niedziela, 8 lutego 2015

inni???


zdj:flickr/Leonard John Matthews/Lic CC
(Mk 6,30-34)
Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Mili Moi...
Cudowna sobota. Programowo przeżyta jako dzień odpoczynku. Nawet katecheza dla dzieciaków nie była dziś jakoś szczególnie wyczerpująca. Swoją drogą dziś pierwsza sobota miesiąca, więc cała szkoła przychodzi do kościoła i są modlitwy przed Najświętszym Sakramentem, więc może dlatego jest trochę łatwiej. Dzieciaki są spokojniejsze. A po katechezie? Trochę lektury, nawet mała drzemka, pizza na obiad. Spokojnie i bez zadęcia...

Ale refleksyjnie również od rana... Bo pomyślałem sobie o obrazku, który ostatnio często widuję na FB ze słowami - nie mów ludziom o Bogu jeśli nie pytają, ale żyj tak, aby zaczęli pytać... Kiedy dziś Apostołowie przychodzą z opowieścią do Jezusa, mówią Mu o tym, czego nauczali i co zdziałali. Nauczali i działali... W mocy Jezusa. Nie karmili ubogich i nie budowali szpitali - uzdrawiali, wypędzali złego ducha. Czynili znaki...

Od samego początku aż do dziś jest tak samo. Nauczanie i działanie. W XIII wieku, nasz św. Franciszek pisał, że bracia mogą iść do niewiernych i żyć wśród nich, a kiedy zaczną pytać dlaczego żyją inaczej, wówczas jest czas na głoszenie Ewangelii. Mogą również zacząć od głoszenia, ale wówczas wiązało się to prawie na pewno z utratą życia. W 1975 roku papież Paweł VI w "Evangelii nuntiandi" mówi podobnie - żyć Ewangelią, a potem ją głosić, jako wyjaśnienie tego modelu życia. Najprostszy sposób ewangelizacji...

No i na ile to nasze życie odróżnia sie od życia pogan? Czy ktokolwiek nas pyta dlaczego żyjemy inaczej? A żyjemy? Bo może życie poganina różni sie od życia chrześcijanina tylko tym, że ten pierwszy po przebudzeniu włącza radio, a ten drugi najpierw czyni znak krzyża. Bo może poganin w niedziele idzie tylko do sklepu, a chrześcijanin wcześniej jeszcze odwiedza kościół. Bo może poganin oszukuje w podatkach, a chrześcijanin... nie, w tym się raczej nie różnią. Na czym więc polega różnica? Czy naprawdę chodzi o zmówiony pacierz i wysiedzianą Mszę Świętą?

Jeśli nas nikt nie pyta dlaczego nasze życie tak bardzo różni sie od życia wszystkich wokół, to może oznaczać, że wcale się nie różni, albo różni się tak nieznacząco, że nikt tego nie dostrzega. I wtedy jesteśmy w poważnej biedzie. Bo świat nas nie potrzebuje takimi, ponieważ nie mamy mu co dać. Wypluje nas z obrzydzeniem. Ale i Bóg letniością się brzydzi i też nam sie udzielać nie może. Utknęliśmy pomiędzy i nikt nas z miejsca nie ruszy. Tę decyzję możemy podjąć tylko my sami.

Gdzie w tym pomiędzy miejsce na głoszenie, gdzie na działanie? Kim ma się posługiwać Jezus dziś wobec świata, jeśli nie może liczyć na swoich wyznawców? Zawstydziłem się dziś... Ale i zatęskniłem, tak bardzo zatęskniłem za bliskością z Nim. Taką bliskością, która będzie świecić jasno. Żeby ludzie nie pytali mnie kim jestem tylko dlatego, że noszę inny ubiór, ale przede wszystkim dlatego, że tę Boża inność widać w każdym aspekcie mojego życia... Tyle jest jeszcze do zrobienia...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz