poniedziałek, 15 grudnia 2014

prostując drogi...


zdj:flickr/Martin Gommel/Lic CC
(J 1,6-8.19-28)
Pojawił się człowiek posłany przez Boga - Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Takie jest świadectwo Jana. Gdy Żydzi wysłali do niego z Jerozolimy kapłanów i lewitów z zapytaniem: Kto ty jesteś?, on wyznał, a nie zaprzeczył, oświadczając: Ja nie jestem Mesjaszem. Zapytali go: Cóż zatem? Czy jesteś Eliaszem? Odrzekł: Nie jestem. Czy ty jesteś prorokiem? Odparł: Nie! Powiedzieli mu więc: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Odpowiedział: Jam głos wołającego na pustyni: Prostujcie drogę Pańską, jak powiedział prorok Izajasz. A wysłannicy byli spośród faryzeuszów. I zadawali mu pytania, mówiąc do niego: Czemu zatem chrzcisz, skoro nie jesteś ani Mesjaszem, ani Eliaszem, ani prorokiem? Jan im tak odpowiedział: Ja chrzczę wodą. Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandała. Działo się to w Betanii, po drugiej stronie Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Mili Moi...
No dziś niestety czuję się znacznie gorzej... Ale ufam, że tak być musi, żeby poczuć sie lepiej... Niedzielnej pracy jednak całkiem sporo. Msza po angielsku i właściwie trzy godziny słuchania spowiedzi z pękającym łbem. Przy ostatnich osobach naprawdę już nie wiedziałem co mówię. Plątały mi sie słowa i doszedłem do wniosku, że czas udać sie do łóżka. Po dwóch godzinach snu ból nieco odpuścił... Gorące rosoły, syropy, płukanki i antybiotyk w natarciu... To musi sie udać :)

A Jan mnie dziś uczy, żeby wiedzieć kim sie jest i po co sie jest... Cieszyć się z tego, co sie ma i każdego dnia na nowo podejmować swoje zadania, niezależnie od tego, jak proste one są. Czasem to niesłychanie wymagające. Samodyscypliny, pokory, dostosowania swoich własnych oczekiwań do możliwości...

Czy Jan mógłby być patronem samorealizacji? Ani materialnie nie zabłysnął, ani świata nie zwiedził, ani innych atrakcji z jego życiem nie wiążemy. A jednocześnie mówi, że jego radość osiągnęła szczyt ze względu na Jezusa... Monotonne zajęcia codzienności, zanurzanie ludzi w wodzie i słuchanie o różnych okropnościach grzechu staje się dla niego źródłem spełnienia, bo wie po co i dla Kogo to wszystko...

Jego misja? Prostować drogi Panu. Iść przed Nim, tam gdzie On dopiero się zjawi... Uczeń, apostoł takie ma właśnie zadanie... A kiedy widzi, że Pan się pojawia, że gotowi na Jego przyjęcie są ci, z którymi on miał okazję wcześniej się spotkać... uczeń idzie dalej. Czasem, w niektórych miejscach bywa krócej, w innych dłużej. Ale to nie ma znaczenia... Ważne, żeby Pan przychodząc znalazł braci przygotowanych, tęskniących, oczekujących...

Być sprawcą Adwentu... Wzbudzać pragnienie spotkania... Misja Jana... Misja Apostołów... Moja misja... Gdziekolwiek jestem... Jak długo będę...

1 komentarz:

  1. z choroba i ojciec sie przed 10pm wyrobil !!! podziwiam... i zycze zdrowia

    OdpowiedzUsuń