niedziela, 29 marca 2015

Życie wciąż trwa...



45 Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. 46 Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. 47 Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: "Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? 48 Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród". 49 Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: "Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, 50 że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród". 51 Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, 52 a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. 53 Tego więc dnia postanowili Go zabić. 54 Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. 55 A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. 56 Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: "Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?" 57 Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać. J 11 45-57

Mili Moi...
Piękny, śnieżny dzień powoli zbliża się do kresu. Padam na pyszczek, jak zresztą w niemal każdą sobotę. Powtórzę to po raz milion pierwszy - nie cierpię weekendów, kocham poniedziałki. A dziś poza polską szkołą, w której dawno nie byłem (a bo to rekolekcje, a bo to odwołana przez śnieg), wybrałem się na poszukiwania kartek świątecznych. A po powrocie nawet z chęcią bym je zaczął zapełniać treścią, ale dziś nie bardzo się dało... Bo wieczorem kolejny dzień skupienia i trzeba było się nieco przygotować. Dziś mówiliśmy o Słowie i Jego działaniu w nas - lectio divina do przypowieści o siewcy. Frekwencja nie była powalająca, ale wierzę, że byli ci, których chciał mieć tam Jezus i mam szczerą nadzieję, że przeżyli z Nim to, co On sam dla nich zaplanował. A ja cieszę się, że mogłem być narzędziem - choć przez chwilę.

A przed chwilą dotarł do nas ksiądz Jan, nasz zaprzyjaźniony senior, który jutro będzie nam pomagał w spowiedzi i złapał się za głowę wołając - chłopie, trzy godziny adoracji? I księża z ludźmi w kościele? Przecież tego tu nikt nie robi... Jak się wieść rozejdzie, to będziecie mieli pełen kościół, bo ludzie tego szukają... Oby prorocze były jego słowa. Oby nasz kościół się zapełniał. A my... przecież właśnie od tego jesteśmy...

Tak sobie myślę, że za czasów Jezusa życie ludzkie nie miało wielkiej wartości. Ludzie z pewnością nie żyli zbyt długo, a liczne choroby i najazdy wrogów pewnie również nie czyniły tego życia dłuższym. Znacznie częściej też wydawano wyroki śmierci. Ale postawa prominentnych Żydów jest mocno naiwna. Wydaje im się, że ten drastyczny sposób zamknięcia ust Jezusowi okaże się skuteczny... Jakiś czas później, jeden z nich, Gamaliel, okaże się nieco mądrzejszy, i kiedy będzie się odbywał sąd nad Apostołami, powie do swoich braci z Wysokiej Rady - baczcie, abyście nie walczyli z samym Bogiem... Ale to jeszcze nie teraz. Na razie głos ma Kajfasz, który nie wykraczając poza próg doczesności, jest przekonany, że wystarczy zamknąć jedne usta i wróci względny spokój...

Ale świat już zapłonął... Zbyt wiele uszu i serc zostało otwartych. Tego pożaru nie da się już zatrzymać. On zapłonął i trwa do dziś... I choć wielu kolejnych władców wciąż z uporem maniaka mordowało chrześcijan, łudząc się, że położą tamę tej życiodajnej fali, to na krwi pomordowanych wyrastały nowe pokolenia. I dziś nie będzie inaczej... Czy z rąk islamistów, czy z rąk odzianych w garnitury władców tego świata, którzy przecież tylko podpisują dokumenty, chrześcijanie nieustannie giną. Ale to ofiara, której sens zobaczą kolejne pokolenia...

Kiedy dziś czytam, że w samej Francji, w najbliższą sobotę, podczas Wigilii Paschalnej chrzest przyjmie pięć tysięcy ludzi, to myślę sobie, że ta życiodajna łaska wciąż wypływa z serca Tego, któremu tak brutalnie odebrano życie, a któremu na imię Jezus. I wierzę głęboko, że tym pięciu tysiącom nikt nie zamknie ust...

sobota, 28 marca 2015

zebrać wszystko...


zdj:flickr/Neal./Lic CC
(J 10,31-42)
Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować? Odpowiedzieli Mu Żydzi: Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga. Odpowiedział im Jezus: Czyż nie napisano w waszym Prawie: Ja rzekłem: Bogami jesteście? Jeżeli /Pismo/ nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże - a Pisma nie można odrzucić to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: Bluźnisz, dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Mili Moi...
No i o poranku zawisłem na telefonie... Zadzwoniłem do urzędu od prawa jazdy, żeby umówić egzamin praktyczny... Przypomnę, wczoraj otrzymałem propozycję 24 czerwca. Dziś o poranku miły pan poinformował mnie, że jeśli chcę, mogę zdawać 4 kwietnia. Wielka Sobota... I takie moje małe wydarzenie. Zobaczymy co z tego będzie. Jeszcze tylko ośmiogodzinny kurs dotyczący alkoholu i narkotyków i mogę się stawić na egzamin. Oczywiście ratuje mnie jeszcze fakt, że mam polskie prawo jazdy, które zwalnia z dziewięćdziesięciodniowej przerwy między testami a egzaminem praktycznym. A niby tu wszystko takie proste... Matko...

Czwarte kijaszki w tym tygodniu... To już jakieś rekordy są. Ale trzeba korzystać z chwil wiosny. Jutro znów ma u nas spaść śnieg, więc nie ma co czekać. W Polsce za to wiosna, tak przynajmniej jaskółki donoszą. A jestem przekonany, że kiedy przylecę w czerwcu... będzie 15 stopni...

Za który z moich czynów chcecie mnie zabić - pyta Jezus? Nie za czyn, ale za bluźnierstwo - odpowiadają przywódcy ludu. Pisałem już o tym, że boskość Jezusa to element układanki, którego nie chcą uwzględnić Żydzi, zwłaszcza ci prominentni. Ale kiedy atmosfera wokół Jezusa się zagęszcza, kiedy naprawdę przestaje być miło, kiedy niektórzy chwytają za kamienie... Coraz więcej ludzi zaczyna w Niego wierzyć. Czy to nie paradoks?

A dzieje się tak dlatego, że ludzie zaczynają kojarzyć fakty. Co więcej, większość tych faktów dokonała się właśnie wobec nich, wobec ludzi prostych, którzy umieli je właściwie odczytać. Teraz zebrane razem stanowią znakomity fundament dla decyzji wiary. Cofają się nawet wstecz, do nauczania Jana Chrzciciela, który wprawdzie nie czynił cudów, ale którego słowa okazały się prawdziwe.

I to wszystko mi tak bardzo na nowo przypomina wartość Słowa w życiu chrześcijańskim. Przecież my je powinniśmy mieć "w paluszku". Wszak ono nam opisuje fakty z Jezusowej ziemskiej działalności. One muszą być nieustannie wspominane i celebrowane. Bo one wciąż są źródłem wiary. Mało tego. Do nich dołączają przecież fakty z naszego życia. I takich nie brakuje. Momenty szczególnej interwencji Boga. Jego łaski. Gdyby do tego, co Jezus zdziałał dodać to, czego nauczał... To dopiero fundament... Nie wierzyć wobec tego? To nie możliwe...



piątek, 27 marca 2015

w kierunku ważnych pytań...


zdj:flickr/Peat Bakke/Lic CC
(J 8,51-59)
Jezus powiedział do Żydów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki. Rzekli do Niego Żydzi: Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy - a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz? Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy - kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień - ujrzał /go/ i ucieszył się. Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem. Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

Mili Moi...
Wczoraj piękny dzień, a zwłaszcza wieczór. Wszak Zwiastowanie Pańskie to również dzień świętości życia. Dlatego w naszej parafii 45 osób podjęło się duchowej adopcji dziecka poczętego. Mam z tego ogromnie dużo radości i już oczami wyobraźni widzę tę procesję z darami 25 grudnia, w której każda z tych osób będzie niosła małą świeczkę jako symbol uratowanego życia. Cieszy mnie również, że grupa ta składała się z ludzi w różnym wieku, bo to wyraźnie pokazuje, że problem obrony życia staje się tematem ważnym dla coraz młodszych ludzi. Piękny wieczór zakończyliśmy projekcją filmu poświęconemu obronie życia.

A dziś... O. Miś pojechał zmierzyć się po raz drugi z tematem "prawo jazdy". Dobrze, że wyjechałem wcześniej, bo oczywiście już przy rejestracji okazało się, że w papierach dostarczonych przeze mnie są dwie koperty zaadresowane na mnie (każdy musi przedstawić dwa listy jako dowód, że tu rzeczywiście mieszka), tyle, że obie nadeszły z kurii biskupiej, a nie mogą pochodzić z tego samego adresu. Nie ma zmiłuj... Smagłolica urzędniczka kazała mi przekładać wizytę... Ale ja stwierdziłem, że się nie poddam i nie będę trzech kolejnych miesięcy czekał na możliwość zdawania... Wskoczyłem w samochód, wróciłem do domu, wziąłem co trzeba i zdążyłem nawet przed czasem.

Po pierwszym nastąpiło drugie okienko, gdzie pani długo wpatrywała się w komputer, a potem stwierdziła, że... są jakieś problemy imigracyjne. Ja jej na to - no jakie kobieto? A ona, że nie wie, ale musi zrobić kopie moich kwitów, wysłać je do jakiegoś urzędu, skontaktują się ze mną za dwa tygodnie i wówczas będę mógł... na nowo wyznaczyć spotkanie... No prawie tam zacząłem szlochać, ale w sercu cały czas modliłem się do Ducha Świętego, bo tylko On mógł tu zaradzić... No więc ona, że pójdzie do swojego przełożonego, ale że to i tak nie ma sensu, bo nic nie mogą dla mnie zrobić... Wróciła za 10 minut i kazała czekać... Bo coś tam właśnie robią... Ale prawdopodobnie nic i tak z tego nie będzie... Za następne 10 minut przyszła następna pani i zadeklarowała, że wszystko jest ok.

No to na testy oczu... Z duszą na ramieniu. Wszak poprzednio właśnie na nich oblałem... Podszedł do mnie wielgachny Afroamerykanin, a ja go pytam - czy każe mi zaglądać w maszynkę znowu, czy może opinia okulisty wystarczy... On udaje, że mnie nie słyszy... To ja znowu swoje... Na co on stwierdza - okulista wystarczy... No prawie mu się rzuciłem na szyję, bo pewnie znów w tej maszynce nic bym nie zobaczył. Ale poskromiłem siebie i zasiadłem przed komputerem. Dwadzieścia pytań... Test zajął mi siedem minut. Pytania były trudne... Żeby dla przykładu... Czy dobry słuch podczas jazdy - a) pomaga, b) przeszkadza, c) nie ma wpływu na jazdę? Albo... Ustawiając lusterko w samochodzie powinieneś w nim widzieć - a) czubek swojej głowy, b) głowy pasażerów z tyłu, c) tylną szybę? Czy też... Widząc przechodnia z biała laską lub psem przewodnikiem powinieneś - a) zatrąbić, b) przyspieszyć, c) bezwzględnie ustąpić pierwszeństwa? Może tyle wystarczy... Na 20 pytań miałem 20 dobrych odpowiedzi :) Prawdziwy drogowy geniusz... :) Ale to jeszcze nie koniec... Następne okienko to umawianie jazdy... Najbliższy termin - 24 czerwca... Ale mam jeszcze dzwonić :)

A Słowo... Gdyby nawet przyjąć, że Żydzi naprawdę chcą zrozumieć Jezusa... Czyli gdyby odsiać cała ich zawiść, cynizm, dwulicowość i inne przywary, to do ułożenia tej układanki brakuje im jednego, najistotniejszego elementu, który Jezus im nieustannie podsuwa, a który oni nieodmiennie lekceważą. To Jego bóstwo... Na to Żydzi w żaden sposób nie mogą przystać. A bez dopuszczenia tej prawdy do ludzkiego umysłu, zrozumienie tajemnicy Jezusa jest niemożliwe...

Co więcej, gdyby uznać za prawdę, że On jest Bogiem, to jak bardzo musiałoby się zmienić ich życie. Wygodniej więc zaprzeczać. Wygodniej dławić wątpliwości. Wygodniej dyskutować zażarcie. To odwraca myślenie od sedna problemu - kim On jest? A przyznacie, że od odpowiedzi na to pytanie zależy bardzo wiele... Tak wówczas, jak i dziś...

PS. Wszystkim, którzy modlili się wraz z nami za S. bardzo dziękuję... Niebieski Ojciec pozwolił jej wrócić do domu... Wierzę, że w Nim jest bezpieczna i szczęśliwa.

środa, 25 marca 2015

wciąż daleko...


zdj:flickr/Christolakis/Lic CC
(J 8,21-30)
Jezus powiedział do faryzeuszów: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie? A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich. Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Mili Moi...
No i kolejny dzień gdzieś uciekł. Dziś pogrzeb W, którego kilka dni temu namaszczałem. Sporo ludzi. Modlitwa po polsku, co zdejmuje ze mnie nieco stresu i pozwala zawsze powiedzieć więcej. Mówiłem o Bogu Miłości, który czeka na nas w domu. Jego tęsknota dobiega kresu, kiedy zaprasza nas do powrotu. Nasza, tu, na ziemi, zwykle się wówczas rozpoczyna. Ale i ona się skończy. To tylko kwestia czasu...

Potem spotkanie w sprawie liturgii Wielkiego Tygodnia, która tu swoimi, utartymi, zwyczajowymi torami się dokona. A ja będę próbował się w niej odnaleźć. Ten rok, to zdecydowanie obserwowanie. Trzeba się nauczyć, zobaczyć co jest i skonfrontować w prawdzie z tym, co mogłoby być. Poznawać i doświadczać. Nie zmieniać. Choć muszę przyznać, że jak na nasze możliwości i tak wszystko dokonuje się z rozmachem. I to cieszy. Wszak to najważniejsze dni w Kościele i wszyscy winni to odczuć...

U nas już wiosennie... Choć temperatura minus dwa, to jednak słonko wzywa... Dzisiejsze kijaszki uważam za bardzo udane. A z internetowej mapy wynika, że robię trasę o długości niemal 5,5 kilometra, więc nie jest tak źle... Choć musze ją pewnie wydłużyć, bo "wystarcza mi jej" zaledwie na 50 minut.

Są takie fragmenty Słowa, nad którymi doznaję takiego niezwykłego zachwytu, a jednocześnie niespokojnego poruszenia wewnętrznego, które uzmysławia mi jak mało ciągle rozumiem. Dzisiejsza Ewangelia do takich fragmentów należy. Jezus wprowadza mnie w najgłębszą tajemnicę swojej relacji z Ojcem. Objawia kolejne jej elementy. Próbuje wskazać na najgłębszy sens swojej misji. Na jej źródło, które ma początek w Ojcu. A ja???

No właśnie... Ja... W takich chwilach zawsze uświadamiam sobie, że zajmuję się tysiącem rzeczy niepotrzebnych, podczas gdy prawdziwe życie dokonuje się gdzieś obok. Bardziej przeczuwam, niż pojmuję, że w tym, co On mówi chodzi o coś niesłychanie ważnego, czego wciąż nie rozumiem, bo gdybym rozumiał, moje życie z pewnością wyglądałoby inaczej. Mianowicie byłoby dużo bardziej zaangażowane w Jego sprawy, oddane i całkowicie podporządkowane Jemu. Bo cóż może liczyć się bardziej, niż miłość Ojca i Syna, która skłania ich do pochylenia się nade mną i nad Tobą...? Co jest w naszym życiu ważniejsze, niż usłyszenie dzisiaj - pomrzecie w grzechach swoich - jeśli nie uwierzycie? Jeśli nie uwierzycie... Nie uwierzycie... Uwierzycie... Czuję, że ciągle mi do tej wiary daleko. Bom ciągle "z niskości"... Chwała Jemu, że ma tyle cierpliwości i wciąż przychodzi do mnie "z wysoka"...


wtorek, 24 marca 2015

kamień...


zdj:flickr/K0P/Lic CC
(J 8,1-11)
Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Mili Moi...
No jak ja lubię poniedziałki... Dziś dzień odpoczynku na całego. Nie oznacza to całkowitego nieróbstwa, bo to zwykle dzień zakupów, które zajmują całkiem sporo czasu. A dziś wśród zakupów znalazł się również bilet lotniczy... Kiedy przylatywałem do USA zakupiłem również bilet powrotny. Więc 3 czerwca wracam do Polski przez Berlin. Ale wygląda na to, że po wakacjach wrócę do Bridgeport, zatem należało zakupić jakiś bilet. Okazało się, że w dwie strony to nie bardzo jest możliwe, więc tymczasem w jedną. Piękne, upatrzone w piątek połączenie za rozsądną cenę dziś okazało się już nieaktualne. Cóż było robić... Trzeba było znaleźć inne. Mniej komfortowe jeśli idzie o termin, ale za to odkryję nowe lotnisko, bo wracam z Krakowa przez Oslo :)

A spacer z kijaszkami dzisiaj jaki cudowny... Zimny wiatr, ale słońce wysoko... Aż chce się dziękować Panu za ten piękny świat i za to, że wciąż pozwala mi go oglądać.

Lęk przed śmiercią dziś stanął mi przed oczami... Tak wiele osób go odczuwa, niepokojąc się o to, że umrą, kiedy umrą, w jakich okolicznościach się to dokona. Martwimy się czasem o to, co zupełnie od nas nie zależy i na co nie mamy najmniejszego wpływu. Tymczasem dziś Słowo pokazuje, że prawdziwym źródłem śmierci jest grzech. I to jest śmierć, którą sami sobie fundujemy. Ale zwykle nikomu nie przychodzi do głowy w jakikolwiek sposób się jej obawiać...

To spotkanie kobiety z Jezusem, kobiety, która sprzedała prawdziwą radość za kilka chwil przyjemności i jak każdy grzesznik zakładała pewnie, że jeszcze tym razem się uda jest wstrząsające, bo tu rzeczywiście chodzi o życie. Ona wie, że za chwilę umrze i właściwie nie ma już dla niej nadziei. Może ewentualnie sposób tej egzekucji podlega dyskusji (mężatki czasem duszono zamiast je kamienować), ale z pewnością nie to, że ona umrze. I co więcej - zasługuje na śmierć. Świadomy wybór człowieka - nikt jej nie zmusił, nikt nie groził. Wybrała coś, o czym wiedziała, że jest obrzydliwością w oczach Bożych. Wiedziała też jaką sankcją karną jest to obwarowane (co dla współczesnych liberałów i demokratów musi być potężnym wstrząsem). A przecież wybrała... Nie może więc liczyć na współczucie. Nie ze strony człowieka...

Ale Bóg współczuje ludzkiej biedzie zwanej głupotą. Bóg się lituje. Nigdy i nigdzie Jezus w takich sytuacjach nie mówił, że to nie jest problem i nie stało się właściwie nic strasznego. On nie zdejmuje z grzesznika odpowiedzialności i nie tłumaczy go. Ale usprawiedliwia przyjmując śmierć na siebie. Bo każdy grzech jest śmiercionośny i prędzej, czy później ta śmierć zastępuje życie... Na własne życzenie...

Odsyłając ją wskrzeszoną daje jej wskazówkę, która z pewnością mogłaby ją uchronić przed powtórzeniem sie takiej sytuacji. Ale czy kobieta skorzystała z Jezusowej rady? A ja korzystam? A ty...?



poniedziałek, 23 marca 2015

cienie cieni...

zdj:flickr/Will Thomas - Creative Commons Account/Lic CC
(J 12,20-33)
Wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon /Bogu/ w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: Panie, chcemy ujrzeć Jezusa. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, wsław Twoje imię. Wtem rozległ się głos z nieba: Już wsławiłem i jeszcze wsławię. Tłum stojący /to/ usłyszał i mówił: Zagrzmiało! Inni mówili: Anioł przemówił do Niego. Na to rzekł Jezus: Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie. To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.

Mili Moi...
Artystyczne wrażenia wczorajszego wieczoru wciąż jawią mi się jako niemożliwe do opisania... Otóż byłem na koncercie grupy "Celtic Woman", na który zabrali mnie moi przedobrzy parafianie. Tę grupę odkryłem już dawno temu i nawet zakupiłem w Polsce płyty, które wożę w samochodzie do dziś. Ale nie marzyło mi się nawet być na ich koncercie. A tu taka niespodzianka (bo była to rzeczywiście niespodzianka). U końca wpisu filmik z piosenką, od której moje przyjaźń z tymi paniami się zaczęła... A wczoraj? No pięknie było... Naprawdę pięknie. Jeszcze tylko koncert Josha Grobana i Hillsong United i będę całkowicie usatysfakcjonowany...

Wróciłem w nocy, a dziś od rana cotygodniowa, niedzielna walka o zbawienie dusz... Spowiedzi coraz więcej, jak to przed świętami. Dwie Eucharystie, dziś ze szczególną zachętą do duchowej adopcji dziecka poczętego, którą chcemy podejmować w naszej parafii w środę. A po Mszy wycieczka do Clifton i tam dwie godziny pomocy w spowiedzi przedświątecznej. Przy okazji spotkałem księdza Adama, który prawie trzy lata temu, kiedy po raz pierwszy byłem w Stanach, był przewodnikiem naszej małej grupki po New Yorku. Jakiż ten świat jest mały...

A dziś Grecy szukają Jezusa... Chcą Go zobaczyć... Żebyż tak katolicy oddali się podobnym poszukiwaniom. Ale większość z nas jest przekonana, że już znaleźliśmy i nic więcej czynić nie trzeba. Widzimy cienie cieni, ale to nam wystarcza. Nie ma w nas żaru poszukiwania Prawdy. Jesteśmy zadowoleni z tego, co mamy, bo i tak wydaje nam się, że mamy więcej, niż "oni" - niewierzący.

Ale Jezus wcale dziś się Grekom nie objawia. Nie woła ich i nie pokazuje im się tak po prostu. Wręcz przeciwnie - wypowiada długi monolog... wobec swoich uczniów. Po co? Bo jeśli oni zrozumieją Jego tajemnicę, to będą mogli "objawiać Jezusa" również wówczas, kiedy Go już na ziemi fizycznie nie będzie. Muszą jednak podjąć wysiłek zrozumienia.

Odwieczne marzenie Boga - dać się poznać człowiekowi... Ale nie tak całkiem za darmo. Bo Bóg już wie, że tego człowiek nie uszanuje. Ceną jest wysiłek poszukiwania Boga, który wcale nie chce się ukrywać i z miłością objawia się tym, którzy Go szukają...

Modlę się dziś, żeby wołanie Greków - Panie, chcemy zobaczyć Jezusa, stało się również moim i Waszym wołaniem...




sobota, 21 marca 2015

stracony czas...


zdj:flickr/JonathanCohen/Lic CC
(J 7,1-2.10.25-30)
Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić. A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie. Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest. A Jezus, ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał. Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

Mili Moi...
Radości dużo... Bo wczorajsze rekolekcje zgromadziły czterdzieści pięć osób, które w nie juz na poważnie weszły... Ufam, że nic już im nie przeszkodzi w ich ukończeniu. Tym bardziej, że to, co najtrudniejsze (początek) mają już za sobą. To jest dokładnie taka liczba ludzi, której nasza wspólnota może posłużyć. W tym też upatruję wyraz Bożej troski. Ani mniej, ani więcej...

A dziś rano wybrałem się do Clifton, do polskiej księgarni katolickiej, prowadzonej przez Iwonę i Andrzeja, z którymi miałem okazję ostatnio być na rekolekcjach małżeńskich... Piękni ludzie, którzy bardzo profesjonalnie prowadzą naprawdę dobrze zaopatrzoną księgarnię i sklep z dewocjonaliami. Jeśli ktoś czegoś katolickiego potrzebuje, to śmiało... Rekomenduję z całego serca. Nabyłem tam kilka rzeczy, które, myślę sobie, że nie tylko mnie ucieszą :)

Przy okazji wspomnę, że polski episkopat wydał negatywną opinię o spowiedzi furtkowej, czego należało się raczej spodziewać po krytycznej opinii Komisji Teologicznej. Trochę szkoda. Ale to orzeczenie definitywne i ono kończy sprawę, a tym samym moją posługę tą formą spowiedzi.

A poza tym? Śnieg... Takie ilości dziś się pojawiły, że jutro nawet polska szkoła odwołana... Rzecz jasna nie jestem nawet w stanie słowami wyrazić jak wielki żal odczuwam :) A swoją drogą ciekaw jestem czy ta zima kiedyś się skończy w tej części naszego globu :)

Dzień bez myślenia o Jezusie, to dzień stracony... Żydzi myśleli o Nim często, kiedy chodził po ziemi. Wzbudzał kontrowersje. Nie zawsze więc myśleli o Nim dobrze. Ale debatowali, omawiali, zastanawiali się... Kim On jest, skąd się wziął i czego chce... Nawet jeśli ich wnioski były całkowicie błędne, Jezus był tematem. Było tak dlatego, że sfera religijna była dla Żydów czymś niesłychanie istotnym. Z pewnością nie była li tylko dodatkiem do życia, ale jego treścią.

Dziś, mam takie wrażenie, Jezus nie jest tematem. I to nie tylko dla pogańskiego świata, ale również dla chrześcijan. No bo co my jeszcze nowego na Jego temat możemy się dowiedzieć, co pomyśleć? Tyle jest rzeczy, o których myśleć trzeba... Jezus ma swoje miejsce przy pacierzu. I tam niech zostanie... Ale czy choćby tam? Czy w tym odmówionym w pośpiechu, albo w łóżku, składającym się z trzech modlitw pacierzu naprawdę chodzi o Jezusa?

Dzień bez myślenia o Nim, to dzień stracony... Ba, godzina bez myśli o Nim, to wielka strata... Nie traćmy, bo nie po to zostaliśmy stworzeni...