wtorek, 20 stycznia 2015

doleciałem...


zdj:flickr/F.d.W./Lic CC
(Mk 2,18-22)
Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Niego i pytali: Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą? Jezus im odpowiedział: Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego majką u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze /część/ ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino /należy wlewać/ do nowych bukłaków.

Mili Moi...
No i znów, po dwóch miesiącach jestem w Chicago. Tym razem podróżowałem samolotem... Po niedzielnych obowiązkach wsiadłem w auto i udałem się do Newarku, gdzie gościnne siostry nakarmiły mnie i po wysłuchaniu konferencji, o którą wcześniej poprosiły, odwiozły mnie na lotnisko. Tam zostałem okradziony :) Mianowicie przy kontroli bezpieczeństwa pewien czarnoskóry obywatel stwierdził, że musi otworzyć moją walizkę... Otworzył, pogrzebał i z wyrazem triumfu na twarzy wyjął mój wspaniały żel pod prysznic, szampon i pastę do zębów... Tak serdecznie je tulił do piersi, że mówię - no dobra chłopaku, zostaw sobie, pewnie są ci bardziej potrzebne, niż mnie... A poważnie mówiąc - nigdy dotąd nie leciałem wyłącznie z bagażem podręcznym i zapomniałem po prostu, że trzeba się zaopatrzyć w mniejsze opakowania...

W oczekiwaniu na samolot, przysiadła sie do mnie para... Od słowa do słowa, okazało się, że należą do franciszkańskiej wspólnoty Braci i Sióstr Miłosierdzia, założonej przez Michaela Talbota. Piękni ludzie. Pięcioro dzieci. Jeden syn w seminarium, drugi przygotowuje się do wstąpienia. Pełni pokoju, takiej dobroci i głębokiej wiary. Umęczyłem się rzecz jasna okrutnie, jak to przy każdej rozmowie po angielsku, ale stali się oni dla mnie niezwykłym świadectwem i źródłem wielkiej radości. Rozmawialiśmy między innymi o przyczynach odchodzenia młodych ludzi z Kościoła i Kathleen dowodziła, że ostatnie badania pokazują, że do najważniejszych należą - kiepskie kaznodziejstwo i kiepska muzyka... No i trudno się nie zgodzić...

Lot przebiegł spokojnie, siostry odebrały mnie z lotniska i dziś od rana już się skupiamy. Ale nie są to klasyczne rekolekcje, nie ma milczenia, a za to jest sporo radości z przebywania razem. Choć dla mnie to czas pracowity...

A dziś pomyślałem bardzo konkretnie o dniach, w których wspominamy, że zabrano nam Oblubieńca. Wszak Jezus zapowiada, że w te dni będziemy pościć... I dziś się głęboko zawstydziłem... No bo na czym ten mój post polega? Na tym, że nie zjem kotleta, a zjem łososia? Na tym, że nawet nie muszę za bardzo o tym pamiętać, bo w życiu zakonnym ktoś nad tym czuwa? Jakie wyrazy miłości towarzyszą mojemu przeżywaniu piątku, tego dnia, w którym świat utracił jedyną, życiodajną Światłość? Jeśli ludzie się kochają, to nieustannie wykonują wobec siebie jakieś gesty miłości. Więc jeszcze raz - jak moja miłość wobec Jezusa wyraża się w tym szczególnym dniu? Martwi mnie ten brak zapału w świadomym planowaniu i realizowaniu jakiegoś osobistego planu ascetycznego i właściwie proszę Jezusa, żeby mnie w tej dziedzinie zwłaszcza wewnętrznie odnowił. 

To drugi wątek - świeżość każdego poranka... Człowiek, który należy do Jezusa, każdego dnia przywdziewa nową szatę. Nie połataną, nie sztucznie zszywaną. Ale zupełnie nową. Nawet jeśli wykonuje te same, powtarzalne czynności, to Pan odnawia go co dzień. Ile radości w tej wolności w Jezusie... Dziś doświadczyłem jej na nowo... Ucieszyłem się w zupełnie niezwykły sposób, że mogę stanąć przed siostrami i głosić im to, w co sam głęboko wierzę, do czego jestem przekonany i co sam mniej lub bardziej udolnie próbuję wcielać w swoje życie. I choć pewnie nie opowiadam im rzeczy nieznanych, to za każdym razem są one w jakiś sposób nowe, odkrywane przeze mnie samego, a mam nadzieję, że i przez te, które słuchają....

Dobrze mi tu... Ale tak po cichu szepnę Bryczportowi i okolicom, że cieszę się już dziś piątkowym powrotem do domu i tym, ze was wkrótce zobaczę...

2 komentarze:

  1. no to dzis bede spala spokojnie, brakowalo mi wczorajszego czytania bloga.... milego pobytu i dobrego lotu ....

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojcze ,dzieki za dzisiejszy wpis.Pomogl mi wlasnie w porannej walce duchowej.Mimo ogromnej niemocy fizycznej i zlego samopoczucia
    biegne na spotkanie mojego Pana,ktory juz czeka na mnie aby podac mi swoja kochajaca dlon i przytulic do kochajacego mnie SERCA.
    Ircia

    OdpowiedzUsuń