wtorek, 1 lipca 2014

metalęk...

zdj:flickr/llee_wu/Lic CC
Mili Moi...
No i rozpocząłem urlop... Pierwsze spacery, drzemka w południe, dobre jedzenie przygotowane przez niezawodną ciotkę. Tak można urlopować... Dziś pierwszy spacer z kijaszkami. Matko, jak tu jest pięknie. Wybrałem trasę wśród zbóż. ogromne pola wokół mnie i granatowe niebo kontrastujące z zielenią kłosów... Zatrzymywałem się wielokrotnie, żeby westchnąć z zachwytem do naszego Ojca - pięknie tu... A od jutra bierzemy się za robotę... Obiecuję to sobie już tyle dni, że w końcu sam zacząłem w to wierzyć...

Słowo dziś objawia co z nami robi lęk. Paraliżuje. To dość jasne i nie domaga się właściwie komentarza. Każdy, kto kiedyś czegoś się poważnie obawiał wie, że to może być bardzo nieprzyjemne odczucie. Nie wiadomo gdzie się z tym udać, bo czasem nawet modlitwa nie przywraca pokoju. Być może jest w tym jakiś Boży plan, skoro Pan na nas czasami takie chwile dopuszcza. Może chodzi o tajemnicę współzbawiania. Może rzecz w tych Jego misteriach, do których należy również tajemnica lęku. On go doświadczył, a my jako Jego uczniowie nie będziemy od tego wolni... Może... To wszystko hipotezy...

Mnie dziś Pan skierował w inne rejony. Trochę jak w filmie "Incepcja", gdzie ludzie wchodzili w sny innych ludzi, aby dokonywać zamierzonych przez siebie zmian. Czasem będąc w śnie, znów wchodzili w sen... I tak dalej... Mnie dziś Pan nie zaprosił aż tak głęboko. Ale pomyślałem dziś o metalęku, takim lęku o lęk. Mam wrażenie, że on czasem stoi również u bram mojego serca. Taki lęk o to, że lęk mnie sparaliżuje. Obawa, że nie udźwignę tego, co we mnie, tego, o co się boję... I co wtedy? Oczywiście wolałbym o tym nie myśleć. Wolałbym nie wchodzić tak głęboko. Ale wszystko ma związek z moją sytuacją. Jadę. I po ludzku rzecz jasna lękam się o niektóre sprawy. Ale ten lęk trwa już dość długo i dziś postawiłem sobie pytanie - czy ja się boję o te sprawy, które przede mną, czy ja się boję samego lęku. Stanąłem więc przed Jezusem i powiedziałem Mu - Panie, małej wiary jestem, lęk sobie za swobodnie poczyna we mnie, jeśli Ty tu czegoś nie zdziałasz, to moje mikroburze będą męczyć mnie dalej... A wolałbym nie.. Chyba, że to jakoś dla Ciebie ważne. Chyba, że chcesz mnie czegoś nauczyć. Chyba, że mogę to jakoś uczynić ofiarą...

Jeszcze jedno powiedziałem Jezusowi... Panie, nawet jeśli nie uciszysz mojej burzy, to ja nie przestanę Ci ufać. Nie mam nikogo innego, kto mógłby sobie z tą burzą poradzić, nikogo... Dlatego, choćby nie wiem co, nie zamierzam tracić ufności i oddalać się od Ciebie. Nie ma mowy...



1 komentarz: