wtorek, 15 kwietnia 2014

a była noc...


zdj:flickr/ldysw357/Lic CC
Mili Moi...
No i wczoraj wylądowałem w Gnieźnie. Trzy dni posługi w konfesjonale. Nie jakoś szczególnie intensywnej, bo cztery godziny słuchania dziennie to nie jest jakoś szczególnie dużo. Ale zmęczony jestem raczej czym innym. Powierzchownością. Zawsze miałem i mam dużo cierpliwości w konfesjonale i nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło mi się na nikogo tam nakrzyczeć. A tu czasem mam ochotę... Z bezsilności, z żalu, ze złości, że ta łaska sakramentu rozbija się o jakąś totalną niewrażliwość serca. Bardzo się modlę o łaskę mądrego i delikatnego prowadzenia dusz i mam szczerą nadzieję, że choć jedno, czy dwa słowa do tych tradycyjnych, wielkanocnych penitentów dotrą... A błogosławię Pana, kiedy czasem pojawia się ktoś, kto swoją tęsknotą za Bogiem wgniata mnie w fotel. Jak dobrze, że i tacy ludzie się pojawiają. Czerpię z nich wielką pociechę...

Lada dzień Święte Triduum... W czwartek zmierzam do Krakowa. Tam mam spędzić tegoroczne święta. We wspólnocie sióstr nazaretanek. Tak trochę inaczej... Nikt, niczego ode mnie nie chce (w sensie liturgicznym rzecz jasna). Stanę sobie cichutko w kącie i będę przeżywał, nasycał się łaską. Nikomu nieznany, przez nikogo niezauważony, nie rzucający się w oczy... Chyba mi tego bardzo potrzeba na ten czas...

A w Słowie szczególnie uderza mnie dziś ta noc, w którą wychodzi Judasz po spożyciu kawałka chleba... Może właśnie dlatego, że tak bardzo mnie zasmuca brak refleksji wśród ludzi nad swoim postępowaniem. On też czuł się w porządku. Podejrzewam, że podobnie jak pozostali uczniowie był w stanie czynić znaki i cuda. Wszak Jezus wszystkich ich wyposażył w moc wysyłając na głoszenie nauki. Miał wszystko to, co inni. Niczego mu nie brakowało... Może poza przekonaniem, że Jezus wie co robi. Może poza wiarą, że Jemu można zaufać. Może poza świadomością, że on, Judasz, może nie wiedzieć wszystkiego... Wyszedł natychmiast. A była noc. To jest czas demona, czas panowania ciemności. Oddalił się od światła i dał się zwieść. Zaufał sobie i odszedł w niebyt... Bardzo się martwię, że sporo osób w naszych kościołach przyjmuje z ręki Jezusa chleb, ale tuż po tym wychodzą w mrok. Powierzchowność, niewiara, brak jakiegokolwiek związku codzienności z Jezusem... Można mnożyć te obawy w nieskończoność... Demon, który porywa tych, którzy do Jezusa nie należą.

Nie chodzi o to, że oni są gorsi, niż inni. Zdradzamy Jezusa wszyscy tak samo. Apostołowie wszyscy się rozpierzchli, Piotr się zaparł. Ale Judasza pochłonął mrok... Ci, o których dziś piszę nie są gorsi. Są biedniejsi. Bo nawet nie wiedzą w jak wielkim niebezpieczeństwie się znajdują, nie zdają sobie sprawy z nienawiści demona, igrają z nim lekceważąc jego wpływy. Dlaczego? Bo nie znają prawdziwej potęgi Boga. I w ten sposób wszystko, co duchowe, staje się zaledwie dodatkiem do życia... Do życia??? Bez Boga nie ma życia... Jest... Mrok...

niedziela, 13 kwietnia 2014

Tydzień Wielki...


zdj:flickr/[xinita]/Lic CC
Mili Moi...
Wczoraj po północy wróciłem z Grudziądza po warsztatach powołaniowych dla sióstr elżbietanek. Muszę orzec, że pełen sukces. Przynajmniej z mojej perspektywy. Siostry zaangażowane mocno, chętnie słuchające, zapisujące skwapliwie... Ale najfajniejsza oczywiście była praca w grupach nad postaciami, które dla nich przygotowałem. Każda grupa musiała przygotować rozmowę powołaniową z kandydatką, o której nieco informacji zawierało się w przygotowanym przeze mnie profilu (a te były bardzo, ale to bardzo skomplikowane). Reszta zależała od twórczości sióstr. Mało tego, musiały ten dialog przedstawić na forum, co oczywiście było fantastyczne, bo talentów aktorskich im nie brakuje, więc mieliśmy wspaniałe teatralne przedstawienia. Oczywiście nie tylko zabawie to służyło. Chodziło o zmierzenie się z trudnymi przypadkami, empatyczne spotkanie z młodą dziewczyną, umiejętne stawianie pytań, unikanie zwrotów, które zamykają drugiego człowieka. One same poczyniły sporo obserwacji, ponieważ każdy taki dialog omówiliśmy wspólnie...

Z ciekawostek? Była z nami siostra pracująca w Norwegii (tam też elżbietanki mają prowincję). Jak się okazuje sporo powołań. Mają 14 postulantek... Wietnamek. Nie pomyliłem się :)
A w drodze powrotnej napadł mnie znienacka... fotoradar :) To już drugi w tym miesiącu. Zrobiły się ostatnio niezwykle napastliwe i agresywne. Czarna seria po prostu...

A dziś, po krótkiej nocy, udałem się do Kazimierza, aby poprowadzić skupienie dla sióstr betanek. Ważne było, bo podczas adoracji młodzież zakonna miała wyznać Jezusa Panem swojego życia. Dziewczyny czyniły to z wielkim wzruszeniem i przejęciem, co mnie bardzo cieszy, ponieważ kolejna grupa osób doświadcza Jego bliskości, czułości, a w tym kontekście również przebudzenia świadomej wiary. Dodatkowo mocno poruszające było, kiedy po młodzieży podeszła do monstrancji matka generalna tego zgromadzenia i sama również wyznała w Jezusie Pana. To tak szczególnie ważne, że ona, ta, która wszystkim zarządza, kieruje, decyduje, również klęknęła w gronie tych, które dopiero rozpoczynają i ponowiła swoje oddanie Jezusowi. A za nią skwapliwie niemal wszystkie siostry z tej wspólnoty. Potęga przykładu... Bardzo, ale to bardzo mnie to ucieszyło... Tym bardziej, że wyznanie matki było bardzo szczere.

Trudno dziś komentować Słowo. Ja wobec opisów męki Pańskiej zawsze doznaję niemego zdumienia. Staję przed Bogiem - człowiekiem, który się boi, który wyczuwa tę ludzką agresję, nienawiść, gniew skierowane przeciwko Niemu i nie reaguje. Ani ucieczką, ani walką, ani choćby słowną obroną. Wobec tych obrazów, jak zawsze nabieram przekonania, że ja nie dałbym rady zmierzyć się nawet z procentem takiego lęku, bólu, smutku. Znam siebie, a dzięki Jezusowej męce poznaję się jeszcze dokładniej. Dziękuję Mu dziś z całego serca, że uczynił to dla mnie i za mnie, że ja sam nie musze przez to przechodzić, że Jego miłość mnie uchroniła... Składam przed Nim wszelkie odmiany mojego tchórzostwa, mojej słabości i proszę, żebym choć w te święte dni Wielkiego Tygodnia mógł z Nim nieść ten Jego krzyż... Tak choć przez chwilę...

Od jutra zaczynam... 6.25 pociąg do Gniezna. Bilet już kupiony. A po południu pierwszy dyżur w konfesjonale... Małe krzyżowanie...

piątek, 11 kwietnia 2014

pytać? - nie pytać? - po co pytać?


zdj:flickr/Dom Dada/Lic CC
Mili Moi...
No to jestem w Grudziądzu... Wielki klasztor sióstr elżbietanek, w którym mieści się dom dla dziewcząt, a w którym niegdyś był dom formacyjny... Mieszkamy na korytarzu, po którym jeszcze nie tak dawno kręciły się nowicjuszki, postulantki, słowem - kandydatki do życia zakonnego. Dziś ten korytarz jest pusty... Zupełnie pusty... Ludzkiej pracy nad zmianą tego stanu są poświęcone warsztaty, które już dziś rozpoczęliśmy w gronie sióstr. Zjechały się z całej Polski, a nawet z Norwegii. Jutro czeka nas ciężki dzień pracy. Dziś zaczęliśmy duchowo. Drogą Krzyżową, o której dowiedziałem się tuż przed nią, więc popłynęła całkowicie z serca (trwała przez to 45 minut:), Eucharystią, a po niej... filmem. Obejrzeliśmy wspólnie "Bezcenny dar", piękny film o dojrzewaniu do miłości... Wszystkim polecam...

Dziś też nawiedziłem mojego najlepszego przyjaciela z liceum, Dawida, który wczoraj obronił doktorat z ekonomi... Kiedy siedzieliśmy w jednej ławce na łacinie, w życiu bym nie powiedział, że mój przyjciel "Misiek" będzie doktorem ekonomii. Żona, dwoje dzieci, codzienna praca, budowa domu i pisanie doktoratu. Jestem pod wielkim wrażeniem tego wyczynu i chylę czoła przed tym człowiekiem i jego rodziną, która to udźwignęła. Piękni ludzie...

A Żydzi dziś znowu swoje... Ta rozmowa przypomina dialog przez szybę. Dwa światy, które nie mogą się spotkać. A właściwie jeden nie chce spotkać drugiego. Nie ma miejsca w ich sercach, szczelnie wypełnionych schematami myślenia. I nawet Bóg tych schematów nie pokona. Nie ma w nich na to zgody... Przychodzi więc ostatecznie taki moment, w którym Jezus się wycofuje. Uczynił wszystko, co możliwe, ale nie padły właściwie pytania. Pojawiły się złośliwe, płytkie, pełne zawziętości, banalne, ale nie właściwe. Jakie byłyby te właściwe? Myślałem o tym dziś...

Może takie jak zadawał Nikodem... Jak to możliwe, żeby człowiek narodził się powtórnie? Może takie jak Tomaszowe - nie wiemy dokąd idziesz, jakże więc możemy znać drogę? Może Janowe - czy Ty jesteś tym, na którego czekamy, czy inny będzie Mesjaszem? Wszystkie one miały jedną wspólną cechę - domagając się odpowiedzi od Jezusa, miały doprowadzić pytających do prawdy. Tą byli oni zainteresowani. Żydzi zaś stawiali mnóstwo pytań, ale... oni już znali odpowiedzi...

I to chyba kolejna różnica, którą dziś rozpoznałem między wątpieniem, a zwątpieniem. Subtelna. Niczym ta pojedyncza litera. Człowiek, który wątpi, stawia pytanie i szuka odpowiedzi. Ten zaś, który pyta, ale odpowiedź go nie interesuje, zwątpi... Prędzej, czy później... A od zwątpienia do niewiary już tylko jeden krok... A w niewierze już nie ma pytań. I koło sie zamyka... A wszystko kończy się obumieraniem wewnętrznym... Śmiercią duchową... Pustką... Nienawiścią... Krzyżem zgotowanym innym...

Wiele wątpić, aby nigdy nie zwątpić... Ot, taka dewiza dnia....

czwartek, 10 kwietnia 2014

uczciwość....


zdj:flickr/Sheba_Also/Lic CC
Mili Moi...
No naprawdę żal odjeżdżać... Rekolekcje w Jeleniej Górze zakończone. Doświadczyłem tu nieprawdopodobnej życzliwości przede wszystkim od ludzi. Mnóstwo osób przychodziło podziękować, podzielić się swoimi wrażeniami. To takie ważne dla rekolekcjonisty - mieć świadomość, że jego słowo jakoś trafiało do słuchaczy. Co będzie z nim dalej? Jeden Pan Bóg wie... Ja jestem szczęśliwy, że znów mogłem głosić, a wszelkie pochwały oddaję Panu, bo wiem doskonale, że od Niego mam wszelkie dary. Wczoraj wieczorem zakończyliśmy wszystko Mszą Świętą z Modlitwą o Uzdrowienie. Posługiwał fantastyczny zespół, posługiwały grupy wstawienników z jednej z miejscowych wspólnot Odnowy w Duchu Świętym. Było naprawdę pięknie. I bardzo, ale to bardzo dużo ludzi. Skończyliśmy po 22.00. Wśród wielu głosów, najbardziej uderzył mnie jeden - młoda kobieta, która przyszła i stwierdziła - ojcze, dziękuję, nigdy dotąd czegoś podobnego nie przeżyłam... Ufam, że to pierwsze przeżycie poprowadzi ją ku następnym...

A za chwilę trzeba wsiąść w maszynę i jechać... Dzień cały.... Do Sztumu, żeby jutro rozpocząć osławione warsztaty powołaniowe dla sióstr w Grudziądzu.... To będzie dopiero ciekawostka :) Będę informował możliwi na bieżąco :)

A dziś próba kamienowania Jezusa... Żydzi dokładnie wiedzą za co... Oni nie traktują Go jak zaburzonego psychicznie, jak megalomana, na którego nie warto zwracać uwagi. Nie. On jest świadomym bluźniercą, który czyni siebie równym Bogu. Dla nich słowa Ja Jestem brzmią całkiem klarownie i jasno, oni je bardzo dobrze zrozumieli i chwycili za kamienie...

Szkoda, że nie zrozumieli Go wcześniej. A właściwie, szkoda, że nie chcieli Go zrozumieć. Jezus nie współczuj ich błądzeniu, ale wprost nazywa ich kłamcami. To nie pomyłka, nie słabość intelektualna, nie nieumiejętność zrozumienia, ale świadoma odmowa, świadome zaprzeczanie, wybiórczość. Przy takiej postawie nie ma szans na poznanie. Dlatego mówi do nich od kilku dni - nie znacie Ojca. Nie możecie Go znać, ponieważ Jego traktujcie dokładnie tak jak mnie. Selektywnie. Wybieracie sobie prawdy, które są dla was wygodne, a odrzucacie te, które zaburzają wasz święty spokój. To nie mojego Ojca czcicie, ale wasze własne wyobrażenia o Nim...

Uczciwość w poszukiwaniach. Jak cenna to cecha. Przekonałem się o tym choćby wczoraj, kiedy przybył na rozmowę pan Z. Burzliwa przeszłość, były wojskowy, niezwykle inteligentny, oczytany, kulturalny, inżynier. Zainspirowany katechezą dla związków niesakramentalnych zdobył się na odwagę. Człowiek z ostatniej ławki. Wiele bolesnych tematów. Wiele żalu. Ale i niemało pytań. A przy tym brak zażartości dyskutanta, ale szczere pragnienie, aby zrozumieć. Nie zgodziliśmy się w wielu punktach, ale... Wziął adres mailowy z deklaracją, że przemyśli i odezwie się. I jestem przekonany, że to zrobi. Uderzyła mnie jego uczciwość. I ona jest dla mnie gwarantem, że znajdzie Prawdę, bo wobec tak uczciwych poszukiwaczy Jezus staje się jej Objawicielem. Przed kłamcami, cynikami, pyszałkami zakrywa swoje Oblicze. Brak im dyspozycji do przyjęcia Prawdy.

Dziś wołam do Ojca Abrahama, aby nauczył mnie pokory w odkrywaniu Prawdy, w słuchaniu Bożego głosu. Jego, starego, doświadczonego człowieka było na nią stać. Oby i mnie...

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

biblijne problemy - światowe problemy


zdj:flickr/lamazone/Lic CC
Mili Moi...
No głosi mi się tu bardzo dobrze w tej Jeleniej Górze... Parafia jest duża, ale ludzi przychodzi nie za dużo. To znaczy, oczywiście kościół jest pełen, ale... Oczekiwania miejscowych duszpasterzy są większe. Niemniej ci, którzy przychodzą są wdzięcznymi słuchaczami. Podziwiam odwagę ludzi, którzy przychodzą po wielokroć i dziękują za coś, co usłyszeli, czy chcą podkreślić coś, co w jakiś sposób do nich trafiło. To jest jakiś znak czasu, który mnie osobiście cieszy. To takie normalne traktowanie duszpasterza. Ksiądz też człowiek - można przyjść, pogadać, nawet z czymś się nie zgodzić, czy poprosić o doprecyzowanie. To mnie cieszy, bo jest przejawem jakiejś normalności w relacjach. Sporo ludzi prosi mnie o spowiedź, czy o rozmowę duchową, co cieszy jeszcze bardziej. A dziś wieczorem wygłosiłem konferencję do osób żyjących w związkach niesakramentalnych i nawet ich trochę przyszło... Same radości... Nie mówiąc już o fanklubie kuracjuszek... Cieplice, dzielnica w której jestem, to sanatorium. Wyjście na Różaniec kończy się nieustannymi gawędami z kolejnymi grupami kuracjuszek, które czyhają a każdym rogu... Wesołe towarzystwo... Jak to w sanatorium...

A dziś rozmyślałem sobie nad uczuciami, które żywili wobec Jezusa ci mężczyźni, którym nie dane było zabawić się w odbieranie życia... Jakiż niesmak musieli odczuwać odchodząc z tamtego miejsca. Przecież Jezus dotknął jakoś ich męskości, upokorzył ich, poniżył i to w obecności tej... W naszym, dzisiejszym świecie kolokwialnie określa się takie uczucie słowami - jakby im ktoś dał w gębę. Co więcej - odebrał im rzadką przecież szansę na to, że swoim własnym wysiłkiem mogli przyczynić się do ukarania kogoś, kto nie zachowywał Prawa. Wszak niemałym wysiłkiem było kamienowanie. Może by się nieco spocili, ale poszliby do domu z poczuciem znakomicie wypełnionego obowiązku. Pobożni Żydzi, którzy ukarali wszetecznicę... A On ich tego wszystkiego pozbawił... Podejrzewam więc, że ich agresja i złość wobec Jezusa wzrastała wprost proporcjonalnie do odległości od miejsca, w którym pozostawili Go z tą... Napięcie w tym Słowie jest ogromne...

Ale choć ich wnętrze jest jakoś mocno ciemne dla mnie, który reflektuję nad ich postawami dwadzieścia wieków po ich opisaniu, to jednak musze powiedzieć, że jest coś za co ich bardzo szanuję. Coś, czego chyba współcześnie bardzo brakuje. A mianowicie myślę o pewnej formie krytycznej autorefleksji... Osadzając tę sytuację współcześnie, obawiam się, że ten prosty komentarz Jezusa - kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień, niestety nie powstrzymałby rozgniewanych mężczyzn przed linczem. Znalazłby się z pewnością jeden, czy dwóch, którzy powiedzieliby w duchu, albo całkiem głośno - a co ty mi tu będziesz opowiadał.... I poleciałby pierwszy kamień... A w ślad za nim poleciałyby następne z rąk całkiem już ośmielonych pozostałych świadków przestępstwa. O ile rzecz jasna ktokolwiek z pochwyconą na cudzołóstwie kobietą przyszedłby do Jezusa, żeby akurat Jego zapytać o zdanie... Czasy pytania Jezusa w takich sytuacjach chyba bowiem minęły... Zresztą i cudzołożne jakby mniej zainteresowane, żeby to Jezus je ratował... Dziś mogą czuć się znacznie bezpieczniej...

Tylko franciszkański mnich nad Księgą (choć dzięki Bogu nie on jeden) nadal rozmyśla nad nieszczęściem cudzołóstwa i nieszczęściem niewrażliwych serc. Świat bowiem ma już całkiem inne problemy... O nich nie zawsze przeczytam w Księdze... Dlatego jutro znów wyjdę na spacer.... Posłuchać kuracjuszek... One są na bieżąco....

sobota, 5 kwietnia 2014

obezwładniająca fascynacja...


zdj:flickr/Shardayyy/Lic CC
Mili Moi....
Jelenia Góra... Fantastyczny kościół. Cisza. Spokój. Park zdrojowy niemal przylegający do terenu kościelnego, wypełniony cudowną muzyka ptasich głosów. Spacerujący kuracjusze. Błogi spokój, który się natychmiast udziela. Dziś po raz kolejny stanąłem przed Bogiem w postawie dziękczynienia za moje powołanie. Ono pozwala mi doświadczać życia w tak wielkiej intensywności i różnorodności. Tyle widzieć, tyle czerpać, tak bardzo cieszyć się tym światem, który On stworzył również dla mnie. Nie raz zastanawiałem się czy to wszystko byłoby możliwe, gdybym nie był franciszkaninem, gdybym nie pełnił posługi. Jestem szczęściarzem... Nieustannie obdarowywanym.

Wczoraj wieczorem Pan znów dał mi prezent. Otóż dowiedziałem się, że na pielgrzymkę do Rzymu, z okazji kanonizacji, na którą zaprosiły mnie już dawno siostry Misjonarki Chrystusa Króla, abym pełnił funkcję opiekuna amerykańskiej grupy, którą one zgromadziły, wybiera się również generał... Braci z Bronksu. Pisałem nie tak dawno o fascynacji ich stylem życia, z którym zetknąłem się dzięki lekturze. Okazuje się, że ów generał jest również polskojęzyczny, co pewnie pozwoli mi się przyjrzeć bliżej posłudze braci w Ameryce. Posłuchać... Aż doczekać się nie mogę... Bo sporo pytań się we mnie rodzi...

A dziś już poprowadziłem dzień skupienia dla wspólnoty ojców pijarów, która posługuje w tej parafii, a wieczorem, o 19.00 rozpoczynamy nasze parafialne zmagania. Rano jednak Pan znów do mnie mówił... I pokazał mi strażników z dzisiejszej Ewangelii. Ludzi całkowicie bezradnych wobec Słowa. Zaskoczonych mocą Jego oddziaływania. Obezwładnionych przez Jezusa Głoszącego. Pomyślałem, że dopóki my, duszpasterze, właśnie tak nie będziemy podchodzić do Słowa, dopóki nie będziemy Nim wstrząśnięci i oszołomieni, doputy nie będziemy z mocą oddziaływać na ten świat.

Dlaczego tak bardzo ""pasujemy" do faryzeuszów, czy uczonych w Piśmie? Dlaczego te opisy ich postaw niczym kalka są nakładane na nas, kapłanów? Może właśnie dlatego, że brakuje nam tej prostoty strażników, tego pokornego zauroczenia Jezusem. Jesteśmy ociężali od naszej wiedzy, doświadczenia, poczucia odpowiedzialności. A wewnętrzna pustka nadyma i unosi nas w górę. Może stąd postawa jakiejś duchowej wyższości. A to wszystko jest znacznie prostsze. Wskazuje na to kapłan nawracający się - Nikodem. On już wie, że trzeba wyjść poza schemat, on już nie chce tkwić w skostniałych strukturach, on już rozumie, że trzeba dostrzec człowieka, bo nikt, absolutnie nikt nie zasługuje na miano przeklętego...

Nikodem, w którym powoli, ale konsekwentnie rodzi się fascynacja Jezusem. Może to jest nasza droga, kapłańska droga. Może w naszym życiu dokonuje się wszystko wolniej. Może uruchamiamy się dłużej i nie dajemy się zbyt łatwo przekonać. Może... Ważne, żebyśmy niczym Nikodem skończyli pod krzyżem Chrystusa, przyjmując w swoje ramiona Jego umęczone Ciało. Choćby miały temu towarzyszyć niespokojne westchnienia - jak to możliwe, że nie dałem Mu się porwać wcześniej... Ostatecznie tam jest nasze miejsce. Pod krzyżem, aby usłyszeć najwyraźniejszy głos Jego miłości... Wykonało się...

czwartek, 3 kwietnia 2014

żyć naprawdę...


zdj:flickr/Big Grey Mare/Lic CC
Mili Moi...
Walizka spakowana, kluczyki gotowe na biurku, wszystkie konferencje w teczce zebrane... Znaczy się - będzie podróż. Już jutro o poranku. Droga daleka, bo aż do Jeleniej Góry, ale może sobie jeszcze do Mamy do Częstochowy zajadę, wszak na miejscu mam być dopiero wieczorem. W sobotę dzień skupienia dla braci pijarów, a od niedzieli rozpoczynamy rekolekcyjne zmagania w pięknych okolicach (dziś proboszcz stwierdził, że gdybym nie znalazł kościoła, to mam pytać o dom zdrojowy, bo to bardzo blisko). Znaczy rekolekcje w kurorcie :) Ale dla nas, franciszkanów, którzy klasztory mamy w Kołobrzegu, Darłowie, czy Gdyni, kurorty to codzienność :) Ufam, że lud chętnie przyjmie Słowo i o to się modlę...

Mnie ono dziś przywiodło po pierwsze do refleksji nad ciągłością... Bóg, który zaplanował historię ludzkości, zapowiadał swojego Syna już wieki całe przed Jego przybyciem. Dziś sam Jezus o tym mówi - Mojżesz o mnie pisał... A wy nie wierzycie - mówi do Żydów. I rzeczywiście. Nie wierzyli. To wszystko wydawało im sie zbyt proste. Nawet czyny Jezusa, które przecież niezwykłe, nie były w stanie przekonać ich, że Mesjasz mógłby być z krwi i kości, jak oni. Za proste...

Bóg jest za prosty dla zbyt wielu do dziś. Szukają Go nieustannie uporczywie zaprzeczając Jego istnieniu. Niczym Piłat, który stojąc z Nim twarzą w twarz nie rozpoznał. Zrobił z Niego krwawy strzęp, ale to nie pomogło mu znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Im bardziej gwałtownie próbuje się Go wyeliminować z życia publicznego, tym więcej pytań pozostaje bez odpowiedzi i tym serce człowieka mniej spokojne.

Kiedy czytam wieści o tym z jakim uporczywym samozaparciem poszczególni ludzie i całe społeczności piłują gałąź, na której siedzą, niszcząc chrześcijańskie korzenie, uznając je za przestarzałe i zbędne, zawsze zastanawiam się, co im zostanie, kiedy już ich wysiłki zostaną zwieńczone sukcesem? Zastanawiam się, bo człowiek bez Boga jest istotą przerażającą. Sam martwy, niesie śmierć... A Jezus dziś powtarza - wy nie chcecie przyjść do mnie, aby mieć życie.

I to jest druga myśl dnia... Nie ma życia bez Niego, obok Niego, poza Nim. Jest iluzja życia, jego pozory. Pełne smutku próby zagłuszenia podstawowego lęku - lęku przed śmiercią... Bo wszystko się skończy. A nie ma żadnego celu... Ostatnio znów przekonałem się jak bardzo jest on w ludziach obecny... Żegnając się z moją grupą kursową (z którą uczę się angielskiego), stwierdziłem, że jeśli śmierć nas nie rozłączy, to wrócę do nich w maju... Jakiż to wywołało popłoch! Jaka śmierć? Po co tak mówić? Nie powinno się... Lęk... Który przypadkiem wydobyłem na zewnątrz... Bez Niego nic nie cieszy, bo u kresu zawsze czeka ona... Bezlitosna, konsekwentna, cicha... Czeka i doczeka się... Tego możemy być pewni... Jutro? Za tydzień? Za pięćdziesiąt lat? Ona ma czas... A ja...

A TY?