujemy avatary...

3 komentarze:

  1. Ewangelia zrozumiana, Avatar ogladalam, ale co to jest to żelazko ???

    OdpowiedzUsuń
  2. Kajdany zniewolenia dzisiejszego czlowieka... Jak latwo jest zapomniec o czlowieku... Czy o Bogu? Mysle ze propaganda Hollywoodska swieci nam w oczy i krzyczy.... To takie normalne,... wiecej.... to jest model dzisiejszego czlowieka....życia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Zelazko-relax mozna rozmyslac slowo Boze slowo ludzkie...posciel wyglada fajnie spi sie przyjemnie a potem kawa i ciacho!!! Happy Birthday o.Michale.

    OdpowiedzUsuń