środa, 22 października 2014

w dzień.... i w nocy....


zdj:flickr/Ibrahim Asad's PHotography/Lic CC
(Łk 12,35-38)
Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

Mili Moi...
No i znów początek tygodnia taki, że gonimy... Kogo? Po co? Tego nikt nie wie. Ale spraw do załatwienia całe mnóstwo. Po wizycie biskupa i emocjonującej niedzieli postanowiliśmy z proboszczem sie urwać z domu, a okazją było pożegnanie... Wczoraj w Chicopee (jakieś półtora godziny od nas) pożegnaliśmy o. Eligiusza Kozaka. Miał 95 lat i reprezentował coraz mniejsze grono świadków życia i świętości św. Maksymiliana Kolbe. Sam o. Eligiusz był podobno uroczym człowiekiem, który nigdy się nie skarżył i nigdy nie narzekał. Jego pogrzeb stał się okazją do miłych, braterskich spotkań, jak to zwykle w rodzinie bywa. Spotkałem więc Prowincjała amerykańskiej prowincji Matki Bożej Anielskiej, na terenie której się znajdujemy. O. James Mc Curry jest przeuroczym człowiekiem, którego bardzo, ale to bardzo lubię. A znamy się z moich irlandzkich czasów. On był wówczas naszym przełożonym, delegatem Generała. Piękna dusza. Poza nim, spotkaliśmy całe grono polskich braci, którzy zjechali się z okolic na pogrzeb. Naliczyłem ich poza nami dwoma co najmniej sześciu.

A dziś od rana pielgrzymka po urzędach, bankach, sklepach.. Jedne od drugich oddalone. Czas płynie... Ale udało nam się dziś załatwić Social Security Number dla mnie, co oznacza, że znacznie więcej spraw będzie można pchnąć do przodu Wszak po numerze człowieka poznają. I w wielu miejscach pada o niego pytanie. Potem niemal godzina w banku i urocza, ciemnoskóra pani, której językiem macierzystym był portugalski próbowała nam pomóc załatwić karty kredytowe dla mnie. To też element franciszkańskiego życia tutaj. Nie nosi się banknotów i monet, tylko plastik. Potem wyprawa po nową pościel do pokoi gościnnych i skwapliwe przeliczanie przy półkach centymetrów na inche...  Wciąż nie mogę się przyzwyczaić do feetów, galonów, Fahrenheitów, mil...

Urzeka mnie dziś ta myśl o tym, że mój Pan mógłby mi posługiwać do stołu i że mógłby to czynić z radości, że na Niego czekałem... Od razu staje mi przed oczami mycie nóg uczniom podczas Ostatniej Wieczerzy. Im też Pan posłużył w tak nieprawdopodobnie uniżony i pokorny sposób. To jest lekcja... Niezależnie od tego kim się jest, ucieszyć się drugim człowiekiem. Zwłaszcza tym, który pragnie stać się tym źródłem radości. Sługa, który czeka w nocy jest tym, który wchodzi w ducha ofiary. Okrada się ze snu, żeby otworzyć drzwi Panu. Nie wie, kiedy On wróci... Czuwa... Być może więc Pan jest mocno zaskoczony tym wysiłkiem sługi, być może się nie spodziewał. Pewnie nie jeden raz doświadczyliście takiej niespodzianki - choćby wracając wieczorem z podróży i nie spodziewając się nikogo na dworcu, a tu nagle ktoś bliski wyszedł wam na przeciw... Niespodzianka. Miła...

Myślę sobie czasem o dosłownym, nocnym czuwaniu, do którego nigdy nie odkrywałem w sobie szczególnego talentu. Jestem nieprawdopodobnie słaby w tej dziedzinie i bardzo zazdroszczę tym, którym Pan dał łaskę zrywania się w środku nocy, choćby na godzinę, aby pobyć z Nim. Ale jeśli nie to, to o jakiej innej niespodziance mógłbym pomyśleć. Czym mógłbym "zaskoczyć" Jezusa (rzecz jasna mówiąc trochę obrazowo)? Jaką mógłbym Mu zrobić przyjemność? - idąc śladem Małej Tereski...

Otwarte oczy... Nie w nocy... Ale w dzień... Otwarte na Jego znaki, prowadzenie... Na ludzi... To chyba mogłoby Go ucieszyć... To byłaby miła niespodzianka... No to mamy plan na jutro :)

poniedziałek, 20 października 2014

wszystko...


zdj:flickr/aka Jens Rost/Lic CC
(Mt 22,15-21)
Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie? Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową! Przynieśli Mu denara. On ich zapytał: Czyj jest ten obraz i napis? Odpowiedzieli: Cezara. Wówczas rzekł do nich: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga.

Mili Moi...
Co tu się dzisiaj działo... Od samego rana na najwyższych obrotach. Ja dziś odpowiadałem za Msze polskie, więc o siódmej pierwsza z nich. Potem o dziewiątej wizyta naszego pasterza, biskupa Franka. To moje drugie z nim spotkanie, ale ponownie musze napisać, że jestem... oczarowany. To chyba właściwe słowo. Niezwykle przystępny człowiek, skromny, prosty, a jednocześnie emanujący jakąś nieprawdopodobną siłą duchową. Kazanie... Mistrzostwo świata. Żadnej karteczki, a punkt po punkcie - bez jąkania się, bez odbiegania od głównego wątku. Naprawdę widać, że ten człowiek żyje Słowem Bożym. Nie spotkałem dotychczas biskupa, który by do mnie tak trafiał w tym, co mówi. Nie duży wzrostem, ale wielki duchem. Jemu się w naszej parafii podobało bardzo. Fakt, że zrobiliśmy trochę "pospolite ruszenie" i ludzi było na Mszy znacznie więcej, niż zwykle. I chór, i zespół, i polska szkoła i ministranci.... Wszyscy żywo zaangażowani. Nie mówiąc już o uczcie poeucharystycznej, przygotowanej przez kucharski team. Już zapowiedział kolejną wizytę. I mogę bez żadnej przesady i kłamstwa napisać, że ta zapowiedź nas ucieszyła.

Ja musiałem się co prawda urwać z miłego spotkania pod kościołem, żeby celebrować kolejną Eucharystię, ale to wcale nie był ostatni punkt dnia. Bo o 15 rozpoczynaliśmy dzień skupienia dla lokalnej wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, który zakończył się o 21.00. I sam się dziwie, że moje palce są jeszcze zdolne do przeskakiwania po klawiaturze. Jestem absolutnie padnięty... Ale dzień skupienia znakomity - przynajmniej z mojej perspektywy i myślę tu o zaangażowaniu i otwartości ludzi. A żeby zintensyfikować nasze duchowe doznania, od środy ruszamy z wewnętrznymi, wspólnotowymi rekolekcjami ewangelizacyjnymi. A to znak, że czeka nas dużo pięknej pracy, której owoce są jeszcze piękniejsze... Bo Pan Bóg tak bardzo lubi się nam udzielać...

Wybaczcie, że dziś nieco inaczej, niż zwykle, nie napisze komentarza do Słowa, bo nie mam po prostu siły. Ale w ramach komentarza załączam dzisiejszą homilię. Jeśli ktoś zechce, może odsłuchać... Dobrej nocy zatem czytelnikom po tej stronie Oceanu, i dobrego dnia tym po stronie przeciwnej :)



niedziela, 19 października 2014

Królestwo...



(Łk 10,1-9)
Następnie wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie! Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże.

Mili Moi...
Dzisiejszy dzień pełen ruchu. I takie najbardziej lubię. Po porannych nabożeństwach, zebranie zarządu, a potem katecheza w polskiej szkole. Chwila przerwy i obrzęd pasowania na uczniów. Dzieciaki są rozkoszne i były bardzo dumne i przejęte w tym ważnym dla nich momencie. Potem oddałem się ćwiczeniom. Ale bynajmniej nie gimnastycznym. Jutro gościmy w naszej parafii naszego biskupa Franka i mam zagrać i zaśpiewać cos po angielsku. Dla mnie to rzecz jasna jakieś duże wydarzenie. Los padł na piosnkę franciszkańską, którą zamieszczam na końcu, w znacznie oczywiście lepszym wykonaniu, niż moje :)

A tak poza tym, to napisałem dziś list... Być może niektórzy Czytelnicy, zwłaszcza młodsi, nie bardzo wiedzą co to takiego - zamieszczam więc definicję. List – gatunek literatury stosowanej, pisemna wiadomość wysyłana przez jedną osobę (nadawcę) do drugiej (adresata). Tradycyjny list to wiadomość zapisana na kartce (kartkach) papieru i zapieczętowana lub wysłana do adresata w kopercie. Ja sam nie pamiętam, kiedy napisałem list po raz ostatni. Taki zwykły. Piórem. Na kartce. W kopercie. Sprawiło mi to ogromnie dużo przyjemności i może nawet będę robił to częściej... A przy okazji dokonałem małej syntezy mojego czasu tutaj. Poza kilkoma mniej przyjemnymi wydarzeniami, czuję się tu, w naszej parafii naprawdę dobrze... I mam nadzieję, że to się nie zmieni.

Natomiast Pan zwrócił moją uwagę dziś na... nadzieję. Bo to właśnie nadzieję mają przywracać uczniowie idąc od miasta do miasta. Służą temu zarówno słowa przesłania - przybliżyło się do was Królestwo Boże, jak i fakt uzdrawiania chorych. Jedno i drugie jest tak naprawdę przypomnieniem, że to Bóg jest Panem historii każdego człowieka i że jest w tej historii obecny. Myślę sobie, że te słowa o Królestwie są nawet bardziej "nadziejorodne", ponieważ Królestwo to coś więcej, niż uzdrowienie fizyczne. Człek uzdrowiony będzie musiał umrzeć. Jak każdy inny. Może nieco później, może w innych okolicznościach, ale umrze z pewnością. Znak uzdrowienia ma być tylko potwierdzeniem, że słowa o Królestwie są prawdziwe, że Bóg rozciąga swoje panowanie na życie każdego z nas, że Jemu na nas zależy i że ma nam do zaoferowania rzeczy nieskończenie piękniejsze, niż jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Jeśli przyjmiemy Jego słowa o Królestwie, jeśli otworzymy się na nadzieję, uzdrowienia (i cały szereg innych cudów) naprawdę nie będą nas dziwić i zaskakiwać.

Przywracać nadzieję, która nie jest jakimś ulotnym, bliżej nieokreślonym uczuciem, ale jest prawdziwym otwarciem się na Królestwo Boga, który jest...

źródło: You Tube

sobota, 18 października 2014

dziś jest ten czas...



zdj:flickr/Sprogz/Lic CC
(Łk 12,1-7)
Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Niego, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie! Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Mili Moi...
No dzień chyba trzeba uznać za nieco zmarnowany. W jakim sensie? Nie to, żebym się jakoś szczególnie lenił. Ale wybrałem się na poszukiwanie stroika i paska do gitary, popularnie zwanego "krawatem". Mapa sklepów muzycznych wydrukowana, woda i kanapki w plecaku :) Wszędzie daleko... Części sklepów nie udało mi sie odnaleźć mimo kilkakrotnego mijania obiektów obserwowanych na mapie. Ale do kilku zawitałem. Stroik kupiłem bez większego kłopotu. Bez większego piszę, bo pan sprzedawca na moją prośbę o stroik spytał czy do klarnetu, czy do saksofonu? Ja mu na to, że do gitary. Na co on zrobił wielkie oczy i stwierdził, że nie rozumie o co mi chodzi. Na to ja zrobiłem wielkie oczy (no bo jak można tego nie rozumieć i pracować w sklepie z gitarami). No więc zacząłem tłumaczyć obrazowo. Na co pan sprzedawca wykrzyknął radośnie, komunikując mi, że już rozumie... A za chwilę zrozumiałem i ja, że stroik do intrumentów dętych jest określany przez inne angielskie słowo, niż stroik do instrumentów strunowych... Na Boga! Czy twórcy tego języka naprawdę nie mieli co robić? :) Ale ja od dziś znam oba te słowa :)

Z paskiem jednak poszło znacznie gorzej. Nie miałem problemu z wyjaśnieniem o co mi chodzi, sprzedawcy nie mieli problemu ze zrozumieniem. Jedyny problem polegał na tym, że żaden sklep "krawata" w sprzedaży nie ma. Czasami podobno bywają, ale trudno określić kiedy i jak często. Jednakowoż sprzedawcy wykazali się niemałą doza kreatywności. Jeden przyniósł mi na przykład pasek do... saksofonu. Bo przecież wygląda podobnie do tego, co opisałem. Na moje pytanie czy to bezpieczne dla gitary nie umiał mi jednak odpowiedzieć. Mimo jego szczerego zapału nie dałem się skusić... I w tym sensie zmarnowałem dzień, że nie załatwiłem zamierzonego zakupu, namęczyłem się szukając różnych adresów, a niedzielna pieśń, którą miałem zagrać i zaśpiewać (o zgrozo - po angielsku) na Mszy z biskupem zawisła na... "krawacie".

Dobrze, że choć wieczorem mała pociecha. Spotkanie z ministrantami, którzy przejmują się swoją rolą i uważnie słuchają. Wierzę, że lada chwila będą chodzili jak w zegareczku, bo są dobrze zmotywowani.

A w Słowie odczytuję wielką zachętę do radykalizmu, przejrzystości, konsekwencji, jednoznaczności i zdecydowania. Te cechy w połączeniu z wiernością nauczaniu przyciągały ludzi do Kościoła w pierwszych wiekach. Wówczas nie drukowano ulotek, plakatów, nie noszono ze sobą transparentów z zaproszeniem na Eucharystię, nie trzeba było reklamować wiary. Świadectwo samych chrześcijan było tak silne, że wielu z tych, którzy ich spotykali, nie mogło pozostać już przy swoim dawnym życiu. Czasem pociągało to za sobą kłopoty, bardzo poważne kłopoty. Ich obrazem jest dzisiejszy patron - święty Ignacy Antiocheński, który jako jeden z wielu oddał życie za to, w co wierzył.

Tymczasem dziś wydaje się być jednak nieco słabiej. I być może powodem jest nasze podwójne życie. Jedno, które prowadzimy na "potrzeby Kościoła" i drugie, które wiąże się z "szeptaniem w izbie". Chrześcijanie, którzy sami nie do końca wierzą, w to, co wyznają swoimi ustami, nie wiedzą, dlaczego w to właśnie wierzą, a nie w co innego, którzy mają wiele zastrzeżeń do treści swojej wiary, a z niektórymi jej postulatami w ogóle się nie zgadzają, którzy, niczym chorągiewki na wietrze dają sobą miotać różnym sprzecznym z wiarą poglądom; tacy chrześcijanie nie mogą przekonać nikogo. Nie mogą, choćby bardzo się starali, nadrukowali tysiące ulotek,  a nawet chodzili po ulicach i je rozdawali.

Nie w reklamie bowiem siła, ale w świadectwie, które nie znosi dwuznaczności, które zwykle kosztuje, jest wymagające i które kształtuje nowe oblicze ziemi. Które staje się życiodajnym źródłem w Kościele. Kiedy więc Jezus dziś mówi - nie ma nic ukrytego, bo na dachach będą głosić to, co szepczecie po izbach, nie zapowiada dalekiej przyszłości związanej z Sądem Ostatecznym, ale mówi o dziś, tu i teraz. Bo to dziś widać, jak "na dachu" jakim jestem chrześcijaninem. Bo to dziś tego nie da się ukryć. Bo to dziś moje "podwójne życie" oddziałuje na wspólnotę Kościoła. Dziś jest czas świadectwa. Radykalnego, przejrzystego, konsekwentnego, jednoznacznego i zdecydowanego...

piątek, 17 października 2014

ziarna prawdy...


zdj:flickr/josephleenovak/Lic CC
(Łk 11,47-54)
Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców, gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce. Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona. Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli. Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby go podchwycić na jakimś słowie.

Mili Moi...
Musze sie z wami podzielić pewnym świadectwem.... Wczoraj doświadczyłem jakiegoś zupełnie niewytłumaczalnego bólu prawego nadgarstka. Był okropny i stawał się coraz gorszy. Kładłem się spać targany przez dreszcze i wiele razy w nocy budziłem się z bólu. Nie wiem skąd to. Nigdy wcześniej takich atrakcji nie przeżywałem. Ale doświadczyłem dobroci Bożej dziś. Wiem, kto jest sprawcą, nie wiem kto przyczyną. Wieczorem we wspólnocie modliliśmy się o uzdrowienie wszystkich cierpiących obecnych na spotkaniu, modliliśmy się wstawienniczo. Może więc Pan po prostu wysłuchał tej modlitwy. A może... Przekonany o mocy i potędze kapłaństwa, rozkazałem dziś demonowi, który "zaopiekował się" moim nadgarstkiem, żeby odszedł związany pod krzyż, aby Jezus uczynił z nim co zechce. Być może to właśnie łaska kapłaństwa i moc Przenajdroższej Krwi Chrystusa przyczyniły się do tego, że poruszam już ręką swobodnie, a ból prawie całkowicie ustąpił. Chwała Najwyższemu Bogu. Niby drobiazg, ale życie składa się z drobiazgów. Natomiast chcę oddać chwałę Temu, który jest sprawcą wszelkiego dobra. On się naprawdę troszczy i jest blisko... Słucha i wysłuchuje.

Zacząłem dziś gromadzić materiał na rekolekcje dla kobiet, które za trzy tygodnie mam poprowadzić w Chicago. Rekolekcje, to może nawet trochę za dużo powiedziane, bo to właściwie taki weekend skupienia, co nie zmienia faktu, że trochę pracy przede mną, bo niezależnie od nazwy, przygotować się trzeba tak samo dobrze. Temat maryjny - zdecydowanie nie mój ulubiony, bo choć kocham Matkę Bożą szczerze, to nie mówi mi się o Niej łatwo. Ale może właśnie dlatego te rekolekcje. Może to taki prezent od Niej, żeby pobudzić mnie do poszukiwań i do zmierzenia się z tym kaznodziejskim wyzwaniem.

A Słowo od kilku dni trudne... Jezus nie bardzo dba o psychologiczne ułatwienia. Nie zastanawia się jakby to wszystko powiedzieć, żeby nie urazić, żeby dotarło, żeby adresat się nie zamknął... Twarde słowa, ale niewątpliwie dyktowane miłością. W takich sytuacjach zwykle mi wraca taka refleksja o zdolności do wysłuchania słów krytyki, którą w sobie nosimy. Zwykle wydaje nam się, że gdyby Pan Jezus chciał nas krytykować, to z pewnością byśmy to przyjęli.  Na pewno zachowalibyśmy się inaczej, niż ci źli faryzeusze. Jedyny problem jest taki, że Pan Jezus dość rzadko nam się ukazuje, zarówno z pochwałami, jak i z krytyką. Ba, nawet aniołowie z nieba dość rzadko się pojawiają, żeby przekazać nam Boże słowa. Za to całkiem często Pan posługuje się w tym celu ludźmi. I właściwie czyni tak od zarania dziejów.

I nie mielibyśmy z tym właściwie większych problemów, gdyby Pan Jezus używał do tych misji ludzi... których my wskażemy. No bo może taki papież, albo co najmniej biskup, ich krytykę mógłbym jeszcze jakoś znieść. Nie bez trudu, ale... wszak jakieś autorytety mieć trzeba. Ale mąż? Żona? Zięć? Córka? Jakim prawem oni chcą mnie krytykować? Niech najpierw spojrzą na siebie i... I tu pojawia się cały, przebogaty arsenał tłumaczeń dlaczego ci właśnie ludzie nie powinni być naszymi krytykami...

A Pan Jezus konsekwentnie przypomina - myśli moje nie są myślami waszymi, ani moje drogi, waszymi drogami. I z uśmiechem miłości przysyła następnych. I ci następni zwykle też nie są tymi, których my sami byśmy wybrali. A zatem możliwości są dwie - czekać na "tych właściwych", albo szukać ziaren prawdy "u niewłaściwych". A wybór wcale nie jest taki prosty... Wie o tym każdy, kto bywał krytykowany...

czwartek, 16 października 2014

energicznie...


zdj:flickr/eigirdaz/Lic CC
(Łk 11,42-46)
Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić, i tamtego nie opuszczać. Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku. Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą. Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz. On odparł: I wam, uczonym w Prawie, biada! Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie.

Mili Moi...
Może to ze względu na mocno letnią pogodę, ale dostałem dziś przedziwnego przypływu sił i ochoty do pracy. Niektórzy twierdzą, że w takich momentach trzeba usiąść i poczekać aż ci przejdzie, ale ja stwierdziłem, że czemu by nie posprzątać nieco... Kolejne piętro delikatnie naruszyłem. Kilka czarnych worów z "Bógwieczym", stare lampy, chodniki i inne takie tam zapełniły znów kontener do połowy. I jest z tego radość, bo natychmiast widać owoce. Choć do końca jeszcze daleko. Przy okazji maleńkie przemeblowanie w pokoju. Znalazłem w domu lepszą dla oczu lampę i nocny stolik, które się znakomicie wpasowały w mą niewyszukaną celę zakonną.

A wieczorem piękne spotkanie z Odnową. Podsumowaliśmy środową modlitwę wstawienniczą. Wszyscy powoli nabywają doświadczenia. Uczą się i chcą się uczyć... A podczas wspomnianych porządków, znalazłem dziś pismo z 1998 roku, w którym jest wyrażona prośba do duszpasterzy o założenie tej grupy. Są szczegółowo opisane cele, wymienieni inicjatorzy, plany względem formacji. Odczytałem to dziś, jako ważne świadectwo. Szesnaście lat temu wszystko się zaczynało. Dziś zaczyna się znowu. Na obecnych dziś dwadzieścia osób, cztery zdaje się są po REO. Mamy więc co robić. I Duch Święty ma z nami co robić. Kto wie, czy zanim pójdziemy z rekolekcjami ewangelizacyjnymi do parafii, najpierw nie zrobimy ich w naszym, wspólnotowym gronie. Tak, czy owak, piękni ci moi ludzie w swoich pragnieniach, zmaganiach i radości z tego, co wspólnie robimy.

Kiedy zaś czytam dzisiejsze Słowo, to czasem mam trochę żalu do Pana Jezusa, że tak ryzykowne stwierdzenia wyrażał tak otwarcie. Ten fragment bowiem staje się często orężem wszelkiej maści "anarchistów duchowych", którzy kwestionują potrzebę jakiegokolwiek prawa, bo przecież liczy się tylko miłość, i będziemy sądzeni tylko z miłości... Zawsze wówczas pytam - czym ta miłość jest? Nigdy nie dostaję konkretnej odpowiedzi...

Bo zwykle jej nie ma... Tak jak nie ma niekonkretnej miłości. Miłość to są fakty. Miłość opiera się na decyzjach, a decyzje na poznaniu prawdy, a prawda to Ewangelia - święte prawo dla nas, wierzących, według którego usiłujemy żyć. Nie zasługujemy sobie na nic przestrzegając prawa, nie płacimy w ten sposób Bogu za Jego troskę, nie szukamy "patentu" na Niego, zastanawiając się jak tu zmusić Go, żeby nam błogosławił. Nie, my po prostu kochamy poprzez zachowywanie Jego przykazań. I wówczas możemy nazywać się Jego przyjaciółmi, według słów samego Jezusa - Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję (J15,14).

A zatem nie walka z prawem na rzecz nieokreślonej miłości, ale bardzo prawdziwa miłość oparta na świętym prawie przyjaźni z Jezusem. Wówczas łatwo zrozumieć słowa Jana - a przykazania Jego nie są ciężkie (1J 5,3). Miłość ci wszystko wyjaśni...

środa, 15 października 2014

tramwaj...


zdj:flickr/G.OZCAN/Lic CC
(Łk 11,37-41)
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.

Mili Moi...
A u nas lato... Powiedzieć, że dziś było ciepło, to chyba za mało... Kolejny dzień czytelniczy za mną, choć dziś nie szło mi tak dobrze, jak wczoraj. Z drobiazgów - zaświeciła się w aucie kontrolka ciśnienia w kołach. Pojechałem na stację, podpompowali, a kontrolka nie gaśnie. Taka mała misyjna troska - wszak auto nade wszystko do duszpasterstwa musi być sprawne. Zwłaszcza, że niedługo czeka mnie wyprawa do Chicago. A to "zaledwie" 860 mil... Za to pojechałem po południu do Milford. Patrzę sobie na mapę, szukam zielonych, nadmorskich przestrzeni, wsiadam w wóz i jadę tam zmówić Różaniec. Dziś więc odkryłem piękny nadmorski deptak zaledwie kilka mil od nas. Modliłem się zwłaszcza za mieszkańców naszego miasta. Ono tak bardzo potrzebuje modlitwy. Przekonałem się o tym dziś po raz kolejny, gdy otworzyłem gazetę i wyczytałem, że poprzedniej nocy znów strzelanina niedaleko nas, właściwie na trasie mojego "różańcowego spaceru". Dwie osoby ranne, jedna nie żyje... Tyle śmierci dookoła. Trzeba ją przepędzić życiem...

A Słowo dziś objawia Jezusa prowokatora... On w sposób całkowicie zamierzony łamie schemat. Siada do stołu bez tych wszystkich nabożnych gestów. Ale znalazł się w wyjątkowo nabożnym domu. Więc gospodarz się dziwi... Trochę nawet nadmiernie, bo poza faryzeuszami taka gorliwość była raczej rzadko spotykana. Siedzą więc dwaj nabożni przy stole - Jezus i faryzeusz - i nie dokonuje się spotkanie. Reprezentują dwa odmienne światy. Jezus świat wolności, faryzeusz - świat niewoli...

I przecież nie chodzi o to, że Prawo jest samo w sobie czymś złym. Ono staje się złe, kiedy zastępuje Boga, kiedy samo staje się bóstwem. A takim bóstwem może stać się tak wiele rzeczy, utartych zwyczajów, rutynowych zachowań. To może być ławka w kościele, w której zawsze siadasz, to może być święty obraz, który ktoś gdzieś przesunął, a przecież zawsze stał w innym miejscu, to może być zestaw twoich ulubionych modlitw, które ktoś próbuje zaburzyć, bo wtrącił modlitewkę, której nie znasz... To może być tak wiele rzeczy, którym oddajemy się w niewolę, zapominając nieco o szerokich horyzontach o tym, że Jezus chce nas ku nim prowadzić...

Dlaczego "uciekamy" przed tym w niewolę, dlaczego "lubimy czasem być niewolnikami" (autentyczne słowa uczestniczki dzisiejszej liturgii, która przyszła dopytać o treści z dzisiejszego kazania)? Ano pewnie dlatego, że to dość wygodne. Przede wszystkim wprowadza w pewną rutynę, która zwalnia z myślenia. Niczym tramwaj po szynach, utartymi szlakami poruszamy się do przodu? Ale czy rzeczywiście? Bo może przestaliśmy zauważać, że tramwaje dzięki pętlom, kręcą się właściwie w kółko, wciąż po tej samej trasie, która jest całkowicie zależna od dwóch metalowych szyn... Nuda... Marazm... Bierność...

I nagle Jezus, niczym zwrotnicowy, który mówi - wyskocz z tych szyn! Nie stworzyłem cię po to, żebyś sam się ograniczał. Wyswobodziłem cię ku wolności. Nie jesteś niewolnikiem. Bądź wolny. Jezus, który nie niszczy Prawa. Jezus, który niszczy bóstwa trzymające nas w niewoli.

Prowokator... Widzę Go jak zajmuje twoje miejsce w kościele; widzę, jak przewiesza ci święte obrazy; widzę jak miesza w modlitewniku. I to nie dla zabawy. Nie po to, żeby ci zrobić psikusa... Ale po to, żeby stanąć przed tobą i zapytać - i co teraz? W jakim kierunku chcesz zmierzać? Bo na razie trochę kręcisz się w kółko...