czwartek, 17 kwietnia 2014

bo ksiądz jest jak ławeczka...


zdj:flickr/dcJohn/Lic CC
Mili Moi...
No i jestem w Krakowie... Dotarłem tu dziś, choć przeżyłem dwukrotnie chwile grozy :) Godzina 3.40, wychodzę z klasztoru. Otwieram drzwi, wciskam guzik otwierania bramy. Zatrzaskuję drzwi i... zawisam plecakiem na klamce w taki sposób, że nie mogę się ruszyć... A brama powoli się zamyka :) No ale jakimś nadludzkim wysiłkiem... Godzina 5.05, docieram do Poznania. Kolejny pociąg z peronu 4b... Nikt nie wie gdzie to jest... Ludzie biegają i szukają... Ja z nimi... Okazuje się, że na jakimś dworcu letnim... Koszmar... Wsiadam do pociągu 5.27. Dwie minuty przed odjazdem... No ale jestem już w gościnnym klasztorze sióstr nazaretanek.

Niedawno wróciliśmy z liturgii z naszej, franciszkańskiej bazyliki. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Piękna, dostojna, przemyślana liturgia. Bez pośpiechu. Znakomita schola - świetna oprawa muzyczna. I prowincjał, który powiedział dziś znamienne słowa - dziękuję bracia, że nie jesteście w białych koszulach i wyprasowanych spodniach, bo to najlepszy znak, że przychodzicie wprost od obowiązków i posług, zmęczeni... I tak właśnie powinno być. Zapominamy o sobie dla naszych braci. To tajemnica miłości.

Nad nią dziś rozmyślam od rana... Czasem bywałem świadkiem rozmów kapłanów na temat mycia nóg podczas wielkoczwartkowej liturgii. Z trwogą zauważam, że jest to traktowane jako nagroda. Za zasługi, dla dobrodziejów, dla współpracowników, dla bogaczy, dla tych, co mają czyste nogi. Czytałem dziś tę Ewangelię o umyciu nóg wielokrotnie i nigdzie nie znalazłem nawet cienia takiej motywacji u Jezusa. Żadna to nagroda i żadne wyróżnienie. Umył wszystkich. Przyjaciół i wroga. Jako znak do naśladowania. Ta miłość Boga uniżyła się tak totalnie, że Pan postanowił klęknąć przed każdym z nich i ofiarować miłość w tej pozycji - klęczącej. Nie mieli czystych nóg, nie mieli czystych serc, nie ogarniali tego umysłem. Żaden z nich nie zasługiwał. Nie byli dobrodziejami, ani innymi zacnościami. Jako współpracownicy też okazali się słabi. A mimo to umył im nogi. Właśnie takim. I to nakazał im czynić. Myjcie nogi jeden drugiemu. Bez żadnego wartościowania - ten lepszy, a ten gorszy; ten ma dziurę w skarpecie, a ten w sandałach; ten bije żonę, a ten hojne datki składa na bezdomnych... Jeden drugiemu - jak ja wam...

Trzeba dużej pokory. Takiego uznania, że ja nie jestem lepszy od innych, a co więcej - jestem kochany dokładnie taką samą miłością jak inni. Przez tego samego Boga. Jestem takim samym Jego dzieckiem. Mnie, jako kapłana, w tym wymiarze miłości, nic nie odróżnia. Bóg kocha mnie miłością totalną i pokorną, dokładnie tak samo jak moich braci świeckich. A ja mam być dla nich takim, jakim chciałbym, aby oni byli wobec mnie. Jedni drugim umywajcie nogi... Dziś dziękuję tym wszystkim, którzy myją je mnie... Tym, którzy mają do mnie cierpliwość, którzy decydują się dla mnie tracić swój czas, którzy wspierają mnie swoim groszem, którzy przynoszą mi dobre słowo. A nade wszystko tym, którzy korzystają z mojej posługi. Moj kapłaństwo jest dla was. W myśl porównania księdza poety - ksiądz jest jak ławeczka - każdy może przyjść i posiedzieć... Przyjdźcie... Odpocznijcie... I idźcie dalej, nie skupiając się na ławce, ale na celu, który macie osiągnąć... A jeśli ta ławka w tym choć odrobinę pomogła... To chwała konstruktorowi ławek!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz