niedziela, 3 maja 2015

przyjdź...


zdj:flickr/Daniele/Lic CC
(J 19,25-27)
Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Mili Moi...
Wszelakie gościny mają to do siebie, że zaburzają nieco codzienny rozkład zajęć. Taki wszak ich urok. I moja codzienność wygląda nieco inaczej. Ale jest to dość radosna zmiana, bo dzięki wizycie Beaty sam pozwiedzam trochę miejsc, w które samemu człek jakoś wybrać się nie może. Nowy Jork za miedzą, a zawsze brakowało czasu, albo towarzystwa. Czas, okazało się, można jakoś zorganizować, a towarzystwo podwaja przyjemność ze zwiedzania...

Wczoraj połaziliśmy... Tak intensywnie, że wieczorem czułem się jakbym był po całym dniu pielgrzymkowym. W efekcie tego spaceru, dziś był dzień totalnego odpoczynku. Ale za to kilka kolejnych, żelaznych atrakcji nowojorskich mamy odwiedzone. Ale to, co mnie urzeka to jakaś nierzeczywista atmosfera tego miasta. No i ludzie, na których uwielbiam patrzeć, a którzy w NY są prawdziwą inspiracją do rozmyślań różnorakich. Różnorodność - to jest słowo, które w ostatnich dniach nie schodzi z moich ust. Ale po całym tym wysiłku dobrze jednak było wrócić na naszą wieś... Choć muszę przyznać, że moja odwieczna miłość do wielkich miast w NY odżyła gwałtownie...

A dziś dzieciaki o poranku... Wierzyć się nie chce, że to już przedostatnie spotkanie, a za tydzień Msza Święta kończąca rok szkolny. Wszystkim należą się wakacje :) Potem kolejna, dobra spowiedź generalna i powrót do życia, tchnienie pokoju, Duch zstępujący z mocą... Jak dobrze być świadkiem takich wydarzeń, uczestniczyć w nich, mieć tam swoją, niewielką rolę... To przynagla do tego, żeby żyć, żeby iść do przodu, żeby służyć lepiej, gorliwiej, z większym zaangażowaniem... Pan Bóg nie szczędzi mi swoich cudów. Wciąż mogę na nie patrzeć... A w czwartek kolejny przed nami... Modlitwa o nowe wylanie Ducha Świętego dla naszych rekolektantów... Najpiękniejsze zwieńczenie rekolekcji ewangelizacyjnych, w których uczestniczymy... To wielkie wydarzenie, bo będziemy mieli niemal 40 odrodzonych w Duchu osób... To piękna grupa na dobry początek... A do końca jeszcze daleko... Ufam, że uda nam się otworzyć okna w naszej parafii i zaprosić na nowo Ducha Świętego... Do wszystkich...

A wraz z Nim Maryja... Gdzie Ty jesteś, zstępuje Duch Święty. Dlatego ten początek maja cieszy, bo ona przychodzi tak szczególnie i staje przed nami pokornie. I choć św. Maksymilian oddawał się Maryi z przekonaniem, że Ona cała święta i w Bogu zanurzona, ale jednocześnie nie będąca Bogiem, nie musi szanować naszej wolności i może nas używać za swoje narzędzia, to jednak jestem przekonany, że Ona właśnie do tej naszej wolności sie odwołuje i nad nią pracuję, żeby ten nasz wybór Boga był w pełni wolny i świadomy...

Dlatego pewnie ten akt Jezusa z krzyża jest tak znaczący. On wiedział, że Maryja umiejętnie, po macierzyńsku, będzie umiała przemawiać do serc uczniów. Stąd uczynił wszystkich Jej synami. Dal nam Ją. I możemy wziąć Ją do siebie - bez lęku, bez obawy, bez podejrzliwości. Bo Ona nam Jezusa nie zasłoni. Bo Ona zawsze na Niego wskazuje, do Niego prowadzi, Jemu przedstawia nasze nadzieje...

Warto przeżyć z Maryją ten miesiąc i wpuścić Ją w swoje życie... Bo z Nią zawsze Duch Święty... A za Nim ciągle tęsknota. Nigdy niezaspokojona. Żywa. Gwałtowna. Pełna pasji. Pochłaniająca.

czwartek, 30 kwietnia 2015

przebaczenie i pokój...


zdj:flickr/Hernán Piñera/Lic CC
Mt 11, 25-30 
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie".

Mili Moi...
No i wczoraj kolejny amerykański "pierwszy raz". Tym razem pierwszy raz pojechałem na lotnisko, żeby odebrać Beatę, która przybyła do mnie w odwiedziny z Warszawy. Obawiałem się nieco jak poradzę sobie przy lotnisku, ale wszystko dobrze oznaczone, a i ja jakiś spokojny zupełnie i bez żadnych komplikacji wszystko się udało.

A zatem gość w dom, Bóg w dom... Z Beatą zwiedzaliśmy już urokliwą Maltę, bo poznaliśmy się na kursie językowym na tej wyspie właśnie, a że Polaków w naszej szkole było niewielu, to wzięliśmy do naszej kompani jeszcze Zoltana (Węgry) i Zdenka (Czechy), którzy jako Słowianie mogli nas lepiej zrozumieć :) I to był piękny czas... Teraz będziemy zwiedzać Amerykę, choć już bez naszych uroczych towarzyszy... Dziś pierwsza wizyta w Nowym Jorku, odciski na stopach, ale również cudowna pogoda, wiele miłych wrażeń i spotkań z rodakami, którzy nas chętnie zaczepiali...

Ukojenie dla dusz waszych... Widzę to na co dzień. Czas spowiedzi generalnych, które dokonują się podczas naszych rekolekcji uzmysławia mi na nowo, że Pan, który dokonuje uwolnienia od grzechu, częstokroć potwierdza to uzdrowieniem fizycznym takiej, czy innej dolegliwości, ale nade wszystko przywraca pokój. Jak dobrze patrzeć na ludzi, którzy znów osiągają równowagę, a jednocześnie mówią - ojcze, ja już nie chcę nigdy wrócić tam, gdzie byłem... I wierzę im...

Grzech jest tym, co odbiera pokój naszym sercom. Przede wszystkim grzech. Pewnie dlatego święty nasz ojciec Franciszek mawiał - bracie, jeśli jesteś smutny, idź do spowiedzi... Kiedyś święci wierzyli w proste rozwiązania. Bo rozumieli, że i przyczyny są proste. Odkąd człek zaczął komplikować wszystko swoimi naukowymi wynurzeniami, okazuje się, że to, co proste nie sprawdza się, bo człek jest bytem niesłychanie skomplikowanym... Człek może i tak... Ale grzech, który go zniewala już nie... To niesłychanie prosty, zabójczy plan demona... A spowiedź, zwłaszcza taka wytęskniona, wyczekana, dobrze przygotowana i głęboko przeżyta, ze świadomością tego, z Kim się spotykam, jest prostym rozwiązaniem tej prostej pułapki...

Ukojenie duszy... Też go potrzebujesz? Wyrzuć stamtąd grzech... Znajdź księdza i powiedz mu o wszystkim. On będzie wiedział co z tym zrobić... A ty usłyszysz piękne słowa jego modlitwy - niech Pan udzieli ci przebaczenia i pokoju... A potem - i ja odpuszczam tobie grzechy... Usłysz. Uwierz. Żyj.

wtorek, 28 kwietnia 2015

razem...


zdj:flickr/James Barwell/Lic CC

1 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. 2 Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. 3 Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. 4 A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. 5 Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych". 6 Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. 7 Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. 8 Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. 9 Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. 10 Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości. J 10, 1-10

Mili Moi...
Właśnie wszedłem do pokoju, żeby trochę pomieszkać... Jest 23.10, a ja od rana w biegu... Najpierw spotkanie z piękną protestancką duszą. Rozmowa o sprawach ważnych, Bożych, głębokich... Poszukiwania... Wzajemne zobowiązanie do troski o prawdę. I plan na kolejne spotkania, aby wspólnie jej szukać... To coś nowego w moim życiu... Dotąd z braćmi protestantami spotykałem się na gruncie towarzyskim i to niezwykle rzadko. Dziś pierwszy raz w dialogu poruszającym duszę... Piękny czas...

A potem... Wreszcie uzyskałem ten kawałek plastiku szpitalnego, który mogę sobie przypiąć do habitu przemierzając szpitalne korytarze. Ani grama triumfalnej radości nie odczuwam... Raczej przykre zażenowanie, że tak długo to trwało... Fryzjer, zakupy - całe godziny mijają bezpowrotnie... I wreszcie wypad do Newarku z katechezą dla sióstr, bo miały dziś swój dzień skupienia. A przy okazji poświęcenie ich nowego lokalu mieszkalnego... Padam na pyszczek, a jutrzejszy poranek coraz bliżej...

Dziś pomyślałem o słowach Jezusa, że owce nie pójdą za głosem innym, niż pasterza, bo go nie znają... A jednak idą - mówiłem Mu dziś... Panie, idą za głosem obcych i wstecz się nie oglądają... Dlaczego? Czy z przekory? Z zachłyśnięcia się wolnością? A może nie znają pasterza, bo nikt im go nigdy nie przedstawił... A może tak trudno im było odnaleźć się w nieprzyjaznej owczarni, że wybrali los włóczęgów... Niezależnie od przyczyny, smutno, że ich nie ma... A jeszcze smutniej, że są w wielkim niebezpieczeństwie, z którego pewnie nie bardzo zdają sobie sprawę.

Wróg nie śpi, ba, niczym lew ryczący krąży szukając kogo pożreć - jak powie św. Piotr. A każdy lew poluje w ten sam sposób - oddzielając swoją ofiarę od stada... Wówczas może zagonić ją na śmierć... Nie ma nikogo, kto mógłby pomóc, zdemaskować jego zasadzkę, przewidzieć atak... Jest tylko lew i ofiara... Siła i słabość...

Porządek jednak można odwrócić. W Jezusowej owczarni takie rzeczy się dzieją. Siła jest tam, gdzie nikt się jej nie spodziewa. Ale tylko wówczas, gdy owce są razem. I wsłuchują się w głos Pasterza... Nie myląc go z żadnym innym głosem... Nawet swoim własnym...



poniedziałek, 27 kwietnia 2015

pasterz też człowiek...



(J 10,11-18)
Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; /najemnik ucieka/ dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.

Mili Moi...
Mijają dni obfite w wydarzenia... Nasz amerykański współbrat George od kilku dni skarżył się na bóle głowy. Wczoraj obudził się z bólem pleców, tak silnym, że musiałem mu pomóc zejść na dół, bo mieszka na ostatnim piętrze naszego klasztoru. Słaby, blady... Umówił się z jakimś lekarzem... Proboszcz go odwiózł, ja przywoziłem do domu... W samochodzie zaczął mi gadać zupełnie bez sensu, ale kiedy pod domem zaczął mi odjeżdżać, a po przekroczeniu progu usiadł na podłodze i nie mógł mówić, to pomyślałem - oj, nietęgo z tobą... Zadzwoniłem po pogotowie i jak się okazało, lekki udar mózgu... Dziś jest już lepiej, ale kto wie jakie konsekwencje to wszystko będzie miało... Dlatego polecam go również Waszej modlitwię i pokornie o nią proszę...
W tym wszystkim nasz wczorajszy, parafialny dzień skupienia... Cieszę się, że są tacy, którym się chce przychodzić. Rozważamy Słowo, ale i modlimy się dużo modlitwą uwielbienia, a Pan Bóg chyba tę naszą modlitwę przyjmuje, bo mamy kolejne sygnały o cudownych uzdrowieniach.

Dziś natomiast znów ważne wydarzenie - akcja odsłonięcia muralu papieskiego. W obecności Pani Konsul z Nowego Jorku i naszego Burmistrza z Bridgeport, dokonaliśmy poświęcenia i odsłonięcia pięknego malowidła przedstawiającego papieża Jana Pawła II. To taki polonijny dar na pierwszą rocznicę kanonizacji... Serce rośnie, kiedy się nań patrzy i wzruszeń pewnie na długo nie zabraknie...

A po południu moi przedobrzy parafianie zabrali mnie na koncert chórów polonijnych do katedry św. Patryka w Nowym Jorku. Ten koncert również z okazji papieskiej rocznicy. To dość niezwykłe odczucie słuchać polskich pieśni w amerykańskiej katedrze... Ale było arcymiło... Wspaniałe towarzystwo... Pogawędziliśmy, pospacerowali... A zatem piękna niedziela...

A co mi Pan szepnął do ucha w kontekście dzisiejszego Słowa... Posłuchajcie sobie na załączonym filmie...



sobota, 25 kwietnia 2015

nawróceni...


zdj:flickr/Nestor Lacle/Lic CC
(Dz 9,1-20)
Szaweł ciągle jeszcze siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich. Udał się do arcykapłana i poprosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy mężczyzn i kobiety, zwolenników tej drogi, jeśliby jakichś znalazł. Gdy zbliżał się już w swojej podróży do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy upadł na ziemię, usłyszał głos, który mówił: Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz? Kto jesteś, Panie? - powiedział. A On: Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Wstań i wejdź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić. Ludzie, którzy mu towarzyszyli w drodze, oniemieli ze zdumienia, słyszeli bowiem głos, lecz nie widzieli nikogo. Szaweł podniósł się z ziemi, a kiedy otworzył oczy, nic nie widział. Wprowadzili go więc do Damaszku, trzymając za ręce. Przez trzy dni nic nie widział i ani nie jadł, ani nie pił. W Damaszku znajdował się pewien uczeń, imieniem Ananiasz. Ananiaszu! - przemówił do niego Pan w widzeniu. A on odrzekł: Jestem, Panie! A Pan do niego: Idź na ulicę Prostą i zapytaj w domu Judy o Szawła z Tarsu, bo właśnie się modli. /I ujrzał w widzeniu, jak człowiek imieniem Ananiasz wszedł i położył na nim ręce, aby przejrzał/. Panie - odpowiedział Ananiasz - słyszałem z wielu stron, jak dużo złego wyrządził ten człowiek świętym Twoim w Jerozolimie. I ma on także władzę od arcykapłanów więzić tutaj wszystkich, którzy wzywają Twego imienia. Idź - odpowiedział mu Pan - bo wybrałem sobie tego człowieka za narzędzie. On zaniesie imię moje do pogan i królów, i do synów Izraela. I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia. Wtedy Ananiasz poszedł. Wszedł do domu, położył na nim ręce i powiedział: Szawle, bracie, Pan Jezus, który ukazał ci się na drodze, którą szedłeś, przysłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym. Natychmiast jakby łuski spadły z jego oczu i odzyskał wzrok, i został ochrzczony. A gdy go nakarmiono, odzyskał siły. Jakiś czas spędził z uczniami w Damaszku i zaraz zaczął głosić w synagogach, że Jezus jest Synem Bożym.

Mili Moi...
No kiepski dzień... Nie mogłem otworzyć oczu od rana. Głowa leciała mi w różne strony. Żadnego skupienia na pracy. Żadnej. Ani czytać. Ani telewizji oglądać. Ani się modlić... No taki jakiś dzień... Zmuszałem się, ale skutki nie są imponujące...

Wczoraj już nie napisałem, ale wieczorową porą przeżyliśmy piękne nabożeństwo wyboru Jezusa Panem swojego życia. Zdecydowałem się to zrobić metodą, której zwykle nie używam. To znaczy pozwalając na swobodne wyznanie własnymi słowami. Rzadko się na ten sposób decyduję, bo częstokroć jest on dla ludzi krępujący - tak przez mikrofon, przed grupą... Ale wczoraj zaryzykowałem i okazało się, że to jednak możliwe. Te wyznania przed Panem były bardzo piękne. Takie rzeczywiście z serca płynące. Dużo radości... Bo jak zawsze, mam najgłębsze przekonanie, że Pan Jezus bierze nasze słowa na poważnie i życie świadomych, przebudzonych chrześcijan zaczyna się zmieniać w Nim, z Nim i dla Niego...

Dziś też doszły do nas nowiutkie księgi liturgiczne. To dar od rodziców dzieci pierwszokomunijnych. Nasze księgi domagały sie już zmiany. A to ten element stałego wyposażenia parafii, który naprawdę nieczęsto jest zmieniany. Ale zakupów ciąg dalszy nastąpi już niedługo. Jednakowoż w Polsce. Bo tam sporo ładniejszych rzeczy. A nade wszystko... wiadomo :) Taniej...

Nie wiem czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego Jezus powołuje łobuzów na swoich świadków? Dziś mamy obraz nawrócenia Szawła. My często myślimy o nim jako o gorliwym misjonarzu, autorze pięknych listów, świadku Jezusa... Ale przed nawróceniem to była wyjątkowa szuja i raczej nikt nie chciał mieć go wśród swoich znajomych. A Jezus właśnie jego wybrał, dając mu tak niezwykłe doświadczenie swojej obecności, które okazało się wystarczającym wstrząsem do całkowitej przemiany życia...

Dziś też obserwujemy całe zastępy nawróconych łobuzów, którzy nie tylko przyznają się do Jezusa, ale wprost Go głoszą. Jeżdżą po rekolekcjach dla młodych i starszych i opowiadają swoje historie, które są niejednokrotnie pełne cudownych interwencji Boga... Dlaczego ich Pan wybiera? Dlaczego im to zleca?

A może dlatego, że na uczciwych i świątobliwych chrześcijan zasiadających w kościelnych ławach dawno nie może już liczyć. Wszak oni są wierzący, wszak spotykają się ze swoim Jezuskiem w kościółku i jest im dobrze... Po co się wychylać? Po co czynić cokolwiek więcej? A zresztą o czym moglibyśmy opowiedzieć? Przecież nasze życie nie zostało wyrwane z niewoli, nie ma w  nim cudownych interwencji... Nie ma? O Panie... to co to za chrześcijańskie życie, w którym Bóg się nie objawia? Co to za wiara, która nie widzi cudów? Co to za miłość, która nie chce o Jezusie opowiedzieć całemu światu?

Jeśli nie my, to kto? Prostytutki, złodzieje, a nawet i... kamienie, jeśli będzie trzeba... Wzbudzi Pan świadków, bo Jego Słowo musi być głoszone... Wciąż połowa świata go jeszcze nie usłyszała...

Otwórz serce... Otwórz ucho... Otwórz usta... Przyłącz się...

piątek, 24 kwietnia 2015

pęknięcie...

zdj:flickr/Jim/Lic CC
(J 12,24-26)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Mili Moi...
No dziś kolejny zastrzyk radosnych emocji z mojego umiłowanego katolickiego szpitala... Pani dzwoni dwa dni temu celem uzupełnienia moich danych. Pytam ją, co ze zdjęciem... Nie ma sprawy, mamy kopię twojego prawa jazdy... No, pomyślałem, jak wezmą zdjęcie z kopii... Ale niech im będzie. Dziś pani dzwoni z informacją, że plakietka gotowa. Jadę zziajany po zakupach, a pani mówi - tak bez habitu, a przecież trzeba zrobić zdjęcie? No to następnym razem... Jadę do domu, wyładowuję zakupy, wdziewam habit, wracam do szpitala, parkuję, szukam siedziby Security, która się tym zajmuję, gdzieś dwa piętra pod ziemią, nie mogę trafić, błądzę, obijam sie o wózki, łóżka, stojaki na kroplówki... Docieram wreszcie i... Uśmiechnięty czarnoskóry przyjaciel powiada, że właśnie im się maszyna popsuła do wypluwania tych plakietek... Kiedy będzie gotowa? Może jutro... Kawałek plastiku otwierający szlaban na parkingu, a ja się czuję jakbym co najmniej aplikował o stanowisko dyrektora w tym szpitalu...

Oczywiście wszystkie inne plany wzięły dziś w łeb i tych kilka zdań mojej pracy, które dziś dopisałem wcale nie poprawiły mi nastroju... Za to Słowo mnie dziś mocno pokrzepiło, uspokoiło i dodało otuchy... Ziarno wpadające w ziemię... Na początku, wyobrażam sobie, musi doświadczać dużej radości (tak obrazowo i metaforycznie), bo przecież zasuszone zaczyna absorbować wodę i pęcznieć, rosnąć, zwiększać swoją objętość... Ale kiedy to się nie kończy, kiedy pęcznieć nie przestaje, to nagle pęka... Jaki to ból! Jakie cierpienie! I nie można mu zaradzić. Nie ma wpływu na to, co się dzieje... Coś nowego się tworzy, rośnie z niego. W górę... Karmi się jego sokami, jego życiem. A ono, to pierwsze ziarno przemienia się ostatecznie w brunatną łupinę, w której już nic z poprzedniego stanu nie zostaje... Umarło... Wydało życie...

Obraz bolesny... Ale prawdziwy. Nie ma świętości bez jakiejś formy cierpienia. Świętość właśnie w niej się wykuwa, bo świętość jest życiodajna. Trzeba umrzeć samemu sobie, żeby doświadczyć życia. To jest konkret codzienności. Bo jeśli mam iść za Chrystusem wszędzie, gdzie On jest, to muszę się z Nim również wspiąć na Golgotę... Co więcej, obumierając z Nim, niekoniecznie mam dostęp do tego życia, które się z tego rodzi... Innymi słowy, nie zawsze widzę owoce tego obumierania. Czasem przede mną zakryte. Czasem rodzą się, gdy mnie juz nie ma...

Pokój... On musi towarzyszyć temu pękaniu ziarna... Jezus wie. On panuje nad wszystkim. On kocha i nie zapomina... Nawet najmniejszego ziarna... Jednego... Ostatniego... Obumarłego...

czwartek, 23 kwietnia 2015

gdzie indziej...



zdj:flickr/magw21/Lic CC

(Dz 8,1b-8)
Po śmierci Szczepana wybuchło wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem Apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii. Szczepana zaś pochowali ludzie pobożni z wielkim żalem. A Szaweł niszczył Kościół, wchodząc do domów porywał mężczyzn i kobiety, i wtrącał do więzienia. Ci, którzy się rozproszyli, głosili w drodze słowo. Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa. Tłumy słuchały z uwagą i skupieniem słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił. Z wielu bowiem opętanych wychodziły z donośnym krzykiem duchy nieczyste, wielu też sparaliżowanych i chromych zostało uzdrowionych. Wielka radość zapanowała w tym mieście.

Mili Moi...
No właściwie całkiem miły dzień za mną... Wciąż coś się pisze... Powoli i mozolnie, ale konsekwentnie. Dziś niestety te moje wysiłki zostały brutalnie przerwane przez zebranie naszego wikariatu, czyli księży z wszystkich parafii miasta Bridgeport... Niewiele z tego spotkania wynikło. Kiedy zaś omawialiśmy plany i ważne sprawy, wśród wszystkich głosów dotyczących różnych megaważnych kwestii, ośmieliłem się cichutko ni to stwierdzić, ni zapytać - new evangelization? Wszyscy popatrzyli na mnie, pokiwali nawet głowami, co sugerowałoby, że rozumieją termin, no i na "thank you father Michael" się skończyło...

A po południu kijaszki... Zawsze mam dużo radości, kiedy zatrzymuje się obok mnie jakaś wypaśna bryka, wychyla się z niej jakaś zaaferowana twarz i nieśmiało zagaduje: taki jestem ciekaw i chciałem się tylko zapytać po co ci te kijki do chodzenia... Mam juz przygotowany mały wykładzik na temat nordicu i im dłużej mówię, tym oczka we wspomnianej twarzy robią się coraz większe i większe... Potem zwykle następują pytania pomocnicze w stylu - a to jest dobre na serce? Oczywiście... Znakomite... No i kończy się to wszystko listą serdeczności, a wytrzeszczone oczy kiwają z niedowierzaniem głową.... No nie spodziewałem się, że zaszpanuję w Stanach dwoma prostymi kijkami :)

Gdyby was nie przyjęli, pójdźcie gdzie indziej... Wyjdźcie z tego miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich i idźcie... Te zalecenia Jezusa wobec Apostołów stanęły mi dziś przed oczami, kiedy wszyscy rozpierzchli się w wyniku prześladowań. A Filip poszedł do Samarii. Czyli tam, gdzie mieszkają pogardzani półpoganie, niewiele różniący się według Żydów od psów. Tam poszedł głosić, a oni ucieszyli się i z wielkim entuzjazmem przyjęli Dobrą Nowinę o Jezusie...

Idźcie gdzie indziej... Myślę sobie, że dokonuje sie to właśnie na naszych oczach... Napasiony i syty Kościół europejski, czy amerykański... Chrześcijanie, którym już od dawna nie po drodze z tym Kościołem. Tysiące świątyń zamykanych, bo nie ma kto do nich chodzić... A dla odmiany w Afryce, w Azji - wielki entuzjazm wiary i fascynacja Jezusem... Ci, którymi zachodnia cywilizacja wciąż delikatnie pogardza, współcześni Samarytanie, uczą nas wiary żywej. I jestem przekonany, że za jakiś czas będą nas ewangelizować. Bo my mieliśmy wciąż tak wiele do roboty, a Jezus jest przecież zawsze z nami, zawsze po naszej stronie...

A może jednak Go trochę zgubiliśmy... Przywykliśmy, że zawsze jest... Niczym gobelin na ścianie... I tyle nas mniej więcej zajmował... Trwały element wystroju naszych kościołów. Zamykanych kościołów... Sprzedawanych kościołów... Gdzie dziś bije serce chrześcijaństwa??? Nie wiem... Wiem jedno... Nie bije w Europie... I nie bije w Ameryce Północnej...

Idźcie gdzie indziej - mówi Pan... Idźcie...