wtorek, 29 lipca 2014

nie chciej więcej...


zdj:flickr/Julie70/Lic CC
Mili Moi...
Dziś przypomniałem sobie, że mieszkam w Lublinie - mieście intelektualistów. Nie, wcale nie chodzi o rozmowy prowadzone na ulicy, choć i one o tym świadczą... Każdego dnia na ulicach Lublina możecie się dowiedzieć, że "nauka jeszcze nie określiła źródła tych dysfunkcji", tudzież, że "w naszym instytucie pracujemy właśnie nad teorią parytetów"... Ale moje spostrzeżenie dotyczy rzeczy prostej, banalnej, a jednocześnie związanej z nauką :) Otóż wybrałem się wieczorową porą poszwendać się po okolicy celem poszukania kartonów przydatnych dla niedalekiej przeprowadzki. Zaliczyłem więc kilka sklepów z klasycznym zapytaniem - jakieś zbędne kartony? Odpowiedź najczęstsza - były, ale przyszły studentki i wzięły :) Jedna pani stwierdziła nawet, że to teraz produkt wielce chodliwy i zaprosiła mnie na pojutrze - cos mi tam odłoży :) No miasto studenckie Lublin :) Skończyło się na dwóch kartonach wygrzebanych ze śmietnika... Szału nie ma :)

Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz - napisał święty Jakub w swoim liście. Tak pomyślałem dziś, że jeśli uznać słowa Marty za modlitwę, to jest to właśnie przykład takiej kiepskiej modlitwy. Panie, czy Ci to obojętne... powiedz jej, żeby mi pomogła. Wydawanie poleceń Bogu na modlitwie to rzecz arcyciekawa, ale chyba dość popularna. Rzecz jasna, nie dokonuje się to najczęściej w tak obcesowej formie, jak czyni to Marta, ale w postaci zawoalowanej... My przecież dobrze wiemy co i jak. Wiemy jak powinni żyć i zachowywać się inni - i przecież nic w tym dziwnego, że powinni... naśladować nas. My jesteśmy najlepszym punktem doniesienia :) Gdyby wszyscy robili tak, jak my, to... No właśnie. Aż strach pomyśleć co... W takich okolicznościach i wobec takich przekonań modlitwa jest częstokroć wielką próbą manipulacji wobec Jezusa, który na szczęście nigdy sobą manipulować nie pozwala. Bóg nie jest magikiem, który ma za zadanie spełniać nasze, nawet najszczerzej motywowane, zachcianki. Wręcz przeciwnie. Niejednokrotnie, jeśli nasza modlitwa jest szczera, a my jesteśmy gotowi na niej usłyszeć kogokolwiek poza sobą, Pan ukazuje nam nowe spojrzenie na stare sprawy. I czasem potrząsa nieco naszymi przekonaniami - jak to dziś uczynił wobec Marty. Delikatnie, ale stanowczo.

Swoją drogą, pomyślałem sobie, że postawa Marty jest właściwa przede wszystkim (choć nie tylko) dla ludzi, którzy przestali czerpać radość z tego, co czynią. Innymi słowy - stracili smak swojego powołania. Czuja się trochę niewolnikami. Tyrają niczym woły, a wielu wokół nich zdaje się nie dostrzegać tego, jak bardzo są zapracowani i ile jeszcze jest do zrobienia. Co więcej - nie ma w tych obserwatorach takiego naturalnego poczucia - widzę, że masz tyle roboty, to ci pomogę. Nie, oni wolą siedzieć i spędzać czas bezproduktywnie. To irytuje. Pracoholicy - niewolnicy nie znoszą ludzi, którzy nie dotrzymują im tempa. Czasem ta irytacja sie przelewa w awanturze, w wyrzutach, w wyniosłym obrażeniu... Do  takich "Mart" Pan Jezus się dziś uśmiecha z wielką sympatią i zrozumieniem, ale nie siada z tym uśmiechem do obierania ziemniaków, o nie... Bo ty Marto nie potrzebujesz, żeby ci ktoś ziemniaki obrał... Ty potrzebujesz wolności i radości w tym, co robisz. A one są niezależne i muszą być niezależne od tego, czy ludzie wokół robią to samo, czy coś zupełnie innego. Ciesz się tym, co możesz uczynić. I nie chciej więcej... Nie musisz... Nic nie musisz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz