środa, 17 września 2014

czekając...


zdj:flickr/Bondseye/Lic CC
(Łk 7,11-17)
Jezus udał się do pewnego miasta, zwanego Nain; a szli z Nim Jego uczniowie i tłum wielki. Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego - jedynego syna matki, a ta była wdową. Towarzyszył jej spory tłum z miasta. Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: Nie płacz! Potem przystąpił, dotknął się mar - a ci, którzy je nieśli, stanęli - i rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię wstań! Zmarły usiadł i zaczął mówić; i oddał go jego matce. A wszystkich ogarnął strach; wielbili Boga i mówili: Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój. I rozeszła się ta wieść o Nim po całej Judei i po całej okolicznej krainie.

Mili Moi...
No i kolejny dzień amerykańskiego snu za mną :) Dosłownie snu, bo po porannych obowiązkach padłem i obudziłem się po dwóch godzinach. Ale wszyscy, których dziś pytałem, mieli podobnie (choć nie wszystkim dane było się położyć). To pewnie pogoda (żeby tak po polsku znaleźć winnego)... A jeśli nie ona, to już nie wiem :) W każdym razie dziś trochę zwiedzania miasta. Dowiedziałem się gdzie jest polski sklep (a trzy mamy w najbliższej okolicy) i zrobiłem małe zakupy. Dowiedziałem się, gdzie jest polska agencja... I spieszę z wyjaśnieniem, że to agencja zajmująca się kontaktami Polaków z Ojczyzną, czy ich różnymi kłopotami tutaj. Tam zakupiłem kartę, która pozwoli mi pogadać z Polską dwie godziny.. Koszt to 2 dolary. Można? Można... No i spowiedź... Pierwsza na tej ziemi... Na szczęście wokół polskich księży nie brakuje, więc mogłem się spokojnie wypowiedzieć i zrozumieć pokutę :) Sporo drobnych rzeczy dziś pchnęliśmy do przodu z proboszczem. Planujemy różne różności. To tak dobrze, jak linia jest wspólna i w tak wielu rzeczach można się zgodzić...

Tym bardziej, że Pan wzywa nas częstokroć do rzeczy po ludzku niemożliwych. Prawie tak samo niemożliwych, jak dzisiejsze wskrzeszenie młodzieńca z Nain. Czego potrzeba, żeby sprostać wyzwaniom? Po pierwsze bardzo często Jezus odwołuje się do naszej ludzkiej wrażliwości. Nie bez przyczyny dziś w Ewangelii zaznaczone są szczegóły - jedyny syn matki, która była wdową. To budzi szczególną wrażliwość na nieszczęście tej kobiety. Jak mu zaradzić? Jezus może wszystko... My nie... Nie? Ależ tak.... W Nim również możemy wszystko. Ale żeby móc sięgnąć do tego "wszystkiego", trzeba najpierw sięgnąć do wiary. Ona jest kluczem do banku cudów. Tych małych i tych wielkich. Tych bardzo maleńkich też. Bez wiary żaden cud się nie zdarzy. Bez wrażliwości, nie będzie cudów z naszym udziałem...

I do tej wrażliwości i do wołania o cuda zaproszony jest każdy. Ja w ostatnich dniach czuję, że nieco bardziej, niż zwykle. Wczoraj M. pisze, że jej bratowa odebrała sobie życie, tu, niedaleko, dwie godziny ode mnie. Został mąż i czternastoletni syn... Zaraz po niej odzywa się P. i prosi o modlitwę za swoją żonę i ich dziewięciotygodniowe dzieciątko, które ona nosi pod sercem, bo coś jest nie tak i lądują w szpitalu... Dzisiaj T. pisze z prośbą o szczęśliwą operację guza dla Christiane... Tak wiele okazji do czynienia cudów w imię Jezusa. Tak wiele okazji do wrażliwości. Tak wiele możliwości wprowadzania jego miłości w ten świat... A wciąż brakuje ludzi... Wrażliwych i wierzących. Jedną z najczęstszych odpowiedzi mojego proboszcza na zadawane przeze mnie dziś pytania podczas naszej eskapady po mieście, wyraża jedno słowo - ZAMKNIĘTY. Mowa o kościołach, których jest tu całe mnóstwo. Właściwie na każdym rogu jakiś. Wiele z nich jest zamkniętych... Bo nie było w nich komu pracować. A wcześniej nie było już komu się modlić.... A świat ciągle czeka na cud... Czeka...

1 komentarz:

  1. Odnośnie tych zamkniętych kościołów to otworzył mi się w Piśmie Świętym tekst: Mt 22,5

    OdpowiedzUsuń