niedziela, 24 maja 2015

Pasterz czuwa...


zdj:flickr/Kris Haamer/Lic CC
22 Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. 23 Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. 24 Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: "Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!" 25 Rzekł do nich Jezus: "Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. 26 Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. 27 Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną 28 i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. 29 Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. 30 Ja i Ojciec jedno jesteśmy". J 10, 22-30

Mili Moi...
Dziś jest jeden z tych busy days... Od rana w locie... Najpierw głosowanie. Wycieczka z proboszczem do New Britain i skreślenie z przyjemnością tego, co skreślić należało. Tu rzeczywiście doceniam smak patriotyzmu. Dwie godziny jazdy, żeby dokonać trzydziestosekundowego aktu obywatelskiego. Ale nie miałem najmniejszych wątpliwości, że tak trzeba. Przy okazji nawiedziliśmy naszego współbrata Jurka, który jest tam proboszczem.

Po powrocie zabrałem się za przygotowania do dzisiejszego wieczoru. Bo już za godzinę rozpoczynamy czuwanie przed Uroczystością Zesłania Ducha Świętego. Dziś pewnie pojawią się najwierniejsi, bo uroczystość wypada w jeden z długich weekendów amerykańskich i wiele osób odpoczywa wyjazdowo. Jutro pewnie też będą pustki w Kościele.

Ale przygotowania przygotowaniami, a o 16.00 w katedrze Msza Święta z okazji bierzmowania. Łączymy się z parafią katedralną, ponieważ za mało mamy kandydatów, żeby organizować tę uroczystość samodzielnie. W tym roku sześcioro naszych dzieciaków przyjęło ten sakrament. Ja oczywiście jak zawsze pod wielkim wrażeniem kazania bp. Caggiano. Kiedy mówił o skutkach bierzmowania, o Duchu i o tym, co On w nas sprawia, sam doświadczałem ogromnego wewnętrznego poruszenia. Ma "to coś" z góry... Chwała Najwyższemu za takich kaznodziejów...

Katedra wypełniona ludźmi różnych ras, kultur, języków... Żeby zrozumieć lepiej czym jest Ameryka, warto wspomnieć, że Modlitwa Wiernych była odczytywana po angielsku, po polsku, po hiszpańsku, po portugalsku, po wietnamsku, po kreolsku i w swahili. A wszyscy oni słyszeli swój język ojczysty (...) słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże (Dzieje Apostolskie). Tu niewątpliwie Duch musi się udzielać, pozwalając tak różnym ludziom żyć obok siebie i ze sobą...

A u nas dziś franciszkańskie święto, rocznica poświęcenia bazyliki asyskiej, więc i czytania inne... Ale Pan przemówił do mnie szczególnie taką świadomością przynależności... Ja przecież należę do Kogoś tak potężnego, że nikt, ani nic nie może się z Nim równać. Co więcej - nikt, ani nic nie może mnie wyrwać z Jego ręki. To powinno być w moim życiu źródłem ogromnego pokoju, bo przecież nie ma w nim nic, o czym mój Pan by nie wiedział. A jeśli On wie, to dlaczego ja się zamartwiam jakby nie wiedział?

Co więcej, On traktuje każdego z nas jak kogoś absolutnie wyjątkowego. Bo w istocie tacy jesteśmy. Nie ma drugiego, nawet podobnego do mnie egzemplarza. W tej niepowtarzalności, Bóg wchodząc w relację z nami, potrafi stworzyć klimat, w którym czujemy się tak, jakbyśmy byli absolutnie jedyni na świecie, a On jakby pochylał się tylko nad nami. Kiedy się modlimy, nie towarzyszy nam przecież myśl, że na świecie modli się w tym momencie milion innych osób, ale wydaje się nam, że Bóg jest skupiony tylko i wyłącznie na nas...

Wydaje się? Nie... Nie wydaje się nam... Tak rzeczywiście jest... On sobie radzi z tym milionem modlących się... On jest Bogiem... Który rzeczywiście pochyla się z troską nad każdym z nas. Jeśli tylko z ufnością do Niego wołamy... Innymi słowy - jeśli ta przynależność do Niego ma dla nas istotne znaczenie... Dla mnie ma... Dziś po raz kolejny przekonałem się jak wielkie...




piątek, 22 maja 2015

bojownicy...


zdj:flickr/David Kingham/Lic CC
(Dz 22,30;23,6-11)
W Jerozolimie trybun rzymski, chcąc dowiedzieć się dokładnie, o co Żydzi oskarżali Pawła, zdjął z niego więzy, rozkazał zebrać się arcykapłanom i całemu Sanhedrynowi i wyprowadziwszy Pawła stawił go przed nimi. Wiedząc zaś, że jedna część składa się z saduceuszów, a druga z faryzeuszów, wołał Paweł przed Sanhedrynem: Jestem faryzeuszem, bracia, i synem faryzeuszów, a stoję przed sądem za to, że spodziewam się zmartwychwstania umarłych. Gdy to powiedział, powstał spór między faryzeuszami i saduceuszami i doszło do rozdwojenia wśród zebranych. Saduceusze bowiem mówią, że nie ma zmartwychwstania, ani anioła, ani ducha, a faryzeusze uznają jedno i drugie. Zrobiła się wielka wrzawa, zerwali się niektórzy z uczonych w Piśmie spośród faryzeuszów, wykrzykiwali wojowniczo: Nie znajdujemy nic złego w tym człowieku. A jeśli naprawdę mówił do niego duch albo anioł? Kiedy doszło do wielkiego wzburzenia, trybun obawiając się, żeby nie rozszarpali Pawła, rozkazał żołnierzom zejść, zabrać go spośród nich i zaprowadzić do twierdzy. Następnej nocy ukazał mu się Pan. Odwagi! - powiedział - trzeba bowiem, żebyś i w Rzymie świadczył o Mnie tak, jak dawałeś o Mnie świadectwo w Jerozolimie.

Mili Moi...
Zakończyła się już kapituła w naszej kanadyjskiej kustodii, która, jak każda kapituła, mogła dokonać sporych zmian w naszym życiu. To w naszym zakonie główny organ dokonujący ważnych zmian. Tym razem jednak wszelkie zmiany nas ominęły i tymczasem wszystko zostaje po staremu. Innymi słowy, na razie kartonów szukać nie trzeba i spokojnie po urlopie spędzonym w Polsce, mogę wracać do pracy w Bridgeport.

A pracy nie brakuje... Pomijając już pisanie doktoratu, w którym dobrnąłem dziś do 30 strony, kontynuujemy biały tydzień z dzieciakami pierwszokomunijnymi... Dziś był dzień werbunku... Do służby liturgicznej ołtarza. Prowadziliśmy debatę, czy każdy ministrant musi zostać księdzem, a każda ministrantka ta "panią co to ma takie dziwne na głowie". No i doszliśmy do wniosku, że jednak nie. Pomogli inni obecni w kościele, których ministrancka przeszłość wcale nie doprowadziła do "bycia księdzem". Ale i taki wariant rozważaliśmy... W każdym razie gotowość w młodzieży jest... Zobaczymy czy przetrwa do najbliższej niedzieli...

Tymczasem Paweł rzuca dziś taki niewinnie wyglądający komentarz wiedząc doskonale jaki efekt nim wywoła. Zastanawiałem się, czy w ten sposób obnażył niespójność wierzeń żydowskich, czy tylko poziom duchowy swoich adwersarzy. Na pewno jednak skutecznie odwrócił uwagę od tego, co miało się stać istotą tego spotkania... Sąd nad nim i ocena jego postępowania...

Czasem sobie myślę, czy owi faryzeusze i saduceusze nie byli jednak przodkami współczesnych chrześcijan. W naszych środowiskach wystarczy również rzucić jedno, czy drugie kontrowersyjne hasło, a nasi bracia są gotowi prać się po pyskach w obronie... No właśnie? Czego? Zwykle swoich przekonań, swojej własnej pobożności, swojego zwyczaju i swoich własnych poglądów. W żadnym wypadku nie chodzi o prawdę Ewangelii, ani o oficjalne nauczanie Kościoła. Ono schodzi na plan dalszy. Ważne jest to, co ja myślę na ten temat, a kto tak nie myśli tego trzeba zwalczać wszelkimi sposobami...

A demon siedzi i zaciera rączki... Najskuteczniejszy sposób walki z katolikami... Od zawsze... "Na pobożność"... Jeden pobożniejszy od drugiego. A każdy wie najlepiej. I w ten sposób znakomicie odwraca się uwagę ludzi od Ewangelii i Jezusa Chrystusa, który NIGDY niektórych, tak ważnych przecież dla współczesnych katolików tematów nie podejmował... Nie roztrząsał... Nie zajmował się nimi...

Ale co On tam wie... Przecież my wiemy lepiej...

A ja tam zamierzam trwać przy mądrości starych zakonników, którą wpajano nam od początku formacji zakonnej... Wyrażała się w prostej maksymie - najpierw posłuszeństwo, potem nabożeństwo... A tego "demon pobożności" bardzo nie lubi... Bardzo, bardzo nie lubi...

czwartek, 21 maja 2015

dojrzewać do końca...


zdj:flickr/Mr. Pikachu/Lic CC
(Dz 20,28-38)
Paweł powiedział do starszych kościoła efeskiego: Uważajcie na samych siebie i na całą trzodę, nad którą Duch Święty ustanowił was biskupami, abyście kierowali Kościołem Boga, który On nabył własną krwią. Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was. A teraz polecam was Bogu i słowu Jego łaski władnemu zbudować i dać dziedzictwo ze wszystkimi świętymi. Nie pożądałem srebra ani złota, ani szaty niczyjej. Sami wiecie, że te ręce zarabiały na potrzeby moje i moich towarzyszy. We wszystkim pokazałem wam, że tak pracując trzeba wspierać słabych i pamiętać o słowach Pana Jezusa, który powiedział: Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu. Po tych słowach upadł na kolana i modlił się razem ze wszystkimi. Wtedy wszyscy wybuchnęli wielkim płaczem. Rzucali się Pawłowi na szyję i całowali go, smucąc się najbardziej z tego, co powiedział: że już nigdy go nie zobaczą. Potem odprowadzili go na okręt.

Mili Moi...
Środa to zawsze taki trudny dzień, bo dopiero późnym wieczorem kończą się wszystkie moje obowiązki. Dziś było podobnie. Ale są związane z dużą radością, bo dziś po raz pierwszy do naszej wspólnoty dołączyli uczestnicy zakończonych już ostatecznie rekolekcji ewangelizacyjnych. Zrobiło się gwarno i tłoczno. Ale miejsca jeszcze wystarczy, więc gdyby ktoś chciał dołączyć, to szczerze zapraszamy. Dużo mam radości patrząc na tych ludzi. I naprawdę czuję się za nich odpowiedzialny... Niech łaska Boża wszystkich nas prowadzi...

Dopisałem dziś kolejne trzy strony do mojej pracy. Niby niewiele, ale bardzo wiele. Stara sprawdzona metoda - pobudka o 4 rano i pisanie "na świeży umysł". Tak już mam, że najlepiej pracuje mi się o poranku. A musze samego siebie przycisnąć, bo dziś sobie uświadomiłem, że dokładnie za dwa tygodnie wylatuję do Polski... Wierzyć mi się nie chce jak szybko te miesiące przeminęły...

Pożegnałem dziś kolejnego mojego chorego. T. miał 96 lat... Piękny człowiek. Zawsze uśmiechnięty, mimo swojego cierpienia i zawsze dobrze mówiący o swojej rodzinie, co jest prawdziwą rzadkością dziś... Musieli naprawdę o niego dbać... Szkoda, że w tej ostatniej drodze nie bardzo mogli mu pomóc - na dzisiejszej Mszy nie było katolików, wszyscy najbliżsi należą do wspólnot protestanckich. Byłem więc jedyną osobą, która dziś w intencji T. przyjęła Komunię Świętą. Ale docenić należy fakt, że uszanowali jego katolicyzm i uroczystości pogrzebowe odbyły się w Kościele Katolickim...

A Pan mi postawił przed oczy dziś temat rozpoznawania prawdy... Może właśnie również w kontekście tego pogrzebu. Docenić pełnię prawdy, która jest moim udziałem dzięki Kościołowi, ucieszyć się tym, że otrzymałem dar wiary, dziękować Mu za to, że nieustannie mi się udziela. I być czujnym... A jednocześnie posłusznym. Bo tego demon boi się najbardziej... Posłuszeństwa.

Kiedy więc patrzę na Pawła, który posłuszny Duchowi Świętemu opuszcza tych, których kocha, którym lubił służyć, za których czuł się odpowiedzialny i idzie... umrzeć, bo to ostatecznie staje się wypełnieniem jego misji, to myślę sobie... Że jeszcze wiele musze się nauczyć i wciąż dojrzewać. I w posłuszeństwie i we wdzięczności...

wtorek, 19 maja 2015

niczym róża...


zdj:flickr/Cinzia A. Rizzo/Lic CC
(J 16,29-33)
Uczniowie rzekli do Jezusa: Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś. Odpowiedział im Jezus: Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie - każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.

Mili Moi...
No dobry dzień, pracowity, choć wcale się na taki nie zapowiadał. Pochmurno i zimno u nas. Ale może właśnie dzięki temu napisałem dziś kolejne pięć stron. Mam taką cichą nadzieję, że złapałem wiatr w żagle i zrealizuję plan zamierzony. Dwa z trzech paragrafów pierwszego rozdziału muszą ze mną pojechać do Polski. Robi się to jakoś realne...

Ale pisaniem zaabsorbowany, niczego innego właściwie dziś nie doświadczyłem, poza radością wieczornej Eucharystii z udziałem dzieciaków pierwszokomunijnych. Oczywiście trochę pytań do dzieciaków... Odpowiedź wieczoru? Na pytanie - czego brakuje róży w wazonie w porównaniu z różą hodowaną w ogrodzie, padła odpowiedź - MIŁOŚCI. No mali romantycy... A mnie chodziło o... korzeń :)

A Słowo? Mam wrażenie, że uczniowie są dziś tacy z siebie dumni... Teraz wierzymy... Pojęliśmy, zrozumieliśmy, trzeba było tak od razu... Wszystko jasne... A już za kilka minut ich nie było. Zniknęli... Ich wiara niczym róża w wazonie... Bez korzenia. Może poczuli, że są u szczytu, że już nic przed nimi, że osiągnęli wszystko... Czym Jezus jeszcze mógłby ich zaskoczyć?

Może to i nasze doświadczenie... Bez złej woli, nawet nie z naiwności... Po prostu - z braku wyobraźni. No bo czego jeszcze nie wiem, czego jeśli chodzi o wiarę nie mam? Modlę się, do kościoła chodzę, może nawet częściej, niż raz w tygodniu... Czy Bóg mógłby jeszcze coś nowego mi powiedzieć, pokazać? Przecież już wszystko wiadomo. Ale co wiadomo?

Gdyby tak pokornie stanąć i uznać - jestem na początku drogi. Nic o Tobie nie wiem Boże. Nic - w porównaniu do tego co w Tobie ukryte. Znacznie więcej przede mną, niż za mną w tej drodze wiary. Tajemnica. A ja jestem ciekaw. Chcę się nauczyć. Zbliżyć. Poznać.

Ale to tak trudno powiedzieć... Mając lat... 30, 50 70... Będąc księdzem... Zakonnikiem...No bo jak to brzmi?

N I E  Z N A M  C I Ę . . .
N I E  Z N A M . . .
C I Ę . . .

poniedziałek, 18 maja 2015

walcząc o bycie bliżej...


zdj:flickr/Hamed Saber/Lic CC
11 Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. 12 Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo. 13 Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. 14 Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. 15 Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. 16 Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. 17 Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. 18 Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. 19 A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. J 17, 11b - 19

Mili Moi...
Dzisiejsza niedziela upłynęła pod znakiem pierwszej komunii świętej naszych dziewiętnastu parafialnych dzieciaków. Piękna uroczystość. Dzieci znakomicie przygotowane przez katechetów. Liturgia spokojna i wyważona. Piękny gest piosenki zaśpiewanej z wdzięcznością do Pana Boga wspólnie przez rodziców i dzieci. Dużo radości... A po Mszy wizyty na uroczystych obiadach. Dziś dwie rodziny zechciały nas mieć wśród swoich gości, co było dla nas bardzo miłe i naprawdę z wielką przyjemnością spędziliśmy całe popołudnie w gronie przesympatycznych ludzi.

Ta niewielka reszta niedzieli musi mi posłużyć za chwilę odpoczynku, ponieważ od jutra... Tak... Tak wiele rzeczy powinno się zacząć realizować od jutra. Ale jak będzie? Jeden Pan Bóg wie... Obowiązków nie ubywa... Kolejny z moich chorych wrócił do domu Ojca, więc w środę pogrzeb. Poza tym od jutra obrady drugiej części kapituły kanadyjskiej kustodii naszego zakonu (tej jednostki administracyjnej, pod którą i my podlegamy). Zobaczymy więc czy te obrady będą wiązać się z jakimiś zmianami w naszej parafii. Może także personalnymi... Może trzeba będzie zacząć kartony zbierać :) Wszystko w najbliższych dniach się okaże...

A nad Słowem pomyślałem dziś o konsekwencji jakiej trzeba w życiu, żeby słowa - oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata - stały się faktem. Wiadomo, że Jan pisząc o świecie, pisze o rzeczywistości mało związanej z Bogiem, a wręcz całkowicie Mu przeciwnej. Ale czy nie tam właśnie sytuuje nas nasz ludzki grzech? Czy to nie w kontakcie ze światem tak rozumianym on się rodzi? Przecież to właśnie oferta świata czasem wydaje się być tak kusząca. Przecież to właśnie świat czasem podpowiada, że  nic się nie stanie, że  Bóg nie będzie miał nam za złe, że chyba nie będzie tak drobiazgowy. Przecież to właśnie świat mówi, że przyjemność jest tym, co najważniejsze w ludzkim życiu.

A ja czasem daję się złapać światu na ten dział reklamy. A ja zamiast trzymać się konsekwentnie ręki Boga, czasem nabieram przekonania, że dam już radę iść sam. A kończy się to zawsze tak samo... Zawsze dokładnie tak samo... Wybór dokonuje się codziennie. Musi się dokonywać codziennie. Dzień za dniem. Czy ma się lat szesnaście, czy siedemdziesiąt. Bo jest czymś absolutnie niemożliwym być i z Bogiem i ze światem. Łudząc się tą próżną nadzieją tylko traci się czas...

A ja nie mam go wiele do stracenia... Czas nie po to został mi dany... Czas... 3279 dzień mojego kapłaństwa i 253 dzień w Ameryce... Kolejny dzień walki o konsekwencję i o przynależność do Boga. Tylko do Niego. Ufam, że zasnę jako zwycięzca... Amen.

niedziela, 17 maja 2015

On też się modlił...


zdj:flickr/Shubhojit Ghose/Lic CC
(J 17,20-26)
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu modlił się tymi słowami: Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.

Mili Moi...
No i pożegnałem mojego gościa. Właśnie wróciłem z lotniska. I uświadamiam sobie powoli, że najbliższe dni będą musiały być dniami wytężonej pracy. Jakby nie patrzył, wizyta Beaty była również dla mnie jakaś formą wypoczynku. Bo choć fizycznie wysiłek był niemały, to zwiedzanie NY w miłym towarzystwie jest relaksujące...

A dziś o poranku piękne doświadczenie, którego już od lat nie zażywałem. Mianowicie - spowiedź dzieci przed jutrzejszą ich pierwszą komunią. Niezwykłe, jak głęboko te brzdące to przeżywają. Przejęte i skupione, trochę przestraszone, niektóre z kartkami, żeby niczego nie zapomnieć. Ale pomyślałem sobie dzisiaj, że byłoby cudownie, gdybyśmy się od nich uczyli. Patrzyli i naśladowali ich zaangażowanie, wiarę, otwartość na Boga i radość z przyjęcia Go w białym chlebie... No i gorliwość w podejściu do spowiedzi. Oby się to w nich nie skończyło...

Ta dziecięca wiara i małych serc tęsknota mocno dziś wpisuje się w to ewangeliczne Słowo. Wszak Jezus tęskni za nami... Dużo bardziej, niż my za Nim. To Jego dzisiejsze wołanie do Ojca - tak jakby się nie mógł doczekać, tak jakby opowiadał o szczególnie Mu drogim pragnieniu. Chcę, żeby ci których mi dałeś byli ze mną tam, gdzie ja i żeby widzieli moją chwałę, którą mi dałeś... Tato, tak bardzo chciałbym im wszystko pokazać, oprowadzić ich, patrzeć jak ich twarze coraz bardziej zdumione wyrażają ten ogrom szczęścia, który tylko Ty możesz człowiekowi sprezentować... Żeby się przekonali na własne oczy, że wszystko już dla nich przygotowane, że Ty naprawdę myślałeś o każdym z nich przed założeniem świata, że tych mieszkań jest rzeczywiście wiele i dla nikogo nie zabraknie. A jeśli stoją puste, to tylko w wyniku ludzkiego wyboru. Wolnego wyboru... Niech poznają jak cierpisz z tego powodu, niech zobaczą jak usilnie starasz się zbawić każdego z nich... Niech to wszystko stanie się dla nich jasne...

I daj im jedność... Taką jak między nami... Bo w tej jedności będą w stanie cieszyć się tym wszystkim już na ziemi. Bo jeden drugiemu będzie o tym przypominał, będą się wzajemnie zachęcać i podtrzymywać w drodze do domu. I przyjdą tam razem. Uczyń ich Tato prawdziwą wspólnotą, żeby pokazali światu, że to, co w pojedynkę niemożliwe, we wspólnocie jest łatwe i osiągalne... Tato przekonaj ich, że nie powołałeś ich do samotnej pieśni, że potrzebują siebie nawzajem... I potrzebują Ciebie... Przekonaj ich...

Lubię słuchać tej Jego modlitwy... Uczę się...

PS. A na koniec zamieszczam zdjęcie, które obrazuje mały sukces, który jest dla mnie źródłem wielkiej radości... Niektórzy widzą na żywo, niektórzy wkrótce zobaczą :) Ale nie byłoby tego bez M - mojej specjalistki od żywienia... Więc oklaski tylko jej się należą :)





sobota, 16 maja 2015

tyle do zrobienia...



(J 16,20-23a)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać.

Mili Moi...
No niby dwa ostatnie dni nieco wolniejsze, bo mój gość znów przejęty przez dobrych ludzi, tudzież samodzielnie podróżujący, ale wieczory mocno pracowite. Zwłaszcza wczorajszy. Zakończyliśmy nasze rekolekcje ewangelizacyjne. I znów musze napisać coś, co wielokrotnie już pisałem na tych łamach, ale nie sposób nie wspomnieć... Nowi ludzie! Piękni! Przebudzeni! Radośni! Zawsze mi się łezka w oku kręci z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że po raz kolejny udało mi się z kimś podzielić Bogiem, którego znam od lat, Bogiem Miłości, którego z niemałym zdziwieniem ale i z wielką tęsknotą wszyscy każdego dnia na nowo odkrywamy. Uczestnicy tych rekolekcji od niedawna bardzo świadomie i z dużym zaangażowaniem. Po drugie dlatego, że trochę mi smutno - wciąż zbyt mało ludzi zewangelizowanych, wciąż poczucie, że można by robić więcej, wciąż żal, że tak niewielu się decyduje na to ryzyko wiary... Ale muszę mieć cierpliwość i pozwolić działać Panu w wybranym przez Niego czasie... Zobaczymy w środę, na następnym spotkaniu naszej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym ilu z uczestników zdecyduje się formować dalej w ten nasz, charyzmatyczny sposób, ilu odpowie na nasze zaproszenie do przyłączenia się do tego wielkiego i ciągle rosnącego ruchu ewangelizacyjnego.

Dziś przeżyłem doświadczenie, które nazwałbym ewangelicznym. Mianowicie Pan w ostatnich dniach wspomina bardzo konsekwentnie o tym, że Jego uczniowie doświadczą wielkiego niezrozumienia w świecie, będą się od tego świata znacząco odróżniać, nie zaznają w nim pokoju w tym naszym, czysto ludzkim rozumieniu. Nawet dzisiejszy fragment Ewangelii mówi o tym, że świat będzie reagował dokładnie odwrotnie od spodziewanych i przewidywanych reakcji. I to będzie rodzić smutek.

Ja tego smutku dziś doświadczyłem. Ostatnim punktem naszego podróżniczego dnia był widok na Manhattan z miasteczka Weeehawken. Kiedy tam spacerowaliśmy bulwarem zaczął ze mną gawędzić człowiek, który siedział tam ze swoją żoną. Oczywiście tematem wywoławczym mój habit - co on oznacza, bo pan nie wie... A potem wciągająca debata, niestety przekraczająca moje skromne możliwości językowe. Przy trzecim, czy czwartym temacie nabrałem podejrzeń, przy kolejnych upewniłem się całkowicie. Świadek Jehowy. Co więcej - pan o wyraźnie arabskim typie urody, żona, jak się okazuje - Polka. Ale nawet kiedy teraz na spokojnie przypominam sobie tę naszą rozmowę, mam wrażenie, że dotknąłem czegoś, co właśnie św. Jan definiuje jako "świat", czyli coś całkowicie Bogu przeciwnego. Jak podstępnie i z jaką determinacją, a jednocześnie łagodnie i niefrasobliwie ów człowiek sączył fałszywą naukę w nasze uszy. Jak przykro jest sobie uświadomić właśnie w dzień po zakończeniu rekolekcji, że na świecie żyje mnóstwo ludzi, którzy nie tylko nie znają Boga Miłości, ale co więcej tkwią w fałszu i powielają niesamowite błędy nie wahając się "sprzedawać ich" w każdych dostępnych okolicznościach, każdemu, kto tylko zechce ich słuchać...

Jeśli emisariusze błędów są tak aktywni, to co z nami? Zobaczcie ile mamy do zrobienia! Jeśli nie my, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy? Jezus żyje! I Jemu chwała... Niech kiedyś zagości również w sercu Abdula (bo tak nam się pan przedstawił) i jego polskiej żony...