niedziela, 18 stycznia 2015

Lekarza komu???


zdj:flickr/Defence Images/Lic CC
(Mk 2,13-17)
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: Pójdź za Mną! On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie, spośród faryzeuszów, widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami? Jezus usłyszał to i rzekł do nich: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Mili Moi...
Nadszedł taki moment w ciągu dzisiejszego dnia, kiedy to zauważyłem, że wszystko zrobione i mogę zrobić coś na co mam ochotę, a nie coś, co trzeba, bo czas goni. Wybór padł na napisanie listu, co niestety niesłychanie rzadko mi się zdarza, ale dziś się udało.

Ale wcześniej była polska szkoła, a w niej dzieciaki pobudzone niewątpliwie wyżem atmosferycznym. Maluchy - trudno utrzymać ich uwagę. Coraz trudniej... Nudziarz ze mnie, ale co zrobić. Praca z dziećmi w moim przypadku opiera się tylko na ślubie posłuszeństwa :) Sam bym jej pewnie nie wybrał... Nie czuję się wystarczająco utalentowany...

A po południu Msza Święta po angielsku... Chyba dziś pierwszy raz... Naprawdę pierwszy raz... Czułem się swobodnie. Jest jak jest i nie będzie na razie inaczej, więc trzeba się odnajdywać. Dziś przed Mszą rozbawili mnie dwaj seniorzy, którzy wiedli całkiem głośną rozmowę przed konfesjonałem, w którym zasiadałem. jednego dawno u nas nie było. Chorował. A drugi streszczał mu sytuację - wiesz, jest nowy ksiądz... Bardzo lubi śpiewać i dużo na Mszy śpiewa... No i ma lepszy angielski... Nie zdradził jednak od kogo... :)

A wieczorem kolęda... To ostatnio codzienna praktyka... Pisałem już o tym, że zwykle jest bardzo miło. I dziś nie było inaczej. Cieszę się z tych chwil dobrych rozmów, poznawania się wzajemnego. Bo jak to w takich chwilach się okazuje, w niektórych opiniach, ocenach, czy przekonaniach się różnimy... Najważniejsze, żeby różnić się pięknie. Z szacunkiem...

Dziś w Ewangelii atak... Nie ma miejsca na różnice. Ocena musi być jednakowa - grzesznik to grzesznik, celnik to celnik, a nam sprawiedliwym nie po drodze z nimi. Nie łam schematów, nie wychodź przed szereg, nie komplikuj życia. Linia podziału musi być wyraźna. My i oni. I każdy musi znać swoje miejsce... A czasem potrzeba tak niewiele, żeby nastąpiła piękna przemiana...

Przecież Lewi, który niewątpliwie należał do grona grzeszników, miał jakiś skomplikowany życiorys, usłyszał od Jezusa trzy słowa, które dokonały rewolucji w jego życiu. Pójdź za mną. nie trzeba było nic więcej. Jezus nic nie musiał tłumaczyć. W żaden sposób nie trzeba było przekonywać Lewiego... Tak jakby wszystko było już przygotowane, a potrzeba było tylko jednego gestu, małego wprawienia wszystkiego w ruch...

Gdyby Jezus nie przekraczał utrwalonych granic, nie dokonałoby się nic. Gdyby Jezus nie wyszedł ku temu człowiekowi, jego życie być może nigdy nie wkroczyłoby na właściwe tory. Gdyby Jezus nie zdecydował się na konsekwentną postawę miłości, to Lewi nie zostałby wskrzeszony z krainy grzechu i śmierci.

I tylko pozostali uczniowie... Musieli przyjąć atak na siebie... Nie pierwszy i nie ostatni raz... Takie są prawa miłości... Tak było w ich relacji z Jezusem... I tak jest do dziś. Uczniowie to ci, którzy muszą być gotowi na ataki. Zwłaszcza ze strony budowniczych granic - najświętszych ze świętych. Zimnych pasjonatów prawa. Współczesnych faryzeuszy... Oni przecież nie potrzebują Lekarza :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz