czwartek, 18 września 2014

stigmata....


zdj:flickr/profzucker/Lic CC
23 Potem mówił do wszystkich: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! 24 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. 25 Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? 26 Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. 27 Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże". (Łk 9,23-26)

Mili Moi...
Przyszła dziś pierwsza paczka, którą sam do siebie wysłałem... 5 sierpnia. Niezły wynik. Niestety nie są to książki, a zwłaszcza nie są to książki niezbędne do doktoratu. To z jednej strony łatwa wymówka - nie ma, więc nic nie mogę zrobić. Ale z drugiej strony - czas nie stoi w miejscu i coś by czytać trzeba. Ale mam szczerą nadzieję, że skoro jedna przyszła, to i pozostałe się pojawią wkrótce. W naszym domu wielka zmiana "carpetów" jak tu mawiają... Zrywanie wykładziny w kuchni i na trzech piętrach naszego domku. Ma być ładnie i świeżo. Jeszcze tylko wielkie porządki, które zaledwie zacząłem. Ale powoli. Dziś wyprałem wszystkie alby z kościoła i pół dnia je prasowałem. Jakoś dojdziemy do ładu i porządku ze wszystkim.

A wieczorem pierwsze modlitewne spotkanie z moją Odnową... Zrobiliśmy dziś animowaną adorację Najświętszego Sakramentu, z krótką medytacją Słowa i z błogosławieństwem indywidualnym na sposób lourdzki. Piękni ludzie. I młodsi i starsi. Trochę sympatyków zostało po Eucharystii, aby modlić się wraz z nami. Cieszę się, że mi ich Pan Bóg dał, bo czuję, że będą solidnym zapleczem modlitewnym, no i aktywem w działaniu. Już zamyśliliśmy mały dzień skupienia na dobry początek. Grupa nie jest wielką, ale... Ufam, że i to z czasem się zmieni :)

Dziś Święto Stygmatów św. Franciszka.... Bardzo lubię ten dzień, bo on mi przypomina o jednej z ważniejszych tajemnic franciszkańskiej duchowości, a mianowicie o krzyżu i wartości jego umiłowania. Nie mogę powiedzieć, żebym w tej chwili czuł się jakoś szczególnie krzyżowany. Tym bardziej, jeśli porównuję swoje życiowe niedogodności, do tych, które cierpią choćby moi przyjaciele, to czasem czuję się zawstydzony. Choćby dziś rozmowa z B, łzy w słuchawce... Tam słyszałem krzyż... Zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, gdzie są moje granice, gdzie jest ten moment, w którym powiem - więcej już nie dam rady? Czy On mnie zechce do takich granic kiedyś doprowadzić? Tak bardzo podziwiam radykalizm św. Franciszka. Postawił wszystko na jedną kartę i nigdy nie żałował. Choć cierpiał okrutnie. Ale za tym cierpieniem widział Jezusa, który był źródłem siły w najciemniejszych momentach... Franciszek pokazał, że Bóg czasem te ludzkie granice gotowości na cierpienie mocno rozszerza.... Po co? To wie tylko On. Ale jeśli On widzi w tym sens, to ten sens musi tam być...

Byle nie utknąć w fałszywym świecie dobrych opinii o sobie samym. Gdyby Franciszek widział siebie tylko w blasku swojej własnej chwały, to być może nigdy by się nie nawrócił, i nie byłoby Zakonu, i nie byłoby mnie w nim... Ale przyszła chwila, w której pozwolił Jezusowi, aby Ten mu pokazał jego prawdziwy stan... Nie przeraził się, ale się nawrócił... Nawracał... Do czego to doprowadziło? Wiedzą chyba wszyscy na świecie... Pozwolić nałożyć sobie Chrystusowy krzyż, pozwolić się skruszyć, złamać, zranić... Aby przejrzeć, zrozumieć, zatęsknić. Ach, wielka to rzecz...

3 komentarze:

  1. ostatnio też dosłownie "postawiłam wszystko na jedną kartę": zwolniłam się z dobrze płatnej pracy prawnika w Warszawie, wymówiłam wynajmowany pokój, a w przyszłym tygodniu składam dokumenty do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (szarytki) z prośbą o przyjęcie na postulat. Od powzięcia radykalnej decyzji (i rozpoczęcia jej realizacji) minął tydzień. Może "po ludzku" to czyste szaleństwo, nie mam przecież pewności czy zostanę przyjęta, ale w sercu czuję pokój i ogromną miłość Boga. Wiem, że się nie zawiodę, niezależnie od tego, jakimi ścieżkami Pan Bóg ostatecznie mnie poprowadzi.
    ....a nawróciłam się 2 lata temu, na pielgrzymce w grupie "Franciszek Elbląg", której Ojciec był wtedy przewodnikiem ;-) Z co z całego serca bardzo dziękuję: Bogu i Ojcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wielka. Powodzenia na nowej drodze życia. Na pewno na tej lepszej drodze życia. Będę się modlił.

      Usuń
  2. urzekające świadectwo... dzięki wielkie... :)

    OdpowiedzUsuń