piątek, 6 marca 2015

a życie płynie...


zdj:flickr/Michael Kappel/Lic CC
(Łk 16,19-31)
Jezus powiedział do faruzeuszów: Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak, i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu. Lecz Abraham odrzekł: Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać. Tamten rzekł: Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Lecz Abraham odparł: Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają. Nie, ojcze Abrahamie - odrzekł tamten - lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą. Odpowiedział mu: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą.

Mili Moi...
Wczoraj już się nie udało napisać... A to dlatego, że zaczęliśmy świętować. Moja wspólnota Odnowy zadbała o piękny wieczór. A był naprawdę piękny. Jednakowoż padłem na pyszczek tuż po przybyciu do domu...

A dziś? Czuję się fizycznie byle jak (jutro wizytuję lekarza), ale za to duchowo... Pokrzepiony. Ogromnie dużo życzliwości wokół. Dzień rozpoczął się od smacznego śniadania w gronie dobrych dusz, które mnie na nie zaprosiły. Nie ważne co jedliśmy, ważne, że dużo radości z bycia razem doświadczyłem. Ja jestem jednak stwór stadny i dobrze się czuje w obecności stworów podobnych.

A po powrocie do domu telefony, telefony, telefony... Gęba mnie boli, ale i serce :) Z nadmiaru radości. Tyle życzliwości na tyle różnych sposobów wyrażonej. I przez tych, którym teraz służę i przez tak wielu tych, którym służyłem dawniej. Czyżbym się powoli przekonywał do urodzin? Stali czytelnicy wiedzą, że co roku pisałem, iż jest to najgorszy dla mnie dzień w roku. Bo uświadamiam sobie, że jestem coraz starszy (wieko od trumny wciąż goni) a do nawrócenia nadal tak daleko... Ale tak duże grono życzliwych osób uczy mnie, że i ze wspomnianym wiekiem trzeba się zaprzyjaźnić, z nadzieją, że ta życzliwość wyrażana w słowach zamieni się kiedyś w modlitwę. A byłoby cudownie, gdyby zamieniła się w nią jak najszybciej. Dlatego, jeśli mogę Was prosić drodzy Czytelnicy o jedno Zdrowaś w intencji mojego nawracania się... Żebym uczył się Jezusa każdego dnia bardziej, każdego dnia na nowo...

A dziś On mi pokazał, że właśnie to nasze ziemskie życie jest czasem miłosierdzia. Miłosierdzia, którego się doznaje i miłosierdzia, które się świadczy. Po przejściu do wieczności czas "zbierania owoców" następuj po czasie "zasiewów". Dlatego nic już nie może wskórać bogacz, spragniony tego, czego wartość dopiero tam rozpoznał. Nic też nie może uczynić Łazarz, choćby chciał nawet. Ponieważ przepaść skutecznie to uniemożliwia. Przepaść pomiędzy miłosierdziem, a jego brakiem. Otchłań bezwodna to obraz pustyni miłosierdzia... Bolesny obraz...

Skończył się czas dominowania i rozkazywania, choć na nic zda się dziś pokora. Skończył się czas służących, choć na nic zdadzą się usilne prośby. Skończył się czas mędrkowania, choć dziś na nic przestrogi i upomnienia. Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają... A jeśli tych nie są w stanie usłyszeć, to nikogo nie usłyszą... Ty już nie możesz im pomóc. Tobie już nikt nie może pomóc. Niewrażliwy bogaczu. Smutno i beznadziejnie... Bo bez miłosierdzia. Czyż nie tak przeżyłeś swoje życie?

Czy słyszę westchnienie ulgi? Na szczęście to nie o mnie... Stan mojego konta to najwyżej trzy, cztery zera po przecinku... Trudno to nazwać bogactwem... Ci, których spotykam codziennie na ulicach tego "raju na ziemi", w którym właśnie żyję, z pewnością nie nazwali by tego biedą... Ale może sami sobie są winni, że żyją tak, jak żyją... Zauważcie, że tego problemu Ewangelia nie roztrząsa - nie zajmuje się źródłami biedy. Nie podsuwa żadnych gotowych rozwiązań. Nie kipi pomysłami. O nich nasz ewangeliczny bogacz będzie mógł rozmyślać przez cała wieczność. A może nawet podyskutować, bo trudno przypuszczać, że spędzi ją w samotności...

Ale z pewnością nie pogawędzi z Matką Teresą z Kalkuty, Rafałem Chylińskim, czy Bratem Albertem... Bo oni dowiedli, że nie mając nic, można dać wszystko. A kluczem do skarbca jest miłosierdzie...



2 komentarze:

  1. Z tego co Ojciec napisał można wywnioskować że bogacz poszedł do piekła, ale ja się spotkałem z takim komentarzem że poszedł do czyśćca ponieważ gdyby był w piekle nie mógłby rozmawiać z Abrahamem. Poza tym należy zwrócić uwagę na troskę którą wykazuje ta dusza o swoich braci. Pytanie jest takie czy dusza przebywająca w piekle troszczyła by się o ludzi na ziemi, nawet jeśli jest to rodzeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Błogosławieństwa Bożego, życzliwości od ludzi w tym wspaniałym dniu urodzin przesyła Tomek z rodzinką. Zapewniam o nieustającej modlitwie drogi ojcze Michale.
    Szczęść Boże

    OdpowiedzUsuń