sobota, 28 lutego 2015

ci z widowni...


zdj:flickr/Brett Sayer/Lic CC
(Mt 5,20-26)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.

Mili Moi...
No jest mała radość. Moja wytrwałość została nagrodzona :) Otóż pisałem swego czasu, że próbuję ustalić nową datę egzaminu na prawo jazdy. Wszelkie próby oscylowały wokół września. To znaczy dziś do południa wciąż pierwszym wolnym terminem był 22 września. Ale po południu, przy kolejnym zalogowaniu się do systemu, pojawiła się jakaś realniejsza data, a mianowicie 26 marca. Więc się zapisałem. Przy okazji zauważyłem, że jakieś ciekawe zjawisko, ponieważ w dniu 26 marca nie pojawiła się tylko jedna wolna godzina, co sugerowałoby, że ktoś zrezygnował i data wróciła do systemu. Nie, wyświetliły się możliwości od rana do wieczora. Po co więc wrzesień, skoro w marcu są całe dnie wolne? Kto to odgadnie? Bo na pewno nie ja...

A przed południem odprowadziłem na cmentarz śp. T., lat 93. Uczestników pogrzebu niewielu, zakład pogrzebowy, z którym współpracowałem po raz pierwszy. Cmentarz, na którym nie ma żadnego, ani jednego pomnika - wszystko przykryte grubą warstwą śniegu. Kolejna zagadka - jak odnaleźć miejsce właściwe do kopania? Ale my nie nad mogiłą stanęliśmy, tylko w tak zwanym mauzoleum, na którego zwolnienie przez poprzedni pogrzeb czekaliśmy pół godziny. Ale piszę o tym właściwie dlatego, że z jeszcze większym smutkiem, niż w Polsce stwierdzam, że większość uczestników uroczystości pogrzebowych to widzowie, biorący udział w jakiejś interaktywnej sztuce, której zasady są im całkowicie obce. Na początku starałem się dyrygować - wstańcie, usiądźcie... Ale po jakimś czasie stwierdziłem, że może lepiej niech już siedzą... i patrzą. I patrzyli, bo nie wiedzieli co trzeba mówić... Ale kiedy swoim zwyczajem obwieściłem przed komunią, że to wydarzenie jest tylko dla katolików, którzy praktykują swoją wiarę i chodzą do spowiedzi (przekonałem się, że tu jest to konieczne, bo przybywają również do komunii ciekawscy innowiercy), to zdecydowana większość tej nielicznej grupy Amerykanów się poderwała z ławek... I bądź tu mądry... Miłosierdzia przyzywam...

A co do miłosierdzia... To ono zdaje się odróżnia Bożą sprawiedliwość od ludzkiej, tej, przed którą przestrzega dziś Jezus. Ale czemuż faryzejska sprawiedliwość nie jest właściwa? Przecież o zachowanie Prawa dbali oni jak nikt, przecież w gorliwości swojej prześcigali wszystkich, wszak obca im była wszelka przeciętność. A jednak wydawali zgniłe owoce, niesmaczne, cuchnące... Ponieważ mieli kamienne serca i pełne pogardy usta, niewrażliwe twarze i zawistne spojrzenia, pyszałkowatą samoocenę i wygórowane oczekiwania. Nie widzieli człowieka...

Tymczasem miłosierdzie, którego im brakowało, a o które zdaje się chodzić Jezusowi, jest domeną Ojca Niebieskiego. On nie widzi fragmentu tortu, tego małego, wykrojonego z całości. Ale ogarnia wszystko i potrafi złożyć w całość. Jest skłonny raczej tłumaczyć, niż oskarżać, raczej uwalniać, niż więzić, raczej usprawiedliwiać, niż sądzić... Dlatego zamiast faryzejskiego umiłowania Prawa, które służyło do "pałowania" bliźniego swego, Jezus przypomniał, że lepiej by było MIŁOWAĆ bliźniego swego...

Może więc zanim sprawiedliwość wypowiedzą twoje usta, namaść je miłosierdziem płynącym z Krzyża Chrystusa... I otwórz oczy... Żeby zobaczyć cały tort, a nie tylko ten kawałek na twoim talerzu :)

piątek, 27 lutego 2015

a gdyby tak nie "gdybać"...


zdj:flickr/eltpics/Lic CC
(Mt 7,7-12)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy.

Mili Moi...
No i kolejny dzień wspomnieniem się stał (tak mnie wzięło dziś na wspomnienia - pamiętacie tę piosenkę - jaki był ten dzień, co darował, co wziął?). Ale coś tam udało się zrobić. Przede wszystkim zacząłem kolejną książkę o Maksymilianie, choć dość nużące jest czytanie życiorysów (a ta do nich należy), ponieważ zwykle nie dowiaduję się niczego nowego. Są tak schematyczne, że aż boli. Ale może tak być musi. Niemniej brniemy do przodu. Powoli, ale konsekwentnie.

Dziś też podjąłem drugą próbę zakupienia fotela do pracy (bo do drzemania już mam). Drewniane krzesło nie wróży bowiem sukcesu doktorskiego. Praca na nim pisana byłaby pewnie raczej krótka. Choć inni twierdzą, że nie siedziałbym nad nią dłużej, niż to konieczne. Jednakowoż fotel by się przydał. Pojechałem więc w jedno miejsce z pewną zacną duszą. I znalazłem fotel wprost wymarzony, tyle że... ostatni i mocno poobijany. To może w innym sklepie tej sieci??? Nie ma... To może zamówić się da??? Nie da się, bo już nie produkują i tyle... No ironia losu... A ja nadal na twardym krześle...

A mnie dziś urzeka modlitwa królowej Estery z pierwszego czytania, a szczególnie jej słowa - Panie mój, Królu nasz, Ty jesteś jedyny, wspomóż mnie samotną, nie mającą oprócz Ciebie żadnego wspomożyciela. Oj gdyby taką postawę udało się w sobie trwale wzbudzić i zachować ją na zawsze. Pokorną świadomość, że Pan jest jedynym, który może w moim życiu coś zmienić. Jak znacząco wpłynęłoby to na moją modlitwę. Wówczas zupełnie oczywista byłaby ta dzisiejsza Ewangelia...

Pokora bowiem nie wyklucza aktywności. Uznanie w Bogu jedynego Pana nie zakłada bierności. Tyle, że ta aktywność Jego dotyczy. Jest aktywnością przed Nim... Proś, szukaj, kołacz... Bo ostatecznym źródłem wszystkiego jest On. Im więcej działam sam. Im bardziej "wymyślam", tym mniej mi "wychodzi". A gdyby tak uwierzyć, że On może absolutnie wszystko. I może działać bezpośrednio. Gdyby poważnie potraktować słowa - o ileż bardziej Ojciec da tym, którzy Go proszą... Jakaż to byłaby zmiana... Gdyby tak na poważnie żyć Ewangelią...  Gdyby tak nie "gdybać".

A On cierpliwie czeka na moją i Twoją decyzję... Codziennie.



czwartek, 26 lutego 2015

wejdź... usłysz... zobacz...


zdj:flickr/Mário Tomé/Lic CC
(Łk 11,29-32)
Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Mili Moi...
Dzisiejszy dzień upłynął pod hasłem "migawka". Proboszcz stwierdził, że już czas, żebyśmy wyrobili mi fachową plakietkę upoważniającą mnie do przekraczania progu katolickiego (!!!) szpitala św. Wincentego. Bez niej podobno mógłbym jako ksiądz katolicki, do tego katolickiego (!!!) szpitala z posługą zostać nie wpuszczony. Poza tym owa plakietka pozwala nie płacić za parking, zajmować miejsca zarezerwowane dla duchownych i dostać się do szpitala wieczorową porą, kiedy jest zamknięty i strzeżony niczym twierdza. Udaliśmy się więc, dwaj księża katoliccy, do pani, którą się tą pastoralną opieką nad pacjentami zajmuje w tym katolickim (!!!) szpitalu. Niegdyś podobno załatwiało się tę sprawę od ręki. Dziś dostałem pięć formularzy do wypełnienia, w tym jeden, w którym lekarz musi potwierdzić podpisem "500 szczepień ochronnych"  którym rzekomo zostałem poddany. Jak już to uczynię, to muszę jeszcze wypisać czek na 45 dolarów, który należy załączyć, a i to nie wiadomo czy zagwarantuje mi otrzymanie tego magicznego kawałka plastiku ze zdjęciem, ponieważ wciąż nie mam miejscowego prawa jazdy, a jego kopia jest wymagana. Pani nie wie czy coś da się zrobić. Ale się dowie... Takie wymogi stawia katolicki (!!!) szpital katolickiemu duchownemu, żeby w ogóle możliwa była jego posługa wobec chorych. Podkreślam tę katolickość szpitala, ponieważ mamy jeszcze jeden, równie wielki szpital w Bridgeport, który katolickością w nazwie nie świeci i do niego mogę wchodzić bez żadnych ograniczeń i nikt nie oczekuje ode mnie zaświadczeń z diecezji, że rzeczywiście księdzem jestem... Taka to ciekawostka. To są te oblicza Ameryki, których zdecydowanie nie lubię...

A poza tym dobre, wieczorne spotkanie ze wspólnotą. Przygotowujemy się do rekolekcji REO, które rozpoczynamy już 12 marca. Czeka nas więc pracowity Wielki Post, niezależnie od tego, jak wiele osób przyjdzie, choć osobiście mam nadzieję, że będzie ich jak najwięcej.

Tymczasem Jezus dziś wspomina o mieszkańcach Niniwy i o królowej Sabie... Słuchacze, którzy mieli w sobie dość pokory, żeby usłyszeć Słowo i dość wrażliwości, żeby odczytać zaproszenie wyrażone w znaku - Jonasza i Salomona... Jaką wrażliwość mieli Niniwici, skoro nawrócili się już po pierwszym dniu wzywania do nawrócenia. Ile trzeba mieć w sobie wewnętrznej pokory, zdolności przyjmowania cudzego słowa, żeby uwierzyć, że miasto zostanie zburzone za czterdzieści dni... (Tak pomyślałem sobie - gdyby Bóg dziś posłał mnie z taką wieścią do Bridgeport, to ilu z tych pobożniejszych dałoby wiarę moim słowom). Ile pokory ma królowa, która decyduje się słuchać innego króla i uznaje jego nieprzeciętną mądrość... Ile w niej wrażliwości na Prawdę.

A ja codziennie wobec Słowa i Znaku staję. Za każdym razem, gdy sprawuję Eucharystię mam okazję z pokorą wsłuchać się w Głos i spotkać Tego, który stał się największym Znakiem dla świata. I błogosławię Go w tej łasce. A jednocześnie jest mi smutno, że wraz ze mną staje 6, 7, 8 osób... Wciąż tak mało...

Jeśli nie nauczymy się widzieć Boga w eucharystycznym znaku, nie zdołamy też odczytywać Jego obecności w naszej codzienności. A nic smutniejszego nie umiem sobie wyobrazić, niż taki pusty świat. Pusty pustką niewidzenia i niesłyszenia...

środa, 25 lutego 2015

plan...


zdj:flickr/quantumlars/Lic CC
(Iz 55,10-11)
To mówi Pan Bóg: Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.

(Mt 6,7-15)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie, niech się święci imię Twoje! Niech przyjdzie królestwo Twoje; niech Twoja wola spełnia się na ziemi, tak jak i w niebie. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zachowaj od złego! Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień.

Mili Moi...
Pracujemy, pracujemy... Czytam ile się da, choć dziś był jakiś trudny dzień. Senność próbowała mnie odwieść od pracy i nie ukrywam, że dwukrotnie jej się to udało. Ale to były raczej krótkie chwile :) Może to wpływ niskich temperatur (dziś znowu od rana -17). Nie zmienia to jednak faktu, że dowiaduję się ciekawych rzeczy. Czasem informacje o św. Maksymilianie i jego rodzinie są interesująco drobiazgowe (jak na przykład ta, że jego rodzicie zajmowali się rozprowadzaniem dewocjonaliów), a czasem rzucają światło na dążenie do świętości przez Mundka (późniejszego o. Maksymiliana). Bo kiedy czyta się, że rodzice codziennie przed pracą chadzali na Mszę i często zabierali synów ze sobą to może jeszcze nic wielkiego. Ale Msza była o... 5 rano. Wówczas łatwiej zrozumieć - fundament, podwalina... Można? Jak się okazuje - można :)

A dziś przywołuję oba fragmenty biblijne odczytane podczas Eucharystii, ponieważ zauważam jakieś logiczne wynikanie, o którym chciałem wspomnieć.
Pierwsze jest słuchanie Słowa. Tam znajdujemy Prawdę. Ono nie wraca bezowocne do Pana, przynajmniej nie taki jest Jego zamysł. Nasza otwartość na słuchanie pozwala też zamilknąć. Nie da się bowiem tych dwóch czynności wykonywać równocześnie. Mówić i słuchać - zdecydowanie nie w tym samym czasie. A kiedy już człek nieco się wyciszy, to zdaje sobie sprawę, że nie musi Pana Boga zagadywać, nie musi Go po wielokroć przekonywać, nie musi Mu tłumaczyć, nie musi wywierać na Nim presji i nacisku, nie musi mówić wiele... To zdecydowanie upraszcza jego modlitwę...

Mało słów, wiele treści... Modlitwa "Ojcze nasz" to siedem obszarów naszego życia, siedem próśb, które są niezwykle skondensowane. Ale gdyby je rozwinąć, rozpakować, to obejmują przeróżne tematy, nawet te nieobecne na pierwszy rzut oka. I pewnie jedno "Ojcze nasz" odmówione z wiarą znaczy więcej, niż wiele modlitw wypowiedzianych bardziej ustami, niż sercem. A tej wiary potrzeba... Bo zakończeniem dzisiejszego Słowa jest wymóg przebaczenia. I znów Pan Jezus się z nami nie pieści. Nie rozważa psychologicznych trudności, nie każe ustalać kto jest, a kto nie jest winny, nie skłania do poszukiwania ukrytych motywów. Mówi prosto: albo - albo... Są tylko dwie drogi...

Możesz nie mieć sił. Możesz nie umieć. Możesz być przerażony. Ale musisz pragnąć. Pragnąć przebaczyć. To jest absolutny początek, coś niezbędnego. Bo bez ciebie nic się nie dokona... Zacznij od początku. Słuchaj Słowa, wyciszaj się w Nim, upraszczaj swoją modlitwę, zacznij się modlić na poważnie - tak jak uczy cię Jezus, przebaczaj... Potrzebujesz jeszcze jakiegoś innego planu na Wielki Post? Ponawiam prośbę z niedzieli - raczej zjedz czekoladę, a koniecznie weź się na poważnie za walkę z demonem w twoim życiu... Bóg nie poskąpi ci narzędzi...



wtorek, 24 lutego 2015

oblicza...


zdj:flickr/Nina J. G./Lic CC
(Mt 25,31-46)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

Mili Moi...
No jak ja kocham poniedziałki... Poweekendowy dzień odpoczynku. Choć może nie tak do końca. Wszak wczoraj już odpoczywałem. Więc dziś od rana zakupy, bo lodówka pusta. A potem lektura, lektura, lektura... Wysiadłem przy artykule zatytułowanym "Monoidea świętego Maksymiliana" i stwierdziłem, że na dziś chyba wystarczy, bo naukowego porównania o. Maksymiliana z prawosławnym teologiem Bułgakovem mógłbym nie udźwignąć. Poszedłem więc na spacer, ale nie za długi, bo u nas ciągle -7 stopni i nie widać na razie nadziei na zmiany. Poza tym większość chodników nie odśnieżona, a dreptanie po ulicach nie jest najbezpieczniejsze :)

Dziś takie ciekawe zjawisko... Zadzwonił dom pogrzebowy zaanonsować pogrzeb... Tak to u nas wygląda... W zasadzie nie mamy żadnego kontaktu z rodziną, chyba, że byśmy bardzo chcieli. Wszystko załatwiają domy pogrzebowe. Ale ten sam dom pogrzebowy zadzwonił za dwie godziny, że rodzina jednak wycofała się z pomysłu pochówku. Może znaleźli jakąś tańszą formę... A może... :)  Kto to wie... Ameryka...

Dzisiejsze Słowo jest znakomitą propozycją dla tych, którzy jeszcze nie wybrali postanowień wielkopostnych. Jezus pokazuje, że nasze życie duchowe musi się opierać na konkrecie. Nasza posługa wobec tego świata ma się przyczynić do ulżenia doli tych ostatnich. Ale to kosztuje znacznie więcej, niż proste zrezygnowanie z tego, czy owego... Bo, po pierwsze, trzeba dostrzec Jezusa w potrzebujących. On się w nich skwapliwie ukrywa. Czasem nie pachną, często nie wyglądają, niejednokrotnie są pod wpływem... A bywa i tak, że pogubieni, podrażnieni, zranieni, odrzuceni... Czasem już nie wyciągają ręki, ale fukają na wszystkich wokół... Zobaczyć w nich Jezusa? O, to wielka rzecz...

Ale żeby było to możliwe, trzeba prowadzić życie odrobinę głębsze od tego powierzchownego wariantu, który nam oferuje świat. Spać, jeść, wydawać, gonić... Z małymi wariantami indywidualnymi. W takim kluczu nie dostrzega się w zasadzie nikogo poza sobą samym. No może jeszcze swoich najbliższych. Cała reszta nawet odrobinę przeszkadza. To świetnie widać kiedy słucha się chwalonych przez Jezusa - oni stawiają pytania powoli, artykułują swoje wątpliwości precyzyjnie i dokładnie. Może to znak wskazujący jak przeżywali swoje życie... Ponieważ ci zganieni przez Jezusa stawiają Mu pytania w pośpiechu, łącząc różne przypadki, jakby nawet tu, teraz, w godzinie sądu, nie mieli czasu dokładniej przyjrzeć się swemu życiu. Przeoczyli to, co najważniejsze. Bo nie mieli czasu na głębię...

Zatęskniłem dziś za służbą. Taką najprostszą, nie związaną z moim kapłaństwem. Kiedyś już pisałem, że zafascynowali mnie Bracia z Bronxu, franciszkanie, którzy poszli do ostatnich, najuboższych i służą im w różny sposób. Czasem nawet tak, że po prostu w nocy roznoszą kanapki i herbatę bezdomnym... Gdyby tak choć jeden wieczór oddać na służbę... Gdyby tak oddać swój czas i swoje siły... Gdyby tak spojrzeć w twarze Chrystusa... W tak wiele twarzy... Oby ta myśl nie zginęła... Pozwolę jej dojrzewać...

poniedziałek, 23 lutego 2015

relax...


zdj:flickr/fcaballero/Lic CC
(Mk 1,12-15)
Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu. Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.

Mili Moi...
Jakże piękny to dzień. Rozpoczął się wizytą dobrych ludzi, którzy przynieśli nam obiad (oczywiście w ilościach, którymi nakarmilibyśmy pół Bronxu). Tyle dobroci nas otacza... Dziś pierwsza niedziela od wielu tygodni, której nie spędzam poza domem. Nawet Boża dusza z Manhattanu odwołała swoją wizytę z powodu kiepskiej pogody, co ostatecznie sprawiło, że miałem wolne popołudnie. I nie wiedziałem jak odpoczywać najpierw :) Ale zwyciężyła drzemka (ona zawsze zwycięża), potem trochę lektury, a nawet jakiś film. Dobry dzień, który, mam nadzieję, rozpocznie również dobry tydzień...

Ale za to noc była dość bogata w wydarzenia. To znaczy ja niekoniecznie brałem w nich udział, ale działy się tuż za oknem. Właściwie nie do końca udało mi się ustalić dlaczego o 4 rano tuż pod drzwiami naszego kościoła stały wozy policyjne i strażackie, a rano ulica była zamknięta i blokowana przez policyjny radiowóz, ale podejrzewamy z proboszczem, że jak zwykle w takich sytuacjach, chodziło o strzelaninę. Nie dalej jak dwa dni temu całkiem niedaleko nas został zastrzelony człowiek i to w godzinach popołudniowych. To takie smutniejsze oblicza Ameryki. Ale wyraźnie przypominają mi, że rozpoczęty Wielki Post jest czasem walki z demonem, który znów pręży muskuły i jest zawsze obecny przy nas. Nigdy się nie męczy...

Całe szczęście, że jest również Jezus. Jedyny Pan i Zbawiciel, który pokonał demona swoją męką krzyżową... A jak to ma się do nas? Może zechcecie posłuchać...



niedziela, 22 lutego 2015

wszystko, albo nic...


zdj:flickr/ReneYoshi/Lic CC
(Mt 5,43-48)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

Mili Moi...
No właśnie wróciłem z Clifton. Odwiozłem ekwadorskiego misjonarza do następnej parafii, gdzie wygłosi rekolekcje. I długo wracałem. A wszystko za sprawą białego szaleństwa... Znów sypnęło. Oczywiście żadnego pługa, czy piaskarki na drodze. Wszak sypie nadal. Jutro zanosi się na niezły "szufling". A że po północy ma padać marznący deszcz, to o frekwencję na Mszy porannej raczej można się niepokoić. Swoją drogą można utyskiwać na prędkość na drodze, bo ta w istocie nie była imponująca, ale na całym odcinku, przy trudnych warunkach, nie spotkałem ani jednego auta w rowie, nie było też ani jednej kolizji. I to w sumie cieszy...

A poza tym? No niewiele poza tym... Polska szkoła o poranku, wcześniej jeszcze Eucharystia. Dobrze, że kazanie na jutro powstało wczoraj, bo dziś wieczór nie mam sił na zbyt wiele, a już na pewno nie na pracę intelektualną...

Słowo mnie dziś konfrontuje z decyzją. Lewi ją podejmuje. Natychmiast i w sposób niezwykle zdecydowany. Warto zauważyć, że to nie jest "przyjaciel" Jezusa, nie znają się od lat, nie ma jakiejś relacji, do której Jezus mógłby się odwołać i powiedzieć - przyjacielu, już czas... Nawet jeśli Lewi o Nim słyszał, to jeszcze chyba za mało, żeby spontanicznie podporządkować Mu swoje życie. Wszystko. A on to właśnie czyni. Zmiana jest bardzo radykalna. Dokonuj się coś, czego Jezus oczekuje od swoich uczniów...

Co to takiego? Ano wybór między "wszystko" i "nic". To jest alternatywa Jezusa. Nie ma półśrodków. Nie ma miejsca na "ale". Mówi o tym sam wyraźnie w innym miejscu wobec kandydatów, którzy się do Niego zgłaszają. Pozwól mi pójść za tobą, ale musze się pożegnać z moimi w domu... musze pochować ojca... A Jezus się na to nie zgadza... Jakiż nieczuły, niewrażliwy...

I nadal taki jest. Dziś przychodzą do Niego chrześcijanie i mówią - będziemy w Ciebie wierzyć, ale... musisz zrozumieć... czasy się zmieniły... jesteśmy słabsi... to trochę niemodne... przecież my wiemy lepiej... a może trochę przesadzasz... ... ... ... ... A On? Nic... Nie prosi, nie zatrzymuje, nie tłumaczy... Ty wybierasz. Ty decydujesz. Zawsze tak było. Kiedy opowiadał ludziom o swoim ciele jako pokarmie, a krwi jako napoju, pola przed Nim pustoszały... Nie zatrzymywał.

Ale do tych, którzy zostawali mówił - moje Królestwo jest podobne do skarbu w roli. Kto go znalazł, ukrywa go ponownie, sprzedaje wszystko i nabywa tę rolę. Ona jest tego warta. Skarb jest tego wart. Znasz wartość Boga? Na co się decydujesz? Bo najgorzej utknąć w połowie drogi. To jakby nie zdecydować nic... Jeśli czujesz, że nie stać cię na wszystko, to nie jest problem. Nie chodzi o twoje siły. Siłę ma On. Chodzi o twoje pragnienie...

Znasz wartość Boga? Znalazłeś skarb? Decydujesz się na wszystko? I naprawdę chcesz stanąć przed Nim i machać Mu przed nosem cukierkiem, którego sobie odmówisz w Wielkim Poście? Naprawdę? Kiedy naszym braciom w Libii odcinają głowy? Kiedy ich krew zlewają do wiader? Naprawdę chcesz sobie w Wielkim Poście odmówić cukierków? I mówisz, że to dla ciebie mega wyrzeczenie? O Boże...