sobota, 22 listopada 2014

miejsce...


zdj:flickr/ShutterRunner/Lic CC
(Łk 19,45-48)
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: Napisane jest: Mój dom będzie domem modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców. I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

Mili Moi...
Pan Bóg jest niezawodny... Wczoraj wspomniany problem, dziś nadeszło rozwiązanie. Nie, niestety nikt mi doktoratu w nocy nie napisał, ale... Dzisiejszego dnia zrobiłem tyle, ile dawno, dawno nie zrobiłem w jeden dzień. Mimo że poranek nie zapowiadał się owocnie, to potem przyszedł taki zastrzyk chęci i energii, że przygotowałem cały weekend i mogę spokojnie punkt po punkcie realizować zadania, nie bojąc się, że coś jest niedopięte. A tych zadań będzie troszkę. Bo choćby jutro, mój pierwszy w życiu chrzest po angielsku. Mam nadzieję, że mały Liam jakoś to zniesie. Potrzebne więc było dziś znowu małe kazanie w tym języku, no i przejrzenie obrzędów. Poza tym jutro polska szkoła, jak zawsze. Tam też trzeba coś dobrego dzieciakom powiedzieć. A w niedzielę przyjęcie nowych ministrantów i lektorów, odnowienie przyrzeczeń przez już służących, więc znalezienie tekstów i zaplanowanie tego nabożeństwa też było w moich dzisiejszych rozkładach zajęć. Innych prac nie wymieniam. Dodam tylko, że nawet zdążyłem pójść na spacer. Piszę o tym tylko dlatego, że Pan Bóg znów pokazał mi, że można... Wszystko jest w Jego ręku i udziela potrzebującym. Niejeden raz mnie juz tak przekonywał, a ja z uporem maniaka za każdym razem powątpiewam. W Nim wszystko jest możliwe. Uczmy się tego wspólnie.

A Słowo znów wzbudziło dziś mój żal... Bardzo tęsknię za... otwartymi świątyniami. I właściwie tęsknie za nimi ze względu na ludzi, bo ja mam klucz i zawsze ją mogę sobie otworzyć. Ale nie ma we mnie zgody na to, że te wszystkie nasze kościoły są zamknięte. Tak, ja po ludzku rozumiem motywacje, ona jest jakoś przekonująca, ale nie umiem się na to zgodzić. Z rozrzewnieniem wspominam Irlandię, gdzie w naszej okolicy właściwie wszystkie kościoły były otwarte cały dzień. W wielu z nich trwała adoracja. Może inna kultura. Może mniej kradzieży, mniej profanacji. W każdym razie, gdybym miał na to jakiś wpływ, zdecydowanie popierałbym otwieranie kościołów i jakieś inne próby ich zabezpieczenia, niż zamknięte wrota.

Ale w tym kontekście przyszła mi też do głowy myśl nad moim oswojeniem z sacrum. Mieszkam z Jezusem pod jednym dachem już od tylu lat... Dawniej, kiedy nie byłem jeszcze zakonnikiem, a co za tym idzie, nie miałem kaplicy w domu, to każda okazja skorzystania z możliwości modlitwy w takowej kaplicy była dla mnie niczym wygrana na loterii. Teraz? No owszem, bywam, ale bez takich wzruszeń. A przecież to jest nadzwyczajne. Mieć Boga za ścianą. Obecność ku której można w każdej chwili się zwrócić. Jaki człek jest głupiutki. Przyzwyczaić się do takiej świętości wypełniającej dom? Czy to w ogóle możliwe? Nawet najcudowniejsze cudowności z czasem mogą spowszednieć, jeśli nie podsyca się żaru miłości.

No i przestrzeń sacrum, jako przestrzeń spotkania. Gesty, znaki, słowa. Zaangażowanie, z którym się je czyni, wiele mówi o człowieku i o jego wierze. Dziś siedząc sobie w kościele myślałem, czy i ja nie stałem się dla kogoś źródłem zgorszenia, czy czasem nie okazywałem się niefrasobliwy? Nie chciałbym zasłużyć na wyrzut Jezusa w tej kwestii, bo jestem Mu naprawdę niesamowicie wdzięczny, że wciąż jeszcze kościoły mamy i w miarę bezpiecznie możemy z nich korzystać. W wielu miejscach na świecie tego komfortu nie ma. Chciałbym raczej uczynić słowa "gorliwość o dom Twój pożera mnie" swoimi własnymi słowami i nie tylko je sobie często powtarzać, ale również nimi żyć. Niech więc każde przyklęknięcie głosi chwałę Bożą. A znak krzyża niech objawia Jego miłość. Słowa zaś niech wybrzmiewają w tych świętych murach zmiłowaniem i pokorą. Amen.

PS. A dla miejscowych Czytelników informacja - nasz proboszcz doleciał bezpiecznie, dotarł juz do miejsca docelowego, dzwonił dziś i wszystkich pozdrawia :)


1 komentarz:

  1. Ojcze, czy docierają do Ojca moje maile? Jak się Ojciec odezwie to będzie miło.
    Tomek CSsR

    OdpowiedzUsuń